Polska

Ściganie w sadzie. Owocowy Przełaj znowu zachwycił uczestników

Zamieszkała przez niespełna trzy tysiące osób wieś Laskowice na Kociewiu ponownie stała się na jeden dzień kolarskim centrum Polski. Łącznie prawie 400 osób wystartowało w niedzielę w piątej edycji Owocowego Przełaju. I praktycznie wszyscy chwalili organizację oraz przygotowanie trasy wyścigu.

Ogromnym zainteresowaniem cieszył się wyścig amatorów, w którym sprawdziło się niemal 120 osób. Taka frekwencja na wyścigu przełajowym w Polsce to rzecz niespotykana. – „To nasz rekord. Zależy nam na tej kategorii i widzimy, jak ona się rozwija” – mówi organizator Jarosław Dąbrowski, wspominając, jaki rozwój przeszło kolarstwo przełajowe w Polsce od czasu pierwszej edycji wyścigu w Laskowicach. – „Wtedy 80 procent startowało na góralach. Teraz jest odwrotnie i zdecydowana większość jeździ na rowerach przełajowych lub też gravelowych. W kategorii amator nie ma ograniczeń szerokości opon, więc są one dopuszczane”.

Jako kolarz zawodowy Dąbrowski reprezentował barwy Lampre oraz Amore & Vita. Po zakończeniu kariery zapragnął zorganizować wyścig. – „Mając tutaj gospodarstwo rolne, chodząc po zboczach w sadzie, urodziła mi się w głowie trasa. Nie musiałem starać się o żadne pozwolenia, więc mogłem ją spokojnie budować” – wspomina organizator Owocowego Przełaju. Pierwsza edycja miała jeszcze dość zabawowy charakter – przeszkody zrobione były ze skrzynek, a klasyfikacja, ponieważ nie było sędziów i pomiaru czasu, ustalana była na podstawie kolejności odłożenia rowerów na mecie. – “Nigdy nie ścigałem się w przełajach, więc nie wiedziałem zbyt wiele. Zacząłem się temu przyglądać. Najpierw pojechałem na inny wyścig w Polsce, aby zobaczyć jak to jest zorganizowane, ale to mistrzostwa i Puchary Świata zrobiły na mnie ogromne wrażenie” – mówi Dąbrowski.

W taki sposób powstał wyścig, który szybko dorobił się wyjątkowej marki w polskim kolarstwie przełajowym. Podczas gdy na wielu imprezach, zaliczanych nawet do Pucharu Polski, ma się wrażenie, że trasa została po prostu wytyczona w pobliskim parku, tak na Owocowym Przełaju jedzie się ze świadomością, że każdy metr został zaplanowany z myślą o tych zawodach. Na organizację wyścigu i trasy Dąbrowski poświęca około dwa miesiące. W ostatnich dniach przed zawodami można było obserwować na Instagramie Owocowego Przełaju, jak powstają tegoroczne nowości, czyli podbieg oraz odcinek po specjalnie nawiezionym piasku.

Przez kilka lat w Laskowicach oglądaliśmy już praktycznie wszystkich czołowych zawodników polskiego przełaju, a także liczne grono zawodników rywalizujących przede wszystkim albo nawet tylko na szosie. W tym roku do Laskowic przyjechali Michała Paluta, Patryk Stosz, Szymon Sajnok czy Paweł Bernas, który po związaniu się z JBG2 Cryospace jest częstszym uczestnikiem błotnych zmagań.  Obecność Michała Kwiatkowskiego czy Michała Gołasia na Owocowym Przełaju nikogo już nawet nie dziwi, bo startowali oni w Laskowicach nawet w czasach, gdy nie była to impreza z kalendarza PZKol i zamiast podziału według licencji wszyscy ścigali się w jednym wyścigu.

– “W świecie kolarskim wszyscy się znamy. Pracuję jako mechanik w grupach zawodowych i dzięki temu czasem się spotykamy, więc łatwiej jest ich namówić. Zawsze jak zadzwonię i spytam, to są chętni, żeby przyjechać i bez spiny pościgać się wraz z innymi, aby promować kolarstwo” – mówi Dąbrowski.

Rywalizację elity wygrali Dominika Włodarczyk i Bartosz Mikler. W wyścigach dla zawodników z licencją wystąpiło ponad 250 zawodników, zaś w zmaganiach amatorów prawie 120 osób.

To Top