Świat

Witamy we włoskim piekle. Zapowiedź Giro d’Italia

Giro d'Italia 2021
Giro d'Italia 2021 / fot. RCS Sport

Niezwykle trudna trasa z “etapem-niespodzianką” i szerokie grono kandydatów do triumfu – to najkrótsze podsumowanie tego, co czekać nas będzie w trakcie Giro d’Italia. Wyścigu, który w tym roku stoi w opozycji do najważniejszego w kalendarzu Tour de France.

Rzut oka na trasę tegorocznej odsłony Giro d’Italia pozwala stwierdzić, że organizatorzy z zimną krwią wykorzystali fakt, iż prezentacja trasy Tour de France odbyła się wcześniej, niż ich imprezy. Podczas, gdy we Francji zmagania będą wyjątkowo nieprzyjemne dla typowych “górali” (dwa długie etapy jazdy indywidualnej na czas, brak naprawdę wymagającego odcinka w górach), Corsa Rosa zapowiada się jako niezwykle gościnny dla specjalistów od wspinaczek.

Giro d’Italia 2021 – trasa

Zmagania otworzy co prawda etap jazdy indywidualnej na czas, lecz liczyć on będzie zaledwie 8,6 kilometra. Drugą “czasówką” będzie ta finałowa (30,3 km), co da łącznie 38,9 km walki z zegarem wobec 58 w trakcie “Wielkiej Pętli”. Oprócz tego czeka nas siedem etapów górskich, siedem, na których walkę toczyć mogą sprinterzy, cztery pagórkowate oraz jeden “niespodzianka”. Ale do niego jeszcze dojdziemy. Zacznijmy od próby wyobrażenia sobie tego, jak przebiegać będzie wyścig.

Jak już wspomnieliśmy, zmagania otworzy krótka jazda indywidualna na czas w stolicy Piemontu – Turynie. Po niej, drugiego dnia zmagań powinni walczyć sprinterzy, podobnie, jak trzeciego, choć tu, z uwagi na sekwencję krótkich, dynamicznych podjazdów w końcówce postawić można znak zapytania. Grupy sprinterów będą musiały się porządnie napracować, by “dociągnąć” swoich liderów do mety w Canale. Wystarczy rzucić okiem:

Profil 3. etapu, źr. La Flamme Rouge

Czwarty akt zmagań, choć określany mianem pagórkowatego, może być pierwszą areną zmagań faworytów klasyfikacji generalnej. W każdym razie – na pewno będą musieli oni mieć się na baczności, bo trzy premie górskie i bardzo wymagająca, interwałowa druga część odcinka stworzą szansę na zwycięstwo etapowe dla specjalistów od klasyków, a kandydatom do końcowego triumfu – na zyskanie cennych sekund.

Profil 4. etapu, źr. La Flamme Rouge

Po tym etapie przyjdzie pora na transferowy odcinek z Modeny do Cattoliki. Jeżeli w końcówce, poprowadzonej wybrzeżem Adriatyku nie powieje, warto będzie go włączyć jedynie na ostatnie 30 minut. Odpoczynek faworytom “generalki” na piątym etapie się przyda, bo już szóstego dnia rywalizacji czeka ich 160-kilometrowy etap z trzema premiami górskimi, w tym najtrudniejszą – drugiej kategorii – ulokowaną na mecie. Podjazd do Ascoli Piceno jest długi (15,5 km), lecz niezbyt wymagający (średnio 6%), za wyjątkiem krótkiego odcinka tuż po rozpoczęciu wspinaczki. Ponownie – zbyt wiele się tu nie zyska, za to ewentualne straty mogą być nie do odrobienia.

Profil 6. etapu, źr. La Flamme Rouge

Dzień siódmy to kolejny pojedynek sprinterów, przy czym delikatnie wznoszący się w końcówce asfalt faworyzować będzie zawodników pokroju Petera Sagana.

