Świat

Mediolan – San Remo 2022: zapowiedź

Finisz Mediolan - San Remo 2017
Finisz Mediolan - San Remo 2017 / fot. RCS Sport

Dla wielu to najnudniejszy wyścig w roku, ale nie zmienia to faktu, że Primavera to pierwszy monument sezonu. Pora na niemal 300 kilometrów ze stolicy Lombardii do stolicy włoskiej piosenki.

Trasa

Jaka by trasa nie była to i tak kluczowe są co roku te same elementy. Niemniej jednak jeśli piątkowy wieczór był dla Was wyjątkowo udany, a sobotni poranek… długi i wymagający jak sam wyścig z Mediolanu do San Remo to spieszę z krótkim streszczeniem tego co może umknąć uwadze. Spokojnie, raczej nic ciekawego tu się nie wydarzy (nie ujmując dzielnym uciekinierom z Bardiani, Androni czy Eolo).

Chciałbym się jakoś specjalnie rozpisać o tym jaką trasę do pokonania mają zawodnicy zanim wkroczą w decydującą fazę, ale… nie bardzo jest o czym. Po starcie ostrym na zawodników czeka ponad 140 kilometrów podjazdu na Passo del Turchino. No okej, dojazdu do Turchino, bo właściwej wspinaczki jest niecałe 2,5 km, a szczyt w zasadzie wyznacza połowę wyścigu.

Po pokonaniu tej wspinaczki do kolejnej hopki będzie około 90 kilometrów wzdłuż wybrzeża które poza nabijaniem “licznika zmęczenia” posłuży do niwelowania straty do ucieczki. Kluczowe wydarzenia powinny rozpocząć się około 60 kilometrów przed metą, gdzie rozpocznie się sekcja trzech capo – Mele, Cervo i Berta. Niewielkie hopki mają od 1000 do 1700 metrów długości, ale przez fakt, że znajdują się pomiędzy 241., a 255 kilometrem rywalizacji sprawia, że niejednego może delikatnie “przytkać”, a to może oznaczać koniec szans na włączenie się do walki o wygraną.

Trzy krótkie hopki będą też miejscem w którym rozpocznie się walka o jak najlepsze pozycje przed dwoma najważniejszymi podjazdami, czyli Cipressą i Poggio. Jeśli włączać telewizor to właśnie ok. 25 kilometrów przed metą. Ponownie – to nie są wielkie góry, bo Cipressa ma 5,5km, Poggio – 3,6km, a ich średnie nachylenia to odpowiednio 4,1% i 3,7%. Znów kluczowy tutaj jest dystans po jakim przyjdzie się z tymi podjazdami zmierzyć i przede wszystkim – tempo. Trzeba mieć też na uwadze, że najbardziej stromy moment Poggio to 8% i to już wystarczająco dużo by spróbować zaatakować.

Mediolan-San Remo to też jeden z niewielu wyścigów w którym ogromne znaczenie ma nie tylko ostatnia góra, ale także ostatni zjazd. Droga wiodąca ze szczytu Poggio na via Roma w San Remo jest szalenie kręta, a jeśli do niewielkiej przewagi na końcu wspinaczki dołożymy odpowiednią dawkę odwagi na zjeździe…mamy przepis na zameldowanie się przed sprinterami na kresce.

Mapy oraz profile

Faworyci

Biorąc pod uwagę, że ostatnim zawodnikiem który jako pierwszy pokonał Passo del Turchino i jako pierwszy zameldował się na mecie w San Remo był Fausto Coppi w 1946 roku ciężko spodziewać się, że wyścig może rozstrzygnąć się w innym miejscu niż Poggio lub ostatnia prosta przed metą. Ale…

Mamy do czynienia z wyjątkowo ciekawym momentem w kolarstwie, które na przestrzeni ostatnich 2-3 lat mam wrażenie, że przeszło całkiem sporą przemianę. Mam na myśli to, że powoli przestajemy być świadkami totalnej kontroli nad wyścigiem w stylu Sky/Ineos z górskich etapów Tour de France, a coraz częściej widzimy pozornie samobójcze akcje na wiele kilometrów przed metą. Co więcej – coraz częściej te ataki są skuteczne, bo decydują się na nie najmocniejsi w stawce.

