Felietony

10 rzeczy, które musisz wiedzieć o Paris-Roubaix

Paryż Roubaix
Paryż Roubaix / fot. ASO

Już w niedzielę odbędzie się jeden z najsłynniejszych wyścigów kolarskich – Paryż-Roubaix, pieszczotliwie nazywany „Piekłem Północy”. Skąd ta kultowość, dlaczego Kościół zwalczał wyścig, z jakiego powodu miasteczka uporczywie utwardzały drogi przed Paris-Roubaix i jaki biznes stał za jego powstaniem? Jeśli jesteś początkującym fanem kolarstwa, to koniecznie przeczytaj nasz przewodnik po piekielnej kostce brukowej.

Dlaczego bruki?

Ano dlatego, że kostka, która dzisiaj robi wrażenie na kolarzach, niegdyś była oczywistą nawierzchnią trasy. Rzeczywistość pierwszej ze stu siedemnastu edycji była zgoła inna, niż podczas współczesnych zmagań kolarskich. Innych dróg po prostu nie było. Infrastruktura drogowa zaczęła przechodzić metamorfozę 1967, kiedy to kostka brukowa zaczęła stanowić mniejszość na trasie wyścigu. Aby podtrzymać tradycję i ducha tego wyścigu, organizatorzy zaczęli poszukiwania nieco bardziej na wschód, celem znalezienia starych, opuszczonych i nieużywanych dróg pokrytych kostką. Było to zadanie o tyle trudne, że mało które miejscowości chciały dołączyć do wyścigu, a jeśli już takie się znajdowały, burmistrzowie natychmiast zlecali utwardzanie dróg, obawiając się, że wyścig obnaży zły stan dróg i wpłynie na negatywny wizerunek miejscowości.

W latach 70. gdy tylko wyścig miał przejechać przez jakąś wioskę, burmistrz natychmiast nakazywał utwardzenie drogi. Pierre Mauroy, kiedy był burmistrzem Lille, powiedział, że nie chce mieć nic wspólnego z wyścigiem i że nie zrobi nic, aby mu pomóc. Kilka lat temu nie było prawie żadnej wioski ani obszaru, który chciałby mieć z nami cokolwiek wspólnego. Jeśli na ich drodze pojawiał się Paryż-Roubaix, czuli się zawstydzeni, ponieważ ujawnialiśmy zły stan ich dróg. Natychmiast je asfaltowali, robili wszystko by nam przeszkodzić. Teraz jest zupełnie na odwrót. Dzwonią do mnie burmistrzowie, by powiedzieć, że znaleźli kolejny odcinek bruku i czy chcielibyśmy z niego skorzystać.” – mówił w 2007 roku Alain Bernard, prezes „Les Amis de Paris-Roubaix”.

Skoro już jesteśmy przy stowarzyszeniu „Les Amis de Paris-Roubaix”, to właśnie ta grupa miłośników pielęgnuje legendarne kocie łby, wydając na to 10-15 tysięcy euro rocznie. Jak wspomina Bernard, sporą bolączką są fani wyścigu, którzy wyciągają kostki i zabierają je do domu na pamiątkę. Zdarzają się nawet przypadki wyrywania kamieni milowych.

Współcześnie wyścig prowadzi przez 29 brukowanych odcinków, których łączna długość wynosi 54,5 kilometra.

Na pohybel szarej rzeczywistości

Początek wielkiej legendy „Piekła Północy” był dość prozaiczny. Dwóch producentów tekstyliów, Théodore Vienne oraz Maurice Perez wybudowało w Roubaix welodrom, mając nadzieję, że wypromuje on miasto i odmieni rzeczywistość mieszkańców. A ta wówczas była w dość szarej palecie barw. Lokalni mieszkańcy prowadzili ciężki żywot, pracując głównie w kopalniach węgla i przemyśle tekstylnym. Welodrom i wyścig promujący jego powstanie miały odmienić losy Roubaix i jego mieszkańców. Vienne i Perez nie wiedzieli jednak, że stworzyli właśnie legendę kolarstwa.

19 kwietnia 1896 w Paryżu ruszył pierwszy „Paris-Roubaix”, licząc 50 śmiałków w peletonie. Warto dodać, że data jest prawdopodobna, ale nie pewna. Dlaczego? Paris-Roubaix stanął w szranki z Kościołem, a wynik tego pojedynku nie jest do końca jasny.

