Świat

Amstel Gold Race: Wout van Aert najlepszy, świetna jazda “Kwiato”

Wout van Aert (Jumbo-Visma) wygrał Amstel Gold Race. Bardzo aktywnie jechał Michał Kwiatkowski.

Tegoroczna rywalizacja w “Piwnym Wyścigu” w znaczący sposób różniła się od tego, do czego przyzwyczaiły nas poprzednie odsłony. Kompletnie zmieniona, ze względu na pandemiczne obostrzenia została trasa, która liczyła 218 kilometrów. Łącznie do pokonania zawodnicy mieli 38 podjazdów, a tym ostatnim i być może decydującym był Bemelerberg (900 metrów, 4,8%).

źr. La Flamme Rouge

W pierwszej fazie rywalizacji uwaga zogniskowana była wokół ucieczki, w skład której weszli: Edward Theuns i Julien Bernard (obaj Trek-Segafredo), Stan Dewulf (AG2R Citroen), Sebastien Grignard (Lotto Soudal), Maurits Lammertink, Loic Vliegen (Intermarché-Wanty-Gobert), Chad Haga (DSM), Ryan Gibbons (UAE Team Emirates), Kenny Molly (Bingoal Pauwels Sauces WB) i Anders Skaarseth (Uno-X). Ich przewaga oscylowała w okolicach pięciu minut.

Ruch w peletonie zaczął się 70 kilometrów przed metą, gdy zapas ucieczki wynosił wciąż ponad trzy minuty. Z głównej grupy zaatakowali Rober Power (Qhubeka-Assos) i Oscar Riesebeek (Alpecin-Fenix). Zostali szybko złapani, ale grupa na dobre zaczęła się kotłować. W efekcie tego zawiązała się szóstka: Florian Senechal (Deceuninck – Quick Step), Dylan van Baarle (Ineos Grenadiers), Simon Clarke (Qhubeka-Assos), Tosh van der Sande (Lotto Soudal), Sonny Colbrelli (Bahrain-Victorious) oraz Rui Costa (UAE Team Emirates). 50 kilometrów od mety w zasadzie wchłonęła ona ucieczkę, mając jednocześnie minutę przewagi nad zasadniczą grupą.

Ta została przez głównych faworytów dogoniona chwilę później, po piekielnie mocnym ataku Primoża Roglicia (Jumbo-Visma). Na czele 25 kilometrów od mety pozostało tylko trzech kolarzy: Vliegen, Dewulf oraz Ide Schelling (BORA-hansgrohe). Holender zostawił rywali i pognał sam w kierunku mety. Jego przygoda nie potrwała jednak długo – 10 kilometrów od finiszu, na podjeździe pod Cauberg został dogoniony, a w wyniku mocnego tempa wyłoniła się nowa czołówka, tym razem pełna mocnych nazwisk.

Byli w niej: Michael Matthews (BikeExchange), Maximilian Schachmann (BORA-hansgrohe), Wout van Aert (Jumbo-Visma), Richard Carapaz, Tom Pidcock i Michał Kwiatkowski (Ineos Grenadiers). Po pewnym czasie dojechali też Alejandro Valverde (Movistar) i Julian Alaphilippe (Deceuninck – Quick Step).

14 kilometrów od mety zaatakował Kwiatkowski, ale szybko go dogoniono. Ineos męczył rywali kolejnymi atakami, wykorzystując znaczną przewagę liczebną. Po kolejnym “skoku” Toma Pidcocka pojechali za nim Van Aert i Schachmann. Trójka zyskała około 30 sekund przewagi i wydawało się, że to ona rozstrzygnie między sobą kwestię zwycięstwa.

6 kilometrów od mety zapas trójki nad rosnącą grupą pościgową wciąż wynosił 20 sekund – jak się wydawało, “na granicy” bezpieczeństwa. 2 kilometry od mety z grupki próbował ruszyć Schachmann, ale nie udało mu się oderwać.

O wszystkim zdecydował sprint. Wout van Aert finiszował minimalnie lepiej od Toma Pidcocka, przy czym wygląda na to, że o losach zwycięstwa decydowały dosłownie centymetry. Dziewiąty był Michał Kwiatkowski.

To Top