Świat

Liege – Bastogne – Liege 2022: zapowiedź

Liege-Bastogne-Liege / ASO

Ostatni monument tej wiosny, czyli Staruszka. Choć na starcie w Liege zabraknie ubiegłorocznego triumfatora to absencja Tadeja Pogacara wcale nie sprawia, że w niedzielne popołudnie obejrzymy nudny wyścig. Wręcz przeciwnie – brak głównego pretendenta do wygrania może znacznie otworzyć rywalizację w La Doyenne.

Trasa Liege – Bastogne – Liege 2022

Ostatni akcent wiosennych klasyków zdaje się być jednocześnie początkiem tego czym będziemy ekscytować się przez większą część pozostałych miesięcy w tym sezonie. Mam tu na myśli głównie Grand Toury, a zwłaszcza ich górskie odcinki. Jutro na trasie pomiędzy Liege, a Bastogne nie doświadczymy wspinaczek na ponad 2000 metrów nad poziom morza, ale na zawodników czeka ponad 4000 metrów przewyższenia, a to odpowiada solidnemu dniu podczas Giro w Dolomitach, Touru w Alpach czy Vuelty w Górach Kantabryjskich.

Tegoroczne Liege-Bastogne-Liege rozegrane zostanie na dystansie niecałych 260 km i trasa jest niemalże taka sama jak przed rokiem i bardzo podobna do tej jaka miała miejsce w 2020 i 2019 roku. Na przestrzeni całej trasy organizatorzy skategoryzowali 10 wspinaczek, ale tych jest na całym dystansie znacznie więcej. Podobnie jak to miało miejsce chociażby w przypadku Ronde van Vlaanderen – znaczna część trudności znajduje się w drugiej połowie rywalizacji.

Kluczowe znaczenie powinny mieć jednak dwie ostatnie wspinaczki. Pierwszą z nich jest legendarne La Redoute, które jest jednak 35 kilometrów od mety i wydaje się, że nawet jak na obecne standardy jest to nieco za daleko by próbować ataku po wygraną. Kluczowe dla losów wyścigu wydarzenia powinniśmy oglądać na podjeździe pod Côte de La Roche-aux-Faucons, które nastąpi kilkanaście kilometrów po wspomnianym wcześniej Redoute.

Sekwencja tych dwóch podjazdów sprawi, że jeśli na pierwszym z nich ktoś postanowi rzucić wszystkie siły na to, by utrzymać się w grupie lub kontrować ataki może za to bardzo boleśnie zapłacić na kolejnej górze. Côte de La Roche-aux-Faucons to 1,5 km o średnim nachyleniu 10%, a po nim nastąpi jeszcze poprawka, której organizator nie zaznaczył w profilu.

Droga prowadząca do wsi Boncelles ma znów 1,5 km długości, ale o średnim nachyleniu nieco przekraczającym 5% i być może nie budzi to przerażenia to trzeba mieć na uwadze, że to będzie ostatni wysiłek do pokonania mając niemal ćwierć tysiąca kilometrów i całe 4000 metrów przewyższenia w nogach. Ze szczytu tego ostatniego wzniesienia do mety pozostanie ok. 10 kilometrów zjazdów i płaskiego terenu, więc jeśli ktoś po Roche-aux-Faucons i hopce w Boncelles będzie miał choćby niewielką przewagę – ciężko będzie go dogonić.

Faworyci Liege-Bastogne-Liege 2022

Największego faworyta i obrońcy tytułu zabraknie. Jednak to, że Tadej Pogacar nie pojawi się na starcie wcale nie świadczy o tym, że głównego pretendenta nie będziemy szukać w tej samej drużynie. W ekipie UAE Team Emirates pojadą Marc Hirschi, Brandon McNulty oraz Diego Ulissi i jeśli miałbym stawiać na to która drużyna przerwie swego rodzaju dominację ekipy Ineos Grenadiers to wydaje mi się, że będzie to ekipa z Emiratów. Hirschi był już 2. w La Doyenne, miał udany początek 2022 roku, McNulty podobnie, a Ulissi może pełnić rolę ‘wabika’ – całkiem sporo możliwości jak na drużynę bez największego lidera.