Kościół kontra kolarstwo

Vienne i Perez zaplanowali pierwszy wyścig na Niedzielę Wielkanocną. „W Wielkanoc?!” – oburzali się księża. Wszak to naświętszy dzień w roku, a ławy kościelne będą świecić pustkami. Zawodnicy na mszy się nie pojawią, a jeszcze mieszkańcy w swej trudnej rzeczywistości z pewnością wyjdą na trasę oglądać pierwszą taką rozrywkę w miasteczku. W obiegu szybko pojawiły się ulotki potępiające to przedsięwzięcie, a księża gromili wyścig z ambon. Co się zatem stało, że kolarze ruszyli w Wielkanoc na bruki? Nie do końca wiadomo. Historycy wyścigu sugerują, że organizatorzy obiecali mszę za kolarzy na starcie i to przekonało zwierzchników kościoła. Niejasna jest również ostateczna data wyścigu – nie ma pewnego potwierdzenia, że zawodnicy ruszyli w Niedzielę Wielkanocną, gdyż historyk wyścigu, Pascal Sergent podaje datę 19 kwietnia 1896, podczas gdy Wielkanoc przypadała dwa tygodnie wcześniej.

Czasem słońce, czasem deszcz

Ikoniczne zdjęcia z wyścigu często przedstawiają zawodników, których każdy skrawek ciała pokryty jest solidną warstwą błota. Te fotografie mówią nam o tym, że na wyścigu panował najgorszy wariant pogodowy – deszcz. Dla kolarzy deszczowe Paryż-Roubaix oznacza piekielnie niebezpieczne godziny w siodle, gdzie ziemia spomiędzy kostek zamienia się w błoto, które zalewa całą trasę i rozpoczyna walkę o utrzymanie się na rowerze. Tom Boonen, do którego należy najwięcej zwycięstw „Piekła Północy” (ex aequo z innym Belgiem, Rogerem De Vlaeminck), po deszczowym wyścigu w 2002 roku, porównał warunki na trasie do drogi pokrytej warstwą mydła. Ekstremalnie śliska droga i błoto wlewające się do oczu zawodników to pewna zapowiedź wypadków.

A skoro już o 2002 roku mowa, była to ostatnia „Piekielna niedziela”, podczas której padał deszcz. Prognozy wskazują jednak, że w najbliższą niedzielę, po 19 latach, będziemy mogli oglądać zmagania na bruku w strugach deszczu.

Belgijska dominacja

Nie sposób opowiedzieć wszystkich historii z 117 edycji, bo wyścig z jednego roku obfituje w dziesiątki anegdot. Z pewnością jednak początkujący kibic, który trafi na listę zwycięzców ze wszystkich edycji, w pierwszej kolejności zauważy dominację w kolorze czarno-żółto-czerwonym. To właśnie Belgowie wywalczyli najwięcej zwycięstw w mordeczym wyścigu, bo aż 57, a wśród nich znajduje się dwóch rekordzistów – po cztery zwycięstwa mają na koncie Tom Boonen i Roger De Vlaeminck. Na drugim miejscu w rankingu krajów znajduje się Francja, której obywatele jako pierwsi przekraczali linię mety 30 razy.

Najwyższa lokata Polaków w historii Paryż-Roubaix to 14 miejsce, a wywalczyli je: Joachim Halupczok w 1990 i Zbigniew Spruch w 1999 roku.

O własną kostkę i nazwisko pod prysznicem

Nagrody w wyścigu są równie ikoniczne jak samo wydarzenie. Od 1977 roku triumfator otrzymuje własną kostkę brukową pomalowaną na złoto i tabliczkę z nazwiskiem w kabinach prysznicowych welodromu Vienne’a i Pereza, na którym tradycyjnie kończy się wyścig. Mniej wspomina się o nagrodzie pieniężnej, ale taka też oczywiście istnieje. Zwycięzca ostatniego wyścigu z 2019 roku, Philippe Gilbet zainkasował 30,000€, a nagradzani finansowo byli zawodnicy do 20 miejsca. Kwota głównej nagrody w Paryż-Roubaix nie jest jednak najwyższą wśród wyścigów jednodniowych. Dla porównania Ronde van Vlaanderen w 2019 roku oferowało zwycięzcy 50,000€.

Maszyny do zadań specjalnych

Piekielna trasa stanowi nie lada wyzwanie nie tylko dla kolarzy. Tutaj cały personel zespołu, mechanicy i producenci sprzętu muszą stanąć na wysokości zadania. Ci ostatni na Paryż-Roubaix tworzą rowery zaprojektowane specjalnie z myślą o trudnościach trasy, a zatem wyposażają je w dłuższy rozstaw osi, szersze opony i wiele innych udogodnień. Firma Specialized ma nawet swoją własną linię rowerów „Specialized Roubaix”, które mają zapewnić jak najbardziej komfortowe warunki na tego typu drogach, o ile o komforcie można w ogóle mówić w tym przypadku. Ciekawostką jest fakt, że zawodnicy używają tych rowerów tylko raz i zaraz po wyścigu trafiają one pod młotek, dla największych fanów tego sportu.

