Felietony

Akt odwagi

Dylan Groenewegen
Dylan Groenewegen / fot. Szymon Gruchalski

Po odbyciu kary dziewięciu miesięcy zawieszenia do peletonu wraca Dylan Groenewegen. Już niebawem zobaczymy Holendra na starcie Giro d’Italia, w którym właściwie po raz pierwszy będzie musiał odnaleźć się w zawodowym peletonie. Po wydarzeniach z zeszłorocznego Tour de Pologne, których był sprawcą, znów przyjdzie mu walczyć, albo przynajmniej próbować walczyć, na sprinterskim finiszu. Czy wypada trzymać kciuki, żeby mu się powiodło?

Kolekcja Kolarsko.pl/Kubota już dostępna! Sprawdź -> https://bit.ly/2S2iRiy

Makabryczny wypadek Fabio Jakobsena, w którym ten kolarz omal nie stracił życia, zapamiętają na długo wszyscy fani kolarstwa. Tour de Pologne 2020 miał stać pod znakiem powrotu do normalności po pandemii koronawirusa, ale już pierwszy etap był niestety naznaczony kraksą, która mogła właściwie zakończyć całą imprezę. Wszyscy tylko modlili się, żeby Fabio przeżył. A pierwsze dobre wieści ze szpitala spowodowały, że odgłos kamieni spadających z kilku serc słychać było na całym Śląsku.

Kiedy Jakobsen walczył o życie w szpitalu, trwał lincz na Groenewegenie, który w bandycki, co tu kryć, sposób wytrącił go z równowagi i wpakował w barierki. Na całe szczęście kolarz grupy Deceuninck-Quick Step nie tylko dość szybko odzyskał przytomność, ale już po kilku miesiącach wsiadł z powrotem na rower i zamierza kontynuować swoją profesjonalną karierę. Gdyby zakończyło się inaczej, powrót Groenewegena mógłby wyglądać odmiennie. O ile w ogóle doszedłby do skutku.

Mimo to nie będzie mu łatwo. Fizycznie zapewne doszedł już do siebie, natomiast to tylko jedna składowa. On sam nie wie, jak zareaguje jego głowa, gdy po raz kolejny przyjdzie mu walczyć na ciasnym finiszu, kiedy trzeba będzie trochę się rozepchać, wcisnąć przed rywala, może nawet otrzeć się o kogoś. Czy będzie w stanie wrócić do tego, co było jego chlebem powszednim w poprzednim, przedwypadkowym życiu?

Rodzi się też pytanie, jak zareaguje na niego peleton. W niedawnej rozmowie z belgijskim „Wielerflits” mówił co prawda, że koledzy z drużyny w niego wierzą, a i od innych kolarzy dostawał wyrazy wsparcia, ale to na Giro będzie musiał zmierzyć się ze wszystkimi demonami. Na pewno nie wszyscy zapomnieli mu to, co wydarzyło się na finiszu w Katowicach. Kibice, dyrektorzy i sami zawodnicy mogą bardzo różnie zareagować na jego pojawienie się na trasie.

We wspomnianym wywiadzie powiedział, że nie obawia się tego, jak zostanie przyjęty, bo w końcu gorzej nie będzie. Pamiętajmy, że Groenewegen dostawał nawet groźby śmierci. Dziękował drużynie za to, że zatrudniono psychologa, który pomógł mu sobie z tym poradzić i jakoś przetrawić to, co się wydarzyło. Wspomniał, że miał okazję porozmawiać z Jakobsenem i choć nie zdradził szczegółów, przyznał, że spotkanie w cztery oczy pomogło obu zawodnikom.

Mimo wszystko najtrudniejsze dopiero przed nim. Do tej pory funkcjonował trochę w „bańce”, w medialnej rzeczywistości, a teraz przyjdzie mu skonfrontować się z prawdziwymi ludźmi, z „żywymi” emocjami. Już sam fakt, że się na to decyduje, jest swego rodzaju aktem odwagi.

Oczywiście będzie pod obserwacją wszystkich, a każde, nawet minimalnie, ryzykowne zagranie z jego strony będzie natychmiast piętnowane i wytykane. Na to Groenewegen musi być przygotowany. Również na krytykę rywali i kibiców. Pewnie na trasie Giro nie zabraknie ludzi, którzy będą chcieli go obrazić. I raczej nie będzie miał jak się bronić, bo jego wina w kraksie z Jakobsenem jest ewidentna. Czy to wszystko zniesie? Czy da radę wrócić?

Sam przyznał, że to, co się stało, będzie się za nim ciągnęło całe życie. Pewnie po jakimś czasie większość przyzwyczai się do jego obecności, ale jestem przekonany, że cyklicznie ta sytuacja będzie do niego wracać. Nie łudźmy się, niezależnie od koloru koszulki, w jakiej będzie jeździł, pozostanie w peletonie czarną owcą.

Trzymam kciuki, żeby Fabio Jakobsen wrócił do formy sprzed wypadku na Tour de Pologne. Najbardziej chciałbym, żeby wygrał jakiś etap naszego narodowego touru. Najlepiej z metą w Katowicach. Natomiast kibicuje też Groenewegenowi, bo chyba żaden inny kolarz nie będzie jeździł, przynajmniej przez jakiś czas, z tak ciężkim „plecakiem” jak on.

I nie będzie mógł to nigdzie wyrzucić, bo na żadnym wyścigu nie ma stref, w których takiego ciężaru można się pozbyć.

Popularne

To Top