Hyde park

“Loco” – Opowieść nie tylko o szaleństwie

Tak prezentuje się okładka książki "Loco"

Nie lubi robić tego, co większość. Jako 13-latek, by zarobić na sprzęt, dorabiał w sklepie rowerowym “na czarno”, a jego karierę, nim ta tak naprawdę się zaczęła, złamać mógł koszmarny wypadek. Książka “Loco” pokazuje jasno – za fasadą promiennego uśmiechu kryje się poruszająca, choć pełna zakrętów historia.

Zacząć wypada od tego, że “Loco” w zasadzie… nie jest tylko książką. To interaktywna opowieść, w którą płynnie wplecione są fragmenty wywiadów i komentarze ekspertów, których cyfrową formę uzyskać możemy, skanując wydrukowane na marginesach kody QR. Nowocześnie i z pomysłem. Tym bardziej, że dla “postronnego” czytelnika, który nie jest związany z kolarstwem taki zabieg pozwoli poczuć, czym jest “od środka”. Poszczególne rozdziały okraszone są też wypowiedziami Adama Probosza, wspominającego między innymi pierwsze spotkanie z Marczyńskim, do którego doszło w mocno niecodziennych okolicznościach, przy okazji szosowych mistrzostw świata.

Mocną stroną książki są jej “interaktywne” wstawki oraz komentarze ekspertów

Oddać trzeba też, że całośc jest naprawdę ładnie wydana. Połyskliwa, lekko “szalona” okładka i spora liczba kolorowych, w niektórych przypadkach – mocno unikatowych zdjęć to cenny dodatek. Podobnie jak wycini z gazet, ukazujące m.in. młodego “Mańka” cieszącego się z olimpijskiej nominacji czy świętującego udany występ w Wyścigu Pokoju.

Pomówmy jednak o treści, bo w zasadzie to ona powinna przecież bronić całość. I… broni. Już sam początek opowieści jest mocno zaskakujący i pokazuje Marczyńskiego jako człowieka, w którym doszło do prawdziwej, wewnętrznej przemiany. “Od 12 lipca 2006 roku nic już w jego życiu nie będzie takie samo” – czytamy. I biorąc pod uwagę to, czego dowiadujemy się potem – chyba faktycznie nie było.

“Loco” bogata jest też w prasowe wycinki

Wewnętrzne refleksje często towarzyszą na łamach książki Marczyńskiemu. Widać w niej momenty wielkiej radości (jak chociażby wspomninając etapowe skalpy na trasie Vuelta a Espana), jak i chwile trudniejsze. A te przychodziły od samego początku – nawet u progu kariery, gdy jeden z lekarzy wyśmiał jego parametry zdrowotne.

W książce widać też, co doprowadziło “Mańka” do kolarskiego topu – to przede wszystkim niezłomny charakter. Kiedy inni odpuszczali, on trenował dwa razy mocniej, co dało wielkie efekty. Jako dziecko miał nad łóżkiem plakat Alejandro Valverde. Kilkanaście lat później sam “El Bala”, już jako mistrz świata zaczepił go i poprosił o wspólny trening.

Czy warto sięgnąć po “Loco”? Zdecydowanie, tym bardziej że (jak już wcześniej wspomniałem) to coś więcej, niż książka. Dzięki tej pozycji poznacie Tomasza Marczyńskiego z zupełnie innej strony. I polubicie jeszcze bardziej.

Pozycję zamówić można TUTAJ.

Tak prezentuje się okładka książki "Loco"
To Top