Co najmniej dwa scenariusze w zanadrzu powinni mieć podopieczni Patricka Lefevere’a. Julien Alaphilippe prawie 🙂 wygrał Liege-Bastogne-Liege i zapewne chciałby mieć na ścianie w domu lepsze zdjęcie niż te które mu zrobiono w 2020 roku. O swój pierwszy sukces w monumencie walczyć będzie Remco Evenepoel, a znając agresywny styl jazdy młodego Belga można zakładać, że atak może nastąpić znacznie wcześniej niż na La Redoute. Alaphilippe będzie zapewne nieco bezpieczniejszą kartą, a 4. miejsce w Walońskiej Strzale potwierdziło, że mistrz świata jest odpowiedniej formie do wygrania.

Na starcie zamelduje się także Wout van Aert. W teorii ciężko znaleźć zawodnika bardziej uniwersalnego od tego, który wygrywa etapy na Mont Ventoux, Polach Elizejskich oraz etapy jazdy indywidualnej na czas. To jednak sucha statystyka i wydaje mi się, że (przynajmniej w tym roku) Belg o wygraną w Liege nie zawalczy. Może natomiast mocno pomóc w wygranej Jonasa Vingegaarda, który mając wokół siebie van Aerta i Tiesja Benoota wyrasta na jednego z głównych faworytów do wygrania.

Zwycięzca Walońskiej Strzały, zwycięzca Mediolan-San Remo, zwycięzca Giro d’Sicilia, 3. zawodnik Tirreno-Adriatico, były zwycięzca “Staruszki” i 6. zawodnik Paryż-Nicea – tak, to ekipa Bahrain Victorious. W ekipie z Bliskiego Wschodu pojadą kolejno: Dylan Teuns, Matej Mohoric, Damiano Caruso, Mikel Landa, Wout Poels, Jack Haig, a do tego jeszcze mający ogromne doświadczenie LuLu Sanchez. Czy tak dużo gwiazd będzie sposobem na sukces w Liege? Statystycznie powinno dawać to największe szanse, ale…to jest kolarstwo 😉

Ineos Grenadiers ma za sobą już doskonałą wiosnę, a może ją tylko poprawić. W Huy najlepszy był Dani Martinez, ale wyścig w Liege ma zupełnie inną charakterystykę i ta wydaje się bardziej pasować…Michałowi Kwiatkowskiemu. Polak ma pewne porachunki ze “Staruszką”, a po wygranej w Amstel Gold Race wiemy, że forma jest w odpowiednim miejscu i wydaje się, że nieco mniejsza liczba dni wyścigowych może działać na korzyść Kwiato. W ekipie z Wielkiej Brytanii jest jeszcze Tom Pidcock, Geraint Thomas i Carlos Rodriguez, ale wydaje mi się, że każdy z nich będzie raczej opcją awaryjną.

Niewiele brakowało do szóstej wygranej na Mur de Huy, ale ostatecznie Alejandro Valverde musiał uznać wyższość Dylana Teunsa. Doświadczenie przemawia za Hiszpanem najbardziej w całej stawce, a jeśli zdołałby wygrać po raz 5. w karierze w Liege to zrównałby się tym samym z Merckxem. Kiedy przechodzić do historii jeśli nie w swoim ostatnim starcie w wyścigu?

Prosto po wygranej w Tour of the Alps w Ardenach zamelduje się Romain Bardet (Team DSM), który powinien także być w grze o czołowe lokaty. Podobnie można zresztą powiedzieć co najmniej o kilku Francuzach – Warren Barguil (Arkea-Samsic), Benoit Cosnefroy (Ag2r), Guillaume Martin (Cofidis) czy Alexis Vuillermoz (TotalEnergies). Każdy z nich ma szanse na miejsce w Top10, ale czy coś więcej? Mam poważne wątpliwości.

Od czasu gdy meta nie znajduje się już w okolicy pewnego warzywniaka w Ans z gry o wygraną raczej wypadł Michael Woods (Israel-PremierTech), ale Kanadyjczyk wraz z Jakobem Fuglsangiem może próbować wyścig znacznie wcześniej. Do tego w składzie drużyny z Izraela jest jeszcze Alessandro de Marchi, którego ewentualna obecność w odjeździe może tylko pomóc wspomnianej wcześniej dwójce.

To Top