Świat

Różowe historie

Giro d'Italia 2021
Giro d'Italia 2021 / fot. RCS Sport

104. edycja Giro d’Italia przeszła do historii i padła łupem Egana Bernala. Kolumbijczyk tym samym powtórzył wyczyn m. in. Alberto Contadora i Nairo Quintany, którzy także zwyciężyli we Włoszech w swoim pierwszym starcie. Co jeszcze zostanie w pamięci po tegorocznym różowym wyścigu?

Grande gregario

O tym jak ważne jest wsparcie drużyny wiemy doskonale, a mając wsparcie w postaci kogoś takiego jak Daniel Felipe Martinez to wygrywanie jest dużo łatwiejsze. Dość powiedzieć, że Kolumbijczyk jadąc w roli gregario zdołał zająć piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, ale co ważniejsze – być może gdyby nie Martinez i jego pomoc na Sega di Ala Egan Bernal mógł stracić różową koszulkę.

Imponujące Giro pojechali także Alberto Bettiol i Tobias Foss. Włoch bardzo często jechał ramię w ramię z Hugh Carthym na najcięższych podjazdach zapewniając Brytyjczykowi tak na prawdę jedyne wsparcie ze strony drużyny, a do tego dołożył także w Stradelli etapowe zwycięstwo w spektakularnym stylu. Norweg natomiast wcale nie przystępował do wyścigu we Włoszech w roli lidera ekipy Jumbo-Visma, ale przejechał bardzo równy wyścig, a to zaowocowało 9. miejscem w klasyfikacji końcowej. Mimo, że George Bennett, czyli pierwotny lider holenderskiej grupy, był tylko dwa “oczka” niżej to jednak od Fossa dzieliło go blisko 14 minut.

Solowe triumfy

Wspominałem o tym już w tekście po jednym z dni wolnych, ale mogę to śmiało powtórzyć – od wielu lat nie było wielkiego touru w którym agresywna jazda byłaby tak opłacalna. Zabranie się w odjazd daje też szansę na odniesienie spektakularnego sukcesu i przekroczenie linii mety samotnie. Tego zaszczytu w tym roku dostąpili m. in. wspomniany wyżej Bettiol, Lorenzo Fortunato, Dan Martin czy Victor Lafay. Sukcesy na solo były tym bardziej wyjątkowe, że na trasy Giro powrócili kibice, a jak wiadomo – nic tak nie napędza do walki jak głośny doping.

Cyklamenowy Sagan

Gdy w zeszłym roku Słowak przystąpił do Giro d’Italia wydawało się, że z jego wszechstronnością i wciąż wysokimi umiejętnościami sprinterskimi jest murowanym pewniakiem do wygrania cyklamenowej koszulki. Arnaud Demare zgarniając cztery etapy jesienią 2020 roku okazał się jednak lepszy od trzykrotnego mistrza świata, więc Sagan wrócił do Włoch, by wyrównać rachunki z pierwszym w sezonie wielkim tourem. W tym roku wreszcie się udało, ale co ciekawe jak tylko sprinter ekipy Bora-hansgrohe przejął koszulkę lidera klasyfikacji punktowej zaczął jechać wyjątkowo zachowawczo, a wiemy, że Sagan zawsze starał się zabierać w odjazdy. Teraz pora na klasyfikację punktową w hiszpańskiej Vuelcie.

Piękna historia Damiano Caruso

Zawodnik będący zawsze w cieniu wielkich gwiazd – Ivana Basso w Liquigasie, Richie’go Porte’a w BMC czy Vincenzo Nibalego w drużynie Bahrain-Merida. Rzecz jasna Caruso zdążył notować już miejsca w czołowej dziesiątce wielkich tourów, ale w znacznej mierze musiał poświęcać się na rzecz swoich liderów. Tegoroczne Giro także rozpoczynał w roli pomocnika, ale gdy Mikel Landa musiał się wycofać Włoch przejął palmę pierwszeństwa w drużynie i choć Caruso jechał dobrze to jednak w jego jeździe brakowało błysku. Z tego powodu też nie raz przywołałem w jego kontekście Haimara Zubeldię, który sześciokrotnie finiszował w Top10 wielkich tourów jadąc całe wyścigi praktycznie niezauważonym. Caruso jednak pokazał, że w roli lidera odnajduje się doskonale i wreszcie błysnął odważną jazdą. Na 20. etapie ruszył po pełną pulę z wiarą, że strata do Egana Bernala jest do odrobienia i choć Kolumbijczyka dogonić się ostatecznie nie udało to sama akcja, jak i piękny gest podziękowania dla pracy wykonanej przez Pello Bilbao zapadną na długo w pamięci. Caruso samotnie przekroczył linię mety na Alpe Motta, a dzięki temu ekipa z Bahrajnu w końcu była… Victorious 😉