Zaawansowane prace konstruktorów nad sprzętem sprawiają, że problemów technicznych na trasie jest nieco mniej niż kiedyś, ale wciąż sporo. „Każdego roku zmieniamy mniej kół, ponieważ koła i opony są coraz lepsze. Dzisiaj zmieniliśmy około 20 kół. Pięć lat temu było znacznie gorzej – zmienialiśmy około stu. Opony są o wiele lepsze niż kiedyś.” – wspominał po jednym z ostatnich wyścigów Yves Hézard z firmy Mavic.

Monument

Wyścigi jednodniowe zwykle nazywamy „Klasykami”, ale tylko pięć z nich ma miano „Monumentu”. Te zmagania na tle innych są wyjątkowe z różnych przyczyn – najstarsze, najtrudniejsze, najbardziej spektakularne. Wśród wyścigów-pomników znajdują się: Mediolan-Sanremo, Ronde van Vlaanderen, Liege-Bastogne-Liege, Giro di Lombardia i Paryż-Roubaix, który na swoje zaszczytne miano zasłużył morderczo trudną trasą, największą ilością bruku i wieloletnią historią. Dla zawodnika sama wygrana w klasyku jest spektakularnym sukcesem, ale wygrana w monumencie jest zwykle krokiem milowym w karierze. To jeden z najbardziej pożądanych triumfów przez zawodników, poza żółtą koszulką na Tour de France i tęczową na Mistrzostwach Świata.

Co zatrzyma Piekielny Wyścig?

W najbliższą sobotę będziemy oglądać wyścig po ponad roku przerwy, ze względu na pandemię COVID-19. Październikowa data również sprawia, że wyścig będzie jedyny w swoim rodzaju – dotychczas każda edycja odbywała się w kwietniu. W długoletniej historii Paryż-Roubaix, wyścig powstrzymały jeszcze konflikty zbrojne. Edycje nie odbyły się w latach: 1915-18 (I Wojna Światowa) i 1940-42 (II Wojna Światowa).

A, zatrzymać wyścig może również pociąg. Ale o nim za chwilę.

„Paris Roubaix is a bullshit”

Te znamienne słowa wypowiedział sam Bernard Hinault po wygraniu wyścigu w 1981 roku. Bernie upadł w tym wyścigu siedem razy, w tym 13 km od mety, gdy mały czarny pies o imieniu Gruson wybiegł na zakręcie i wpadł mu pod koło. W „Piekle Północy” wystartował już tylko rok później, żeby bronić tytułu i nigdy więcej. Kontrowersji związanych z wyścigiem było naprawdę sporo.

Pamiętna była też edycja w 2006 roku, kiedy na 10 km przed metą wyścig zatrzymał… zamknięty przejazd kolejowy i przejeżdżający pociąg. Trzej zawodnicy, Leif Hoste, Peter Van Petegem i Vladimir Gusev zostali zdyskwalifikowani za przejechanie przez ów zamknięty przejazd. Leif Hoste powiedział wtedy: „To szaleństwo. W Belgii zatrzymaliby pociąg”.

Słynna kostka brukowa była też niestety areną tragedii. W wyścigu w 2018 roku Michael Goolaerts rozbił się po zatrzymaniu akcji serca na 100 km przed wyścigiem. Podjęte zostały próby reanimacji na miejscu przez lekarza, a następnie przewieziono go helikopterem do szpitala w Lille. O 23:30 czasu lokalnego jego drużyna poinformowała o śmierci zawodnika.

Save the date

Każda edycja Paryż-Roubaix pisze nowe historie, dlatego zachęcamy do oglądania „Królowej Klasyków” już w najbliższą niedzielę, 3 października, o godzinie 11:15.

Trzeba również wspomnieć, że dzień wcześniej wystartuje pierwsza edycja wyścigu kobiet w ramach Paris-Roubaix. Wariant trasy dla pań jest znacznie krótszy (115,6 kilometrów, podczas gdy mężczyźni będą się ścigać na 257,7 kilometrach), ale warto obejrzeć wyścig kobiet, bo jest to wydarzenie historyczne wśród wszystkich 118 edycji “Piekielnej Niedzieli”.

Popularne

To Top