Co potem? Ciekawy etap numer 8, wyglądający na wręcz stworzony dla ucieczki, z premią górską 2. kategorii wyrastającą niemal idealnie w połowie trasy i finiszem na 3-kilometrowym podjeździe. Scenariusz, zakładający triumf kogoś z odjazdu wydaje się tym bardziej prawdopodobny, że dziewiątego dnia zmagań na kolarzy czeka prawdziwe piekło. Teren wymagający będzie już od samego startu, a na dystansie 158 kilometrów kolarze pokonają cztery kategoryzowane podjazdy, w tym finałowy – 1. kategorii – poprowadzony częściowo po szutrowej nawierzchni. Ostatnim etapem przed dniem przerwy będzie płaski odcinek z L’Aquila do Foligno. 139 kilometrów, na których nie napisze się historia wyścigu.

Profil 9. etapu, źr. La Flamme Rouge

Emocje po dniu przerwy

19 maja wszyscy fani kolarstwa powinni bezwzględnie zakreślić w kalendarzach kółeczkiem. Odcinek z Perugii do Montalcino będzie wręcz najeżony szutrowymi fragmentami i jako żywo powinien przypominać Strade Bianche. Z ostatnich 70 kilometrów aż połowa będzie poprowadzona po takiej nawierzchni! Łączna suma przewyższeń wyniesie 2800 metrów i kolarze doskonale wiedzą, jak dużo może w układzie całego wyścigu zmienić. To właśnie o tym etapie pisaliśmy jako “niespodziance” i już teraz możemy zagwarantować, że emocje będą nieziemskie. A jeżeli do tego na trasie zacznie padać… Już zacieramy ręce.

Profil 11. etapu, źr. La Flamme Rouge

Czasu na lizanie ran po skutkach rywalizacji na “Białych Drogach” nie będzie wiele, bo 12 etap wcale łatwiejszy nie będzie. Meta co prawda ulokowana będzie w płaskim terenie, ale wcześniej na zawodników czekać będą cztery, wymagające podjazdy. Odcinek numer 13 dedykowany będzie sprinterom i naprawdę trudno się spodziewać, by pod balkonem Julii w Weronie wydarzyło się coś innego, niż walka sprinterów.

Odcinek numer 14 skwitować można z kolei jednym słowem: Zoncolan. Mityczny podjazd (14,1 km, 8,5%) będzie w zasadzie jedyną istotniejszą tego dnia przeszkodą, dlatego spodziewać można się ciekawej walki faworytów klasyfikacji generalnej.

Profil 14. etapu, źr. La Flamme Rouge

Etap 15. to znów walka w płaskim terenie. Ciekawie będzie dzień później, gdy kolarze pokonają aż 212 kilometrów z Sacile do Cortina d’Ampezzo, a po drodze zaliczą Passo Fedaia (14 km, 7,5%), Passo Pordoi (11,8 km, 6,6%) i Passo Giau (9,8 km, 9,3%) i łącznie pokonają ponad… 5500 metrów przewyższenia. Po ostatniej z tych przełęczy czeka nas niemal 20-kilometrowy zjazd na finisz, który może stać się areną epickich wydarzeń. Po nim czeka nas drugi dzień przerwy.

Profill 16. etapu, źr. La Flamme Rouge

Nie ma zaskoczenia – znów “będzie bolało”, tym razem – przede wszystkim w końcówce. Passo San Valentino (14,8 km, 7,6%) i prowadzący na metę Sega di Ala (11,5 km, 9,6%) wyglądają na profilu wręcz… przerażająco.

Profil 17. etapu, źr. La Flamme Rouge

Na etapie 18. szykuje się prawdziwa walka czołowych “puncherów” peletonu. Płaski etap z dynamiczną końcówką będzie z pewnością wart śledzenia, choć będzie raczej areną “dwóch wyścigów” – tego o etapowy skalp oraz w klasyfikacji generalnej.

Profil 18. etapu, źr. La Flamme Rouge

Finałowy blok zmagań dla faworytów “generalki” stanowić będzie zestawienie etapów 19. i 20. Ten pierwszy, kończący się na Alpe Di Mera (9,4 km, 9,2%) odpowiednio “przygotuje” czołówkę do ostatniego aktu walki w górach – etapu z Verbanii do Valle Spluga-Alpe Mott. Trzy premie górskie 1. kategorii, wszystkie w finałowej części zmagań. Czy trzeba mówić więcej?