Rozczarowujący Movistar

Dwa lata temu hiszpańska grupa świętowała sukces Richarda Carapaza, ale gdy Ekwadorczyk przeszedł do Ineos Grenadiers to podopieczni Eusebio Unzue nie potrafią się do końca odnaleźć we włoskim wyścigu. Faktem jest, że na 12. etapie wycofać się musiał Marc Soler, który zapewne powalczyłby o miejsce w czołowej dziesiątce, bo zanim nie dotarł do mety w Bagno di Romagna był na 11. miejscu w generalce. To było jednak w połowie wyścigu i ani lider ekipy nie błysnął niczym szczególnym, ani jego koledzy z ekipy nie dali się specjalnie zapamiętać. Androni Giocattoli – Sidermec oraz Movistar były jednymi ekipami, które nie zanotowały żadnego etapowego podium, a dla worldtourowego teamu 9 lokat w Top10 na przestrzeni 21 etapów to także jest dość kiepski wynik. Od Movistaru możemy chyba oczekiwać czegoś więcej niż tylko zabieranie się do ucieczek, prawda?

Spudłowany lider Deceunicnk-Quick Step

Po tym jak w ostatnim tygodniu prezentował się Joao Almeida można śmiało przyznać, że rzucenie wszystkich sił na rzecz debiutującego w Giro Remco Evenepoela było jednak błędem. Jasnym jest, że mówimy o tym z perspektywy “po fakcie” i zaraz można zarzucić mi, że przecież Portugalczyk na 4. etapie stracił do Egana Bernala ponad 4 minuty, ale… Przed rokiem po czterech odcinkach Tao Geoghegan Hart tracił 3:14 do właśnie Almeidy, który przewodził wówczas w generalce, a finalnie Brytyjczyk cieszył się z wygranej w całym wyścigu z przewagą blisko 3 minut nad zawodnikiem Deceuninck – Quick Step. Kolejne dwie minuty Almeida w tym roku stracił na etapie do Montalcino, gdy wyraźnie był mocniejszy od młodego Belga, ale musiał holować swojego lidera. Do podium zabrakło mu nieco ponad 3 minuty i kto wie, czy na tym pudle by nie skończył gdyby sam otrzymał takie wsparcie jakie dał Evenepoelowi. Tego się już jednak nie dowiemy 😉

Ostatni taniec” Enzo Nibalego?

18. miejsce w klasyfikacji generalnej to drugi najgorszy wynik w karierze Rekina z Mesyny w Giro d’Italia, bo słabiej (o jedno “oczko”) pojechał tylko w swoim debiucie w 2007 roku. Nie chciałbym tutaj sprowadzać wszystkiego do wytykania Nibalemu metryki i puentować jego końcowego rezultatu zwrotem “wieku się nie oszuka”, bo doskonale widać chociażby po przykładzie Alejandro Valverde, że nawet po czterdziestce można być wciąż w świetnej formie i konkurować z dużo młodszymi rywalami. Trzeba mieć również na uwadze, że przygotowania do Giro, jak i przebieg samego wyścigu zostały mocno zakłócone przez kontuzję i kraksy, a dodatkowo Nibali pracował na rzecz Giulio Ciccone, więc godzinna strata w końcowej klasyfikacji nie oddaje do końca rzeczywistych możliwości gwiazdy Trek-Segafredo. Chciałbym wierzyć, że to jeszcze nie koniec popisów Włocha i jeszcze nie raz da nam powody do uśmiechu podczas ataków na zjazdach 😉

To Top