Felietony

Skoro jest tak dobrze, to… dlaczego było tak źle?

Zaliczani do światowej czołówki Michał Kwiatkowski i Rafał Majka, zbierający doświadczenie w najważniejszych wyścigach Stanisław Aniołkowski, podpisujący kontrakt z ekipą z elity, perspektywiczny Filip Maciejuk, najlepsza, kontynentalna ekipa świata… wymieniając plusy naszego kolarstwa łatwo jest uwierzyć w to, że jest naprawdę nieźle. Zakończone w niedzielę mistrzostwa Europy i wynik naszej kadry każą jednak zadać jedno, proste pytanie: skoro jest tak dobrze, to… dlaczego było tak źle?

Zacznijmy od suchych faktów: w wyścigach ze startu wspólnego rywalizację ukończyła zaledwie trójka naszych reprezentantów (w komplecie – kobiety). Znakomite, czwarte miejsce zajęła Katarzyna Niewiadoma, która jednak na długo przed startem zaliczana mogła być do grona faworytek. W jeździe indywidualnej na czas nieźle wypadli również nasi juniorzy, a w kategorii U-23 o medal otarła się Marta Jaskulska. Nad pozostałymi występami lepiej po prostu spuścić zasłonę milczenia.

Nie chcę tu broń Boże krytykować zawodników, którzy do Trydentu pojechali, bo nie mam cienia wątpliwości, że dali z siebie wszystko. Zatrważająco słaby występ sprawia jednak, że na moment zerwana została piękna fasada naszego kolarstwa. Zobaczyliśmy prawdziwy jego potencjał. Jaki on jest – na to pytanie odpowiedziałem już chyba wyżej.

Za nami wspaniałe lata polskiego kolarstwa, których najjaśniejszym momentem było chyba mistrzostwo świata „Kwiato” wywalczone w Ponferradzie. Zapowiadało dobre czasy, które… naprawdę nadeszły. Mieliśmy przecież wielkie triumfy Rafała Majki, kolejne sukcesy Kwiatkowskiego, skalpy Grand Tourów Macieja Bodnara czy Przemysława Niemca. Nasze największe gwiazdy powoli schodzić będą jednak ze sceny. Czeka nas wtedy wyjątkowo brutalne zderzenie z rzeczywistością.

Świat odjeżdża, w dodatku – na wielu poziomach. Na tym najwyższym – imprez World Touru na sukces kogoś innego, niż Kwiatkowski lub Majka czekamy od wielu lat. Na szczeblu kontynentalnym cieszyć możemy się punktami zdobywanymi przez HRE Mazowsze Serce Polski i Voster ATS, lecz są to sukcesy w wyścigach – nie bójmy się tego powiedzieć – niższej rangi. Kiedy pojawia się realna szansa walki z czołowymi ekipami widać, ile do nich brakuje. I raz jeszcze podkreślę – nie jest to wina kolarzy. To wina lat zaniedbań, na różnych szczeblach, które doprowadziły nas do obecnego stanu rzeczy.

A co najgorsze – trudno spodziewać się, by ten stan rzeczy uległ szybkiej zmianie. Tkwimy w marazmie. Pora się z niego obudzić.

Popularne

To Top