Świat

Złoto, którego nie było

Sobotni poranek będzie dniem rywalizacji naszej szosowej kadry w wyścigu ze startu wspólnego. Pięć lat temu Rafał Majka dał nam brązowy medal, choć… gdyby nie zachowanie jednego z rywali, być może cieszylibyśmy się ze złota.

Zmagania w Brazylii ułożyły się dla naszej drużyny znakomicie. Doskonała jazda Michała Kwiatkowskiego w połączeniu z formą “Zgreda” sprawiły, że na ostatnim podjeździe dnia kolarz z Zegartowic jechał na czele, razem z Vincenzo Nibalim i Sergio Henao. Kręte zjazdy okazały się pechowe dla słynącego przecież ze znakomitych umiejętności w ich pokonywaniu “Rekina”, który zaliczył kraksę, pociągając za sobą Kolumbijczyka. Majka został na czele sam, mając do mety kilkanaście kilometrów i spory zapas nad kolejnymi rywalami.

Ci, przejeżdżając obok leżących na zjeździe Nibalego i Henao mogli pomyśleć, że “leżała” cała czołówka. Ponieważ na wyścigu olimpijskim radio nie jest dozwolone, nikt nie mógł im nakreślić sytuacji na podstawie obrazu transmisji telewizyjnej. Większa grupa, w której było kilku zawodników wierzyła, że wszystkie krążki rozdzieli między sobą. O Polaku, jadącym na czele prawdopodobnie przez moment nawet nie wiedziała.

Mijały kilometry, a Majka utrzymywał swój zapas. Na płaskim dojeździe do finiszu na czele jadącej za nim grupy pojawił się jednak Hiszpan, Joaquim Rodriguez. Do dziś pamiętam, jak zaczął gestykulować i pokazywać towarzyszom, że z przodu jechało trzech zawodników, a przy trasie leżało jedynie dwóch. Wniosek był prosty – ktoś jednak znalazł się przed nimi. To wtedy zaczęła się gonitwa. Jej efekt wszyscy pamiętamy – tuż przed metą Greg van Avermaet i Jakob Fuglsang dopędzili naszego rodaka i bez trudu go pokonali. Ten nie był w stanie włączyć się do walki na finiszu – wysiłek był tak ogromny, że łapały go skurcze.

Joaquim Rodriguez pokazujący, że trzeba ścigać, bo ktoś jest z przodu

Oczywiście, minęło pięć lat, a moja romantyczna, kolarska natura może sprawiać, że wyolbrzymiam przebieg wydarzeń, a Hiszpan jedynie pokrzykuje na rywali, by ci zorganizowali się w pogoni, bo kilometry uciekają. Pewnym jest jednak, że tamten wyścig nie tylko Rafał, ale i cała kadra pojechali wręcz fenomenalnie. Teraz, tuż przed rywalizacją w Tokio sytuacja wygląda względnie podobnie – nie wymienia się naszych kolarzy w gronie pierwszorzędnych faworytów a zastanawia raczej, czy Belgowie zdołają pobić Słoweńców.

Wynikowa analogia – mile widziana.

P.S. Dla koneserów – cały wyścig z Rio i popis naszej drużyny obejrzeć można w serwisie YouTube:

Popularne

To Top