Świat

Plusy, minusy i pytania. Kto jest zadowolony z rozpoczęcia Touru, a kto ma problem?

Julian Alaphilippe
Julian Alaphilippe

Za nami jedno z najciekawszych otwarć Tour de France ostatnich lat. Efektowne finisze w wykonaniu największych gwiazd, koszmarne upadki, a także problemy faworytów klasyfikacji generalnej lub sprinterskich końcówek sprawiły, że już po trzech dniach nie brakuje materiału do analizy i dyskusji. Kto może być zadowolony, kto ma problem, a kto wciąż pozostaje niewiadomą?

Na plus: Richard Carapaz

Po pierwszym etapie Ekwadorczyk mógł pluć sobie w brodę, że stracił pięć sekund do reszty zawodników rywalizujących w klasyfikacji generalnej. Na drugim odcinku nie popełnił już żadnego błędu, a trzeci – dość niespodziewanie – uczynił z Carapaza najwyżej plasującego się zawodnika spośród tych, których typowano do walki o końcowym triumf.

8 sekund przewagi nad Tadejem Pogacarem to tyle co nic, ale już minuta i 4 sekundy nad Primożem Rogliciem to cenny zapas przed jazdą na czas. Carapaz wyrasta też na lidera Ineos Grenadiers. Legitymuje się bowiem czasem o ponad pół minuty lepszym niż Geraint Thomas. Na razie nie wiadomo, czy Brytyjczyk będzie kontynuował jazdę. Nawet jeśli, to w najbliższych dniach trudno będzie mu odrabiać straty, a na pewno zakładał dobry występ w środowej czasówce. Straty Richiego Porte’a czy Tao Geoghegana Harta są już tak duże, że pozostało im tylko pomaganie Carapazowi.

Jeśli już o pomaganiu mowa, to trzeba wspomnieć o Michale Kwiatkowskim. To co robił w ostatnich dniach nasz rodak, dbając, aby Carapaz dojeżdżał na czołowych pozycjach, to pokaz umiejętności najwyższej klasy. Współpraca, która w ubiegłym roku poskutkowała etapowym zwycięstwem Polaka, znowu może dać świetne efekty.

Na minus: Rozbite Jumbo Visma

Primoż Roglić z minutą straty do najważniejszych rywali i licznymi przetarciami. Steven Kruijswijjk z wizytą w szpitalu i szytym palcem. Tony Martin poobijany po dwóch upadkach. Niezwykle cenny pomocnik, jakim miał być Robert Gesink, już poza Tourem. To jeden z najgorszych scenariuszy, jaki mogli przewidywać dyrektorzy Jumbo-Visma na otwarcie Wielkiej Pętli.

Roglić do momentu upadku prezentował się bardzo dobrze. Na dwóch etapach przyjechał w czołówce i wraz z Tadejem Pogacarem miał już kilkanaście sekund przewagi nad rywalami. Trzeci dzień rywalizacji wszystko popsuł.

W pomoc dla Słoweńca zaangażowano w poniedziałek m.in. Jonasa Vingegaarda, odbierając sobie tym samym ewentualną drugą możliwość w klasyfikacji generalnej. Trudno się jednak dziwić, gdyż pozycja Roglicia w zespole jest niepodważalna. Z tego schematu wyłamuje się jedynie Wout van Aert, który w weekend nie walczył o zwycięstwa, będąc blisko Roglicia, ale już w poniedziałek dojechał do mety w pierwszej grupie. W klasyfikacji generalnej jest czwarty z półminutową stratą, więc nadal ma szansę, aby podczas środowej czasówki przejąć żółtą koszulkę. I to chyba jedyny pozytyw ostatnich dni dla Jumbo-Visma.

Pytanie: Czego chce Alaphilippe?

Wygrany etap? Jest. Założenie żółtej koszulki? Jest. Co dalej? Tego nie wie nikt. Tegoroczna trasa z niewielką liczbą finiszy na podjazdach daje Alaphilippe’owi nadzieję na dobre miejsce w klasyfikacji generalnej, choć sam Francuz przed startem ostrożnie wypowiadał się na temat swoich szans. Po trzech etapach ma już pewną przewagę nad faworytami. Skrajnym przykładem jest Primoż Roglić, który ma aż półtorej minuty straty do Francuza. Za szybko jeszcze, aby umieszczać mistrza świata w gronie zawodników rywalizujących o końcowy triumf, ale poprawa końcowej lokaty z fantastycznego 2019 roku (5. miejsce) wydaje się jak najbardziej możliwa. Nieco mądrzejsi będziemy po środowej czasówce.

A jeśli nie walka o żółtą koszulkę, to może o zieloną? Na razie Alaphilippe znajduje się na czele klasyfikacji punktowej. Zwycięzca poniedziałkowego etapu Tim Merlier sam deklarował, że z uwagi na trudności z jazdą po górach nie celuje w zielony trykot. Etapy miał wygrywać Caleb Ewan, ale złamał obojczyk i już nie jedzie w Tourze. Stan zdrowia Petera Sagana jest niewiadomą. Podobnie jak forma Arnaud Demare’a i Marka Cavendisha, którzy nie brali udziału w poniedziałkowym finiszu. Pozostają więc Michael Matthews oraz Sonny Colbrelli. Może więc tegoroczny Tour upłynie Alaphilippe’owi w zielonych barwach?

Na plus: Holendrzy z Bora-hansgrohe

Jeszcze rok temu wydawało się, że Wilco Kelderman pewnego poziomu już nie osiągnie. Później zaskoczył trzecim miejscem w Giro d’Italia, po którym i tak mógł odczuwać niedosyt. Teraz bezbłędnie zaczął Tour de France, co wobec problemów innych kolarzy należy traktować jako duży sukces. Do Carapaza traci tylko siedem sekund.

Jeśli Kelderman utrzyma dyspozycję, to za kilka dni będzie jednym z faworytów do miejsca na podium. O jego dobrej formie mówi się najwięcej, ale warto pamiętać, że tylko nieco gorszym czasem legitymują się inni zawodnicy, których nie wymieniano w pierwszym szeregu faworytów: Enric Mas, Nairo Quintana czy nawet David Gaudu albo Rigoberto Uran.

W tym miejscu wspomnijmy jeszcze o innym kolarzu Bora-hansgrohe. Ide Schelling aktywną jazdą na pierwszych trzech etapach pokazał się ze świetnej strony i w pełni zasłużenie lideruje klasyfikacji górskiej. Długi sprint na premię z Anthonym Perezem podczas niedzielnego odcinka był godny pochwały.

Na minus: Lotto Soudal bez Caleba Ewana

Belgijska drużyna jechała na Tour de France przede wszystkim po sprinterskie triumfy Caleba Ewana. Nic dziwnego, że zapewniono mu czterech pomocników, gdyż Australijczyk prezentował w tym sezonie dobrą formą, a lotne premie na pierwszych etapach Tour de France zdawały się potwierdzać jego dyspozycję.

Finisz trzeciego etapu zniweczył wszystkie plany. Ewan złamał obojczyk i jest już poza rywalizacją. Nie zrealizuje więc planów wygrania etapu w każdej z tegorocznych trzytygodniówek. Swoje cele – ale na obecnie trwający wyścig – musi też przedefiniować Lotto Soudal. Cała nadzieja w tym, że doświadczeni Philippe Gilbert i Thomas De Gendt albo młody Brent van Moer skutecznie spróbują któregoś dnia uciec. Inaczej wyścig będzie dla zespołu stracony.

Pytanie: Na co stać Sonny’ego Colbrelliego?

Na drugim etapie wjechał na Mur de Bretagne z najlepszymi. W pewnym momencie nawet zaatakował, ale jego próbę poprawił Mathieu van der Poel. Dlaczego Włoch zdecydował się na taki krok? Teoretycznie na finiszu z małej grupy miałby większe szanse…

W poniedziałek mistrz Italii przetrwał bez przygód prawie cały etap – poza spięciem z Primożem Rogliciem, ale wówczas akurat to nie on ucierpiał. Na sam koniec etapu Colbrelli musiał jednak ratować się przed upadającymi Ewanem i Saganem, co utrudniło mu walkę na finiszu. Nadal więc nie wiemy, w jakiej jest formie. A patrząc na wcześniejsze rezultaty, powinien być w całkiem niezłej.

Biorąc pod uwagę charakterystykę kolarza Bahrain-Victorious, nie jest on bez szans na wzniesieniach, co powinno mu pomóc w walce o zieloną koszulkę. Ważny będzie dla niego wtorkowy etap, na którym Włoch powinien czuć się całkiem dobrze. To jego dziesiąty wielki tour, a ciągle pozostaje bez etapowego zwycięstwa. Czas najwyższy.

Na plus: Alpecin-Fenix dzieli i rządzi

Debiutanci okazali się najlepszym zespołem pierwszych dni Touru. W sobotę jeszcze nie udało się zwyciężyć, ale dwa kolejne etapy to już popisowa jazda belgijskiej grupy. Podczas pierwszego wjazdu na Mur de Bretagne Mathieu van der Poel pokazał przede wszystkim dużą mądrość. Odskoczył od grupy, zapewnił sobie 8-sekundową bonifikatę, bez której nie zostałby później liderem, ale jednocześnie zachował siły na finisz. Drugi wjazd to już był pokaz mocy Holendra.

Trzeci etap to ponownie bardzo dojrzała jazda Alpecin-Fenix. Mimo żółtej koszulki van der Poel zaangażował się w pracę na ostatnich kilometrach. Tim Merlier zgarnął etap, a drugi na metę wjechał Jasper Philipsen. Dublet na pierwszym sprinterskim etapie Touru? Można tylko pogratulować. Co więcej, taka jazda pozwala sądzić, że kolarze Alpecin-Fenix nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.  

Popularne

To Top