Profil 19. etapu, źr. La Flamme Rouge
Profil 20. etapu, źr. La Flamme Rouge

Lider swojej przewagi bronić będzie na wspominanym już, 30-kilometrowym odcinku jazdy indywidualnej na czas w Mediolanie. Trasa w teorii dla specjalistów w dziedzinie, ale po trzech tygodniach walki może zdarzyć się absolutnie wszystko.

Giro d’Italia 2021 – faworyci

Biorąc pod uwagę dotychczasową postawę w tym sezonie, za kandydata numer jeden do końcowego zwycięstwa należałoby uważać Simona Yatesa (BikeExchange). Forma Brytyjczyka zdaje się wykazywać właściwą tendencję wznoszącą, czego dowodem był świetny, zdominowany przez niego Tour of the Alps. 28-latka łączy jednak z Corsa Rosa szorstka przyjaźń – jechał już na ten wyścig w roli faworyta co najmniej dwa razy i za każdym razem przełykać musiał gorzką pigułkę. W swojej karierze tylko raz naprawdę dobrze zniósł ciężar, jaki niesie rola faworyta i walka z tej pozycji przez trzy tygodnie – w 2018 roku, podczas Vuelta a Espana. Wydaje się, że nie będzie w stanie wytrzymać odpowiednio trudów walki przez 21 dni.

Kto zatem, jeśli nie on? Chciałoby się powiedzieć: Egan Bernal! Tyle, że Kolumbijczyk od ubiegłorocznej “Wielkiej Pętli” nie jest w stu procentach sobą. Przewlekłe problemy z plecami doprowadziły do długiej przerwy (Tour 2020 był jego ostatnim startem w tamtym sezonie) i zakłóciły cykl przygotowań do Giro. Dyspozycja 24-latka będzie dużą niewiadomą, choć śledząc wnikliwie jego aktywność za pośrednictwem Stravy widać, że przygotowuje się na pełnym obciążeniu, a w na podjazdach generuje liczby, dające prawo myśleć o sukcesie. Co jednak, jeśli znów przegra z bólem? Wtedy jego rolę przejąć może “skrzydłowy”, Paweł Siwakow, ale to jednak chyba nie ta sama para kaloszy…

Hmm, więc może… Remco Evenepoel? Młodzian, dla którego będzie to pierwszy występ od momentu wypadku na trasie Il Lombardia studzi nastroje powtarzając, że będzie brać wyścig “dzień po dniu”, ale wygląda to na klasyczny blef. Tym bardziej, że teoretyczny współlider Deceuninck – Quick Step, Joao Almeida również niespecjalnie pali się do tego, by wziąć na swoje barki ciężar odpowiedzialności za wynik. Sam Remco z kolei zapowiada zabawę na trasie, a z drugiej strony… przeprowadza rekonesans kluczowych odcinków. No cóż – my nie daliśmy się nabrać, 21-latek ruszy do boju o zwycięstwo i “na papierze” to jemu przyznać musimy największe szanse. Jedynym znakiem zapytania jest to, jak poradzi sobie w naprawdę wysokich górach, na wysokości powyżej 2000 metrów. Nawet, jeżeli tam będzie stosować taktykę minimalizowania strat (przy pomocy Almeidy, Jamesa Knoxa i Fausto Masnady), na innych odcinkach (znów ten 11!) śmiało zyskiwać może nad rywalami.

Gdzieś w cieniu najgłośniejszych nazwisk pierwszej części sezonu bardzo solidną dyspozycję zbudował ponownie Hugh Carthy (EF Education – Nippo). Wysoki specjalista od wspinaczek podczas ubiegłorocznej Vuelty udowodnił, na co go stać, a teraz ruszy na trasę bogatszy o doświadczenia z tamtego wyścigu. To typowy “diesel” wyznający prostą maksymę – im trudniej, tym lepiej. Kilometrowe ścianki o nachyleniu 15% to nie jego domena, ale 25-kilometrowe wspinaczki i tysiące metrów przewyższeń – to już co innego. To właśnie będzie na niezwykle wymagającej trasie siłą Carthy’ego. Pytanie jedynie, czy będzie w stanie zaprezentować jeszcze coś “ekstra”, by pobić najgroźniejszych przeciwników.

