Świat

Giro d’Italia 2021 – zapowiedź 17. etapu

37¡ GIRO DEL TRENTINO 4 TAPPA ARCO SEGA DI ALA 19-04-2012 VINCE VINCENZO NIBALI SIA LA TAPPA CHE IL GIRO DEL TRENTINO © FOTO DANIELE MOSNA

Po dniu przerwy i niedosycie związanym ze zmianami na trasie etapu do Cortiny d’Ampezzo w środę czeka nas prawdopodobnie jeden z dwóch decydujących odcinków tegorocznego wyścigu. Co zatem w menu 17. etapu?

Trasa 17. etapu Giro d’Italia 2021

Początek rywalizacji będzie bardzo szybki, bo od samego startu droga będzie wiodła w dół aż przez 50 kilometrów. Wówczas rozpocznie się pierwsza tego dnia przeszkoda jaką będzie górska premia 3. kategorii o długości blisko 3 kilometrów, ale średnim nachyleniu przekraczającym 9%. Ze szczytu ponownie będzie czekał długi zjazd aż do Trento i około 50 kilometrów płaskiego terenu, który doprowadzi nas do decydujących tego dnia wspinaczek.

Po 140 kilometrach ścigania rozpocznie się blisko piętnastokilometrowy podjazd na Passo San Valentino o średnim nachyleniu 7,6%. Najbardziej wymagający jest odcinek między 2, a 10 kilometrem wspinaczki i jeśli będzie przejechany w mocnym tempie to sporo zawodników będzie miało kłopoty zanim dotrą do finałowego podjazdu na metę.

17. etap wieńczy bowiem brutalny podjazd na Sega di Ala. Do mety prowadzi ponad 11 kilometrów podjazdu o średnim nachyleniu 9,6%, ale jest to nieco zakłamująca cały obraz statystyka. Początkowe 6 kilometrów ma średnie nachylenie wynoszące 10,4%, a odcinek między 7, a 9 kilometrem ma średni gradient przekraczający 12% i jeśli ktoś planuje atakować to prawdopodobnie zrobi to właśnie tam. Ostatnie 2000 metrów jest już nieco “łatwiejsze”, bo droga wciąż będzie wiodła pod górę, ale już w okolicach 5-6%.

Co ciekawe – Sega di Ala to podjazd który zapadł w pamięci zwłaszcza Bradleyowi Wigginsowi, który w 2013 roku podczas Giro del Trentino (obecnie Tour of the Alps) wykonał słynny rzut rowerem 🙂 Zwycięstwo wówczas odniósł Vincenzo Nibali, a trzecie miejsce na etapie zajął Przemysław Niemiec.

Faworyci 17. etapu Giro d’Italia 2021

O ile początkowe kilometry wiodące w dół mogą nie sprzyjać szybkiemu uformowaniu się ucieczki to stawiam, że ostatecznie na przedzie znajdzie się co najmniej kilkunastoosobowa grupa i ponownie będziemy oglądać dwa wyścigi. Geoffrey Bouchard ma względny spokój w klasyfikacji górskiej, bo jeśli Egan Bernal nie ruszy po etapową wygraną to nikt nie ma prawa się do Francuza zbliżyć. Z drugiej strony na swój sukces wciąż poluje Bauke Mollema, który jadąc w ucieczce może okazać się też przydatnym pomocnikiem dla Giulio Ciccone. Włoch z kolei wciąż jest w grze o podium i wierzę, że po tym jak nieco przygasł w drugim tygodniu wyścigu ponownie pokaże się kibicom agresywną jazdą.

Coraz trudniej wyobrazić sobie jednak, że ktoś będzie w stanie pokonać Egana Bernala, bo Kolumbijczyk poza otwierającą wyścig jazdą indywidualną na czas zyskiwał nad swoimi rywalami i nie wydaje mi się, by na Sega di Ala było odwrotnie.

Rolę lidera w ekipie Deceuninck-Quick Step przejął Joao Almeida i nie zdziwię się jeśli Portugalczyk jeszcze w ostatnich dniach wyścigu włączy się do walki o podium. Straty ma rzecz jasna dość duże, ale nie takie historie już we włoskim wyścigu widzieliśmy.

Skoro jednak pierwsze miejsce jest już nieco zabetonowane, a Almeida do trzeciego miejsca traci ponad 6 minut to jest kilku innych zawodników, którzy w walce o dwa miejsca na “pudle” będą mieć nieco łatwiej. Przede wszystkim wreszcie błysnął Damiano Caruso, który na Passo Giau był najmocniejszym zawodnikiem obok lidera wyścigu i to właśnie Włoch jest obecnie na 2. miejscu. Aktualnie na podium jest także Hugh Carthy, który jedzie bardzo równo na przestrzeni całego wyścigu, a podjazdy o sporym nachyleniu to coś co Brytyjczykowi bardzo pasuje.

Coraz lepiej w wyścigu jedzie Romain Bardet, który nieco po cichu pnie się w górę klasyfikacji generalnej i również jest w grze o podium, bo do Carthy’ego traci nieco ponad 2 minuty. Jeszcze mniej traci Giulio Ciccone, który mając wsparcie Vincenzo Nibalego i wspomnianego wyżej Bauke Mollemy także będzie groźny dla swoich rywali, podobnie zresztą jak Simon Yates.

To Top