Felietony

Pamięć

fot. Krzysztof Bienkiewicz

Rower nauczył mnie wielu rzeczy. Poznałem lepiej swoje ciało, wniknąłem głębiej we własne myśli, doświadczyłem, że dostrzeżenie za zakrętem szyldu sklepu spożywczo-monopolowego może wywołać taki sam wybuch ulgi i radości, jak polecony z WKU informujący o uregulowanym stosunku do służby wojskowej. Dzięki “szosie” dowiedziałem się również, że nowy wymiar ma jeszcze jeden aspekt łączący dwa pierwsze elementy wymienione w poprzednim zdaniu. Rower dał mi nowe spojrzenie na pamięć.

Po raz pierwszy poczułem to wiosną tego roku. Wtedy to, po zimie wyjechałem na dłuższą trasę poza miasto. Jeżdżę cały rok, ale w chłodne miesiące krążę głównie po miejscu mojego zamieszkania, czyli Warszawie, albo innym mieście, w którym akurat przebywam z rowerem. Tak więc kiedy po zejściu śniegów wyleciałem w przestrzeń poza światła, szyny i skrzyżowania, byłem zaskoczony, że pomimo upływu sporej ilości czasu, wciąż pamiętałem tak wiele detali z miejsc odwiedzanych pół roku temu. Na tym zakręcie niezmiennie jest podchwytliwa, bo słabo widoczna dziura. Tamten autobusowy przystanek zawiera wyrażoną niebieskim sprayem wyrazistą opinię o Ance. A w tym przybytku pani sklepowa miała gęste wąsy i po zimie widzę, że jeszcze nie zrzuciła futra. Czy wysokie ciśnienie krwi i podwyższony puls powodują, że mózg głębiej zapisuje dawno nie widziane detale, które w trakcie innej czynności umknęłyby wyparte natłokiem codziennych impulsów?

Kolejnym aspektem jest pamięć reakcji ciała. Ten podjazd w zeszłym roku mnie absolutnie zniszczył. Na tym odcinku miałem makabryczną bombę cukrową. A do tego miejsca bolało mnie w lecie kolano, ale pamiętam, że przy tym drzewie uświadomiłem sobie, iż kłucie samoczynnie zniknęło. Jeżdżąc samochodem miałem biegunki, bóle głowy, czułem ulgę po zadziałaniu leków, chłonąłem lekkość po zaaplikowanej sobie saunie, ale dlaczego te sytuacje są w pamięci bardziej “rozmazane”? Czy fakt bezpośredniej pracy ciała powoduje, że mięśnie, serce czy krwiobieg wdrukowują odbierane impulsy głębiej, niż ma to miejsce w stanie ruchowego spoczynku?

No i najważniejsze – emocje. Strach, euforia, radość. Tutaj się ewidentnie bałem. Las był złowrogi, nawierzchnia strasznie ciężka, w pobliżu żywego ducha, sprzęt na krawędzi uszkodzenia. Ten park mnie absolutnie urzekł. Podczas zjazdu wydzierałem się wniebogłosy nie mogąc powstrzymać rozpierającego od wewnątrz zachwytu nad widokiem przesuwających się obok mnie szczytów Pienin. A w tym miejscu było wręcz bajkowo. Zbliżając się do końca objazdu miałem poczucie zanurzenia się w baśni na jawie. Pola zalane złocistym słońcem, pagórki pokryte atłasowym asfaltem, zboże bujające się w rytm ruchów mojej jazdy i kiwające do mnie kłosami, jakby z aprobatą potwierdzającą nadprzyrodzoność zaistniałej sytuacji.

W Kanadzie prowadzono kiedyś badania nad pamięcią dzieci, które w wieku dwóch lat z różnych powodów trafiły do szpitala. Najwcześniejsze traumatyczne wspomnienie zauważono u chłopca, który w czasie zdarzenia miał jedynie 18 miesięcy. Malec doskonale pamiętał jak zanosił się płaczem i opowiadał nawet o kształtach, jakie przybierały jego spadające na podłogę łzy. Naukowe wyjaśnienie mówi, że dzieci zapamiętują emocje lepiej, ponieważ części mózgu odpowiedzialne za ich przetwarzanie stają się w pełni funkcjonalne wcześniej niż te, które odpowiadają za pamięć. I według mnie zapamiętywanie impulsów odebranych na rowerze działa w podobny sposób, ponieważ jazda na rowerze jest jedną, wielką emocją. To przygoda, która potrafi być bajką, ale może być również cierpieniem. Na to nakłada się czas oraz przestrzeń na myśli. Jedni na trasie resetują głowę i stają się pracującym rytmicznie mechanizmem, inni wręcz odwrotnie. Podczas długich wypadów dużo myślą i układają w sobie codzienne sprawy. Ja doświadczam obydwu stanów, a do tego dochodzi proces intensywnego odbierania impulsów z otaczającej rzeczywistości. Uczucie lekkości jazdy też jest emocją. Odczucie “zapieczenia” i sztywne, jak drewniane bale nogi, również. Bomby cukrowe, skurcze sercowe, cała intensywność pracy ciała połączona z tsunami zalewających doznań powoduje, że głębiej i wyraźniej, niż w przypadku innych czynności, zapamiętuję wszystko to, co się dzieje w trakcie wypadów rowerowych.

W Kampinosie umierałem, dobrze, że Mati mnie wtedy pociągnął. Na Malawę wyjechałem i poczułem, że jestem silniejszy, niż mi się zdawało. Na szalonym zjeździe w Gromadzicach hamowałem, choć czułem, że nie wyrobię, i pomyślałem, że jeśli ze znajdujących się w ludzkim ciele 206 kości nie złamię tu ani jednej, to zapamiętam ten świętokrzyski cud i kiedyś o nim komuś opowiem.

Popularne

To Top