W dalszej kolejności muszę wymienić Emanuela Buchmanna, który według Sylwestra Szmyda powinien być w formie, uprawniającej do walki o podium klasyfikacji generalnej. Niemiec, który po czwartym miejscu w Tour de France 2019 chyba za szybko uwierzył (jak reszta ekipy) w swoją moc, stawia Corsa Rosa jako główny cel sezonu. Osobiście wydaje mi się, że debiut w Giro i związany z tym, zmieniony cykl przygotowań mógł sprawić, że Niemiec nie trafi w 100% z formą, czego dowodem mogły być rezultaty z pierwszej części sezonu. Wspinacza tej klasy lekceważyć jednak nie wolno.

Jest też Aleksander Własow. Kolarz Astany to w tym roku na podjazdach ścisła czołówka, ale jego mankamentem jest to, że wolno wchodzi na wysokie obroty. W pierwszym tygodniu będzie się musiał więc mocno pilnować, ale jeśli przetrwa go bez większych strat – powinien być z dnia na dzień coraz mocniejszy.

Serce nie pozwala mi nie wspomnieć o Mikelu Landzie (Bahrain Victorious), dla którego triumf w Grand Tourze to wciąż nieosiągalny cel. Ba, ledwie raz do tej pory udało mu się stanąć na podium klasyfikacji generalnej i to dość dawno, w pamiętnej edycji Giro 2015, gdy był w górach mocniejszy od swojego nominalnego lidera w Astanie, Fabio Aru. Mocna drużyna (Damiano Caruso, Pello Bilbao) i trudna trasa to jego atuty, ale czy Landa ma jeszcze “to coś” i utrzyma nerwy na wodzy, nie porywając się na straceńczy atak w górach?

Nie można zapominać o dwójce kolarzy Team DSM, która z pewnością ma duże ambicje. Romain Bardet i Jai Hindley potrafią wiele, lecz ten pierwszy swój najlepszy czas ma już chyba za sobą, zaś drugi nie sprawdził się jeszcze na trasie tak wymagającej, jak ta tegoroczna. Ciekawa jest sytuacja w Trek-Segafredo, gdzie w teorii jest… trzech liderów. Vincenzo Nibali jest jednak rozbity po kontuzji nadgarstka, Bauke Mollema nigdy nie dał podstaw, by uważać go za realnego kandydata do triumfu (a ma już 34 lata), zaś Giulio Ciccone (w którego wierzy pewnie cała Italia) sam ostrożnie zapowiada, że będzie starał się walczyć z dnia na dzień. Czyli – tak naprawdę – nie ma kto wziąć na siebie odpowiedzialności.

Jumbo-Visma posyła jako lidera George’a Bennetta, ale poza mistrzostwem kraju, po które sięgnął ten sezon to póki co pasmo gigantycznych rozczarowań. W kontekście walki o “generalkę” można jeszcze wspomnieć o Danielu Felipe Martinezie, który będzie prawdopodobnie “numerem 3” w Ineos oraz Danie Martinie (Israel Start-Up Nation).

Giro d’Italia 2021 – Polacy

W akcji zobaczymy trzech zawodników z naszego kraju: Tomasza Marczyńskiego (Lotto Soudal), Łukasza Wiśniowskiego (Qhubeka-Assos) oraz Macieja Bodnara (BORA-hansgrohe). Każdego z nich stać na skuteczną akcję z ucieczki, a “Bodi” może meldować się w czołówce także podczas odcinków jazdy indywidualnej na czas. Jest także Cesare Benedetti (BORA), który – wbrew informacjom – nie odebrał jeszcze naszego obywatelstwa. Skupiać się jednak będzie przede wszystkim na pomocy kolegom.

Popularne

To Top