Tak, zmierzam do tego, że o wygraną może zawalczyć Tadej Pogacar. Czy lider UAE Team Emirates zaatakuje na Turchino? Nie. Czy zaatakuje na którymś z capo? Raczej nie. Czy zaatakuje na Cipressie? Być może. Na pewno ruszy na Poggio i nie będę ani trochę zaskoczony, jeśli to będzie moment kiedy ostatni raz zobaczą go rywale. To będzie jednak dość oczywiste rozwiązanie i choć wielokrotnie sprawdzone przez innych mistrzów to będę nieco rozczarowany jeśli niedawny triumfator Strade Bianche nie zdecyduje się na coś bardziej niekonwencjonalnego.

Problem Pogacara polega na tym, że w podobnie dobrej dyspozycji jest Wout van Aert. To co Belg pokazał podczas ostatniego etapu Paris-Nice było niesamowite, a Primoz Roglic zapowiedział, że w podziękowaniu za pracę van Aerta we Francji odpłaci się pomocą we Włoszech. Jeśli van Aert będzie w stanie utrzymać się za Pogacarem na Poggio – stawiam na Belga.

Wydaje się, że na straconej pozycji jest Mathieu van der Poel. Holender zdaje się być “narwany” do ścigania i nie zdziwię się jeśli (kolejny już) powrót po kontuzji okaże się przedwczesny zmuszając tym samym raz jeszcze zawodnika Alpecin-Fenix do przerwy od startów. Załóżmy jednak, że ze zdrowiem van der Poela wszystko w porządku to i tak możecie powiedzieć, że nie ma szans by Mathieu wygrał w swoim pierwszym starcie w sezonie. No cóż. van Aert wygrał Omloop het Nieuwsblad w tegorocznym debiucie na szosie – wiecie co mam na myśli 😉

Co jeśli na metę wpadnie peleton? Gwiazd sprintu nie brakuje, bo na starcie są Jasper Philipsen (Alpecin-Fenix), Elia Viviani (Ineos Grenadiers), Alexander Kristoff (Intermarche), Giacomo Nizzolo (Israel-PremierTech), Arnaud Demare (Groupama) i przede wszystkim Fabio Jakobsen (QuickStep-AlphaVinyl). W zdecydowanej większości przypadków to właśnie ostatni z wymienionych powinien wygrywać, ale…to Primavera. Sprint po blisko 300 kilometrach rządzi się swoimi prawami, a do tego Jakobsen nie ma wsparcia mistrza leadoutu, czyli Michaela Morkova.

W związku z tym, że to wyścig trwający około siedmiu godzin swoje pieniądze postawiłbym na Madsa Pedersena (Trek-Segafredo). Forma jest w odpowiednim miejscu, bo w ubiegłym tygodniu Duńczyk wygrał etap w Paryż-Nicea, a łącznie pięciokrotnie meldował się w top10.

Wsród tych zawodników którzy będą szukać innych okazji niż sprinterska rozgrywka trzeba wspomnieć zdecydowanie Mateja Mohorica (Bahrain Victorious). O umiejętnościach zjazdowych Słoweńca powiedziano już wiele i jeśli ktoś miałby wykonać szarżę w stylu Vincenzo Nibalego to właśnie popularny Moho.

Ostatnią okazję na skompletowanie wszystkich pięciu monumentów ma Philippe Gilbert (Lotto-Soudal). Wymienianie Belga wśród faworytów wydaje się być nieco życzeniowe, ale…przecież wszyscy lubimy takie historie 🙂

Na starcie są także Peter Sagan (TotalEnergies) oraz Michał Kwiatkowski (Ineos). Słowak ma dość zagadkowy początek sezonu, bo pierwszy występ w nowych barwach był kompletnie bezbarwny, ale już podczas Tirreno-Adriatico było widać, że forma idzie w górę…. i nastąpiło wycofanie z rywalizacji. Sagan wrócił do ścigania na Milano-Torino, gdzie znów był blisko czołówki. Doświadczenie jest po stronie trzykrotnego mistrza świata i może właśnie w momencie w którym nie jest w pierwszej linii głównych faworytów uda mu się sięgnąć po wygraną?

Kwiato…No nie jest to idealny początek sezonu dla Polaka. Przekładane pierwsze starty, a te w których zobaczyliśmy Polaka pokazały, że forma jest daleka od optymalnej. Podobnie jak w przypadku Sagana – doświadczenie przemawia za mistrzem świata z Ponferrady, ale wydaje się, że Kwiatkowski zamiast walczyć o czołowe miejsca będzie miał jednak do wykonania swoje zadania na rzecz Toma Pidcocka.

To Top