Polska

Abus Stormchaser – konstrukcja świetna i na lata

Egan Bernal wygrał tegoroczną edycję Giro d’Italia i dopisał sobie drugi wielki tour do CV. Jeśli jednak mamy być szczerzy, znacznie ciekawiej było za plecami Bernala – ten od dziewiątego etapu nie oddał Maglia Rosa, co sprawiło że wyścig stracił na atrakcyjności. Za plecami szalał Caruso, obu ścigali i Yates i Vlasow. Tym, co nas najbardziej ucieszyło był fakt, że w peletonie, z Yatesem na czele, używano kasków firmy Abus. To dla firmy doskonała reklama i należy się cieszyć, że mamy je w swojej ofercie. Nie twierdzimy, że nasi klienci – Wy, rowerzyści wszelkiej kategorii – pojadą dzięki temu w Giro. Ale nie twierdzimy też, że nie pojadą. Pozostawiając ten kłopotliwy dylemat na boku, najważniejsze że zakładając kask firmy Abus Wasza głowa jest bezpieczna. A w kasku Abus Stormchaser głowa jest najważniejsza.

Abus Stormchaser to doskonały kask szosowy, ale nie ma przeszkód by stosować go w innych kategoriach rowerowych zmagań. Świetnie sprawdzi się jako podstawowe wyposażenie każdego kolarza. Jego test przeprowadziliśmy podczas ostatniego weekendu obfitującego w wiatr, deszcz i przeplecionego słońcem na trasach niedaleko Grudziądza. Oto nasze wrażenia.

Abus Stormchaser – nasze pierwsze wrażenia

Można zadać sobie pytanie, dlaczego mamy kupować kask za 420zł a nie wybrać ten z marketu który kosztuje minimum czterokrotnie mniej, ale to oznaczałoby że z naszą głową nie do końca wszystko jest w porządku. Profesjonalne kaski rowerowe to nie tylko styropianowa skorupka powleczona laminatem – w konstrukcji ważne są wewnętrzne szkielety absorbujące najcięższe uderzenia i rozkładające je tak, by nie zaszkodziły głowie. Podczas tegorocznego Giro kolarz Primo Mohorić wypadł z roweru i z nogami w górze uderzył głową o asfalt, notując piękne salto. Było groźnie, kolarz wycofał się z wyścigu, ale jak się okazało, poza otarciami na łokciu mężczyźnie nic się nie stało.

Dlatego kask Abus Stormchaser jest świetnym rozwiązaniem dla tych, którzy cenią własne bezpieczeństwo ponad wszystko, zwłaszcza na szosie, która potrafi być o wiele bardziej niebezpieczna niż MTB, i to w bardzo negatywnym wydaniu. Kolarz szosowy porusza się zazwyczaj w niskiej pozycji z dużymi prędkościami, wpięty w blokowe mocowania SPD – czasu na reakcję zazwyczaj za wiele nie ma, polega więc wtedy na tym co ma na sobie. Abus Stormchaser zapewnia że głową martwić się nie musi.

Po założeniu pierwszy szok – jest lekki jak piórko ale waga jest dobrana tak, że nie mamy poczucia że zwieje nam go z głowy jak czapkę z daszkiem. Otwory wentylacyjne są duże, paski wyglądają bardzo solidnie. Wnętrze to wygodna wyściółka. Bardzo ładny kształt z subtelnymi przetłoczeniami, dopasowania materiałów doskonałe. Otwory wentylacyjne duże. Materiał poszycia góry jest miły w dotyku i wygląda na łatwy w czyszczeniu. Z kolei dolna część z matowego tworzywa daje poczucie solidności. Konstrukcja jest mocna – ale nie masywna, nie przytłaczająca. Ogólne wrażenie – na piątkę.

Konstrukcja i detale kasku Abus Stormchaser

Typowy kask szosowy różni się od tego, który rządzi niepodzielnie w marketach. Przede wszystkim, nie ma daszku lub jest w niego wyposażony opcjonalnie. Dlaczego? Przede wszystkim z wygody. Jazda na kolarzówce, w niskiej pozycji zmusza do zadarcia głowy do góry – wyobraźcie sobie że jeszcze dodatkowo musicie podnieść głowę żeby widzieć drogę pod daszkiem. Po dłuższej jeździe skutkuje to bólem karku a w konsekwencji także ramion i pleców. Dlatego nie znajdziemy typowego daszka w kasku typu Stormchaser. Abus produkuje takie kaski z przeznaczeniem dla innych typów rowerowej pasji.            

Górna, wyraźnie zaakcentowana część kasku to owal okrywający głowę i wyraźne, duże otwory wentylacyjne. Owal kasku kończy się w okolicach potylicy mocno ściętym dyfuzorem, który przy okazji pełni funkcję odprowadzania ciepła i schowka na kucyk – o ile właściciel go posiada. W górnej części wyraźnie zaznaczony jest środkowy pas i mocna obręcz, biegnąca od przodu do tyłu. Dolna część jest nie mniej ważna – to w ciemnoszarym materiale ukryto zintegrowaną obręcz wzmacniającą, która przenosi większość uderzeń i rozkłada je na dużą powierzchnię. Wyraźny pas biegnie jako pierwszy od dołu, by rozszerzać się ku tyłowi i łączyć z ukośnymi wzmocnieniami kasku.            

Paski są dość szerokie, ale wykonane z układającego się materiału, który nie ociera, nie zadrapie, ale przylega dobrze i jest w pewnej mierze elastyczny. Z tyłu, pod wyciągniętą skorupą mamy oczywiście pokrętło do uregulowania kasku – rozwiązanie tradycyjne i skuteczne. We wnętrzu wyściółka jest wieloczęściowa, oparta na szerokich pasach przyjemnego w dotyku materiału, który dobrze odprowadza ciepło, skóra się nie poci a kask dobrze trzyma na głowie, jednocześnie nie powodując malo estetycznych odcisków. Pod tym kątem to naprawdę przemyślany produkt. Wykonanie kasku Stormchaser Abus zrobił naprawdę perfekcyjnie.

Aerodynamika i wentylacja kasku

Przy szybkiej jeździe Abus Stormchaser wydaje się przyklejony do głowy. Nie mamy poczucia, że jakiś zabłąkany nurt powietrza podrywa nam okrycie głowy do góry. Aerodynamika jest naprawdę dopracowana, co poczujemy jeszcze bardziej gdy przekrzywiamy głowę na boki – nie czuć żadnego napięcia które sygnalizowałoby niewłaściwe ukształtowanie formy kasku.            

Dużo można by mówić o wentylacji. Powietrze po szeregu badań w tunelowanych laboratoriach ukierunkowano tak, by wpadało w konstrukcję kasku Stormchaser siedmioma wlotami, a wypadało radząc sobie liczbą szesnastu wylotów. Abus nazwał tę konstrukcję Forced Air Cooling i zgodnie z nią wentylacja naprawdę robi wrażenie – pod kaskiem nie jest gorąco, a powietrze wentyluje również te fragmenty ciała które mają styk z powierzchnią kasku. Również w deszczu czy lekkiej mżawce – spotkaliśmy oba te zjawiska – nie dzieje się nic, co mogłoby nas mocno niepokoić. Kask trzyma się głowy, a kiedy wyszło słońce, momentalnie poczuliśmy że powietrze ponownie wdziera się w jego strukturę.

Highway to Helm, czyli Abus Stormchaser – kask idealny

Na szosie nie będzie miał sobie równych. Bardzo wygodny, z świetnie skrojoną pod kątem wyglądu i aerodynamiki formą, rewelacyjnie leży na głowie. Dzięki zintegrowanej obręczy jest stosunkowo „wysoki” to znaczy nie przytłacza głowy, nie tworzy wrażenia skorupy. Kolarz wygląda w nim stylowo i dobrze. Ale jest też bezpieczny – nie mieliśmy okazji, by ocenić go w akcji gdzie mógłby wykazać swoje główne zalety, ale zaręczamy, że kilka testowych uderzeń przeprowadziliśmy „na sucho”, bez głowy pod spodem i nie wyglądało jakby robiło to na nim wrażenie.

Konstrukcja świetna, i prawdopodobnie na lata – to nie jednosezonowy zakup, ale przemyślana inwestycja w bezpieczeństwo łącząca świetną formę z wysoką kulturą wykonania. Polecamy!

Bartosz Ułanowski

Artykuł powstał przy współpracy ze sklepem rowerowym rowertour.com

Popularne

To Top