Świat

Dyrektor sportowy Jumbo-Visma: To było taktyczne mistrzostwo

Szalony plan Jumbo-Visma na Itzulia Basque Country powiódł się. Choć wielu zastanawiało się nad zasadnością strategii wybranej przez grupę Primoża Roglicia, dyrektor sportowy holenderskiego teamu Grischa Niermann nazwał ją „taktycznym mistrzostwem”.

Gdy Brandon McNulty odjechał w ucieczce podczas czwartkowego etapu Wyścigu Dookoła Kraju Basków, zaskakująca dla wielu obserawtorów była pasywna jazda Jumbo-Visma. Zespół Primoża Roglicia nie zrobił nic, aby zachować koszulkę lidera, a wiozący się na kołach uciekinierów Jonas Vingegaard nie tylko nie zdołał wygrać etapu, ale nawet nie zdobył bonifikaty czasowej.

W ten sposób Roglić stracił wywalczoną pierwszego dnia podczas jazdy indywidualnej na czas pozycję lidera wyścigu. Tracił 23 sekundy do McNulty’ego, jednocześnie mając 20 sekund zapasu nad Tadejem Pogacarem. Między nimi – dokładnie pięć sekund za starszym ze Słoweńców – był jeszcze Vingegaard.

– “Od początku wyścigu mówiliśmy sobie, że wszystko jest dobrze, ale rozstrzygający będzie sobotni etap. Ten odcinek był bardzo trudny do opanowania” – powiedział w niedzielnym odcinku podcastu In Het Wiel dyrektor sportowy Jumbo-Visma Grischa Niermann.

Jak zdradził 45-latek, podczas czwartkowego spotkania zapadła decyzja o oddaniu prowadzenie w klasyfikacji generalnej. – “Ustaliliśmy, że musimy oddać koszulkę komuś innemu oprócz Pogacara. No i się udało, więc byliśmy zadowoleni” – tłumaczył Niermann.

W Jumbo-Visma byli przekonani, że Roglić i Pogacar są zdecydowanie mocniejsi na podjazdach od reszty rywali. Dlatego ponad 20 sekund straty do McNulty’ego, przy jednoczesnym zachowaniu przewagi nad Pogacarem, uznali za dobrą okoliczność. – “Chętnie przekazaliśmy koszulkę, aby móc swobodnie rywalizować w sobotę” -mówił Niermann.

Na ostatnim etapie wