Świat

Amstel Gold Race 2022: Zapowiedź

Michał Kwiatkowski
Michał Kwiatkowski / fot. Ineos Grenadiers

Masa krótkich, stromych podjazdów, interwałowy wysiłek i ekscytujący finał, którego rozstrzygnięcia bardzo trudno przewidzieć – witamy na trasie Amstel Gold Race, który zapowiada się, najkrócej rzecz ujmując, jako pojedynek: Mathieu van der Poel – Reszta Świata.

33 kategoryzowane podjazdy “rozciągnięte” na dystansie 254 kilometrów – tak w największym skrócie prezentuje się trasa wyścigu. Wbrew temu, do czego się przez lata przyzwyczailiśmy, ostatnim wyzwaniem nie będzie Cauberg. Ten zawodnicy ostatni raz pokonają 17 kilometrów od mety, a Bemelerberg (900m, 5%), którego szczyt znajduje się 7,3 km od mety. Do finiszu nie prowadzi jednak zupełnie płaska droga. Jest jeszcze jeden, niekategoryzowany podjazd, a ostatni kilometr to droga w dół, z nachyleniem -0,8%. Suma przewyższeń to ponad 3400 metrów. Pełen przewodnik techniczny dostępny jest TUTAJ.

Profil Amstel Gold Race 2022

Aura w niedzielę powinna być dla kolarzy względnie sprzyjająca. Względnie – to znaczy, że nie będzie padać deszcz, ani (co wcale takie nieoczywiste nie jest) śnieg. W momencie startu peletonowi towarzyszyć może nawet słońce, lecz wraz z upływem czasu zachmurzenie będzie rosnąć, zmierzając ku pełnemu. Temperatura w momencie startu? Około 4 stopni Celsjusza. Na finiszu – mniej więcej 8. Wiatr będzie bardzo słaby (w porywach do 20 km/h) i nie powinien mieć istotnego wpływu na to, co będzie się działo.

Amstel Gold Race 2022 – faworyci

Tak, jak napisałem we wstępie, kandydat do wygranej to przede wszystkim Mathieu van der Poel. Kolarz Alpecin-Fenix po rozpoczęciu sezonu spisuje się fenomenalnie. Sprzyja mu trasa i historia – w 2019 roku wygrał, popisując się fenomenalną akcją w końcówce, gdy… przyprowadził na metę peleton, doganiając Juliana Alaphilippe’a oraz Jakoba Fuglsanga, a następnie wygrał finisz. Będzie to dopiero jego drugi start w wyścigu, ale poprzedza go… dwoma triumfami w klasykach – Ronde van Vlaanderen i Dwars door Vlaanderen. Jak mówią Anglicy – “The man to beat”.

Kto może mu zagrozić? Wout van Aert (Jumbo-Visma) po wirusowym zakażeniu nie był w stanie przystąpić do rywalizacji, gdyż to właśnie jego wtedy wskazywalibyśmy jako głównego kandydata. Wobec jego braku wydaje się, że Mathieu pokonać może jedynie sprytna taktyka którejś z ekip, albo… zawiązanie się naprawdę mocnej grupy kolarzy, której odjazd on sam przegapi. Wydaje się to możliwe do zrealizowania, przy wykorzystaniu którejś z sekwencji podjazdów, mogących wystarczająco “zmiękczyć” głównego faworyta. Takowe się pojawiają, a dogodnie prezentuje się zwłaszcza Kruisberg-Eyserbosweg-Fromberg, rozpoczynający się niecałe 50 km od finiszu.

Wracając jednak do tematu – kto może pokonać Mathieu van der Poela? Po namyśle mój wybór pada na kolarza “z drugiego szeregu” – Valentina Madouasa. Kolarz, tak jak i cały zespół TotalEnergies przerasta w tym roku oczekiwania ekspertów, a podium Ronde van Vlaanderen to tego najlepszy dowód. 25-latek lubi się ścigać w Ardenach, a od E3 forma jest na bardzo wysokim poziomie. Wydaje się jednak, że sprint wypada u niego gorzej, niż u głównego faworyta, toteż by wygrać – musi go wcześniej zgubić.

Kto pokona Mathieu van der Poela?

Powoli odradza się też chyba Marc Hirschi. Szwajcar z UAE Team Emirates w bardzo przekonujący sposób wygrał Per Sempre Alfredo, a od tamtej pory forma wciąż jest wysoka. Tutaj jednak postawić trzeba, z uwagi na długie miesiące słabej formy, duży znak zapytania, podobnie jak w przypadku kandydata numer cztery – Toma Pidcocka. Brytyjczyk ma chyba problemy z wytrzymałością – pokazała to m.in. Flandria.

Pod nieobecność Wouta van Aerta o dobry wynik dla Jumbo-Visma powalczą Tiesj Benoot i Christophe Laporte. Benoot nie jest jednak na tyle dynamiczny, by się liczyć, zaś dla Laporte’a prawdopodobnie trasa okaże się za trudna. Być może błyśnie Matej Mohorić (Bahrain-Victorious), choć po triumfie w Mediolan – San Remo patrzeć będzie na niego każdy, co z pewnością zadania mu nie ułatwi. Z jego cienia może jednak wyjechać rodak z ekipy, Jan Tratnik, pasujący idealnie jako opcja długiego, solowego ataku.

Zagadką pozostaje to, w jakiej formie do ścigania przystąpi Michał Kwiatkowski. Triumfator z 2015 roku spisywał się w tej imprezie zawsze dobrze lub bardzo dobrze, lecz trudny początek sezonu sprawił, że jest zagadką jeszcze większą, niż Marc Hirschi. Oczywiście – chcielibyśmy, aby pozostawał w grze do końca, ale czy tak będzie? Nie sposób orzec. W wyścigu zobaczymy też czterech innych naszych rodaków, choć w ich przypadku na wysokie lokaty trudno liczyć. Cesare Benedetti (BORA-hansgrohe), Łukasz Owsian (Arkea-Samsic) i Szymon Sajnok (Cofidis) skupią się na roli pomocników, a Filip Maciejuk (Bahrain-Victorious) na zbieraniu doświadczenia.

Ponieważ stałem się przeciwnikiem zapowiedzi, w których wypisuje się kilkunastu kandydatów do wygranej, wskazuję swojego faworyta. Stawiam na dzień chwały Valentina Madouasa, który ucieknie rywalom. Mathieu, jak w 2019 roku, przyprowadzi peleton – ale na drugiej pozycji.

Start Amstel Gold Race o godzinie 10:20. Finisz – około 16:50. Transmisja w Eurosporcie i w usłudze Player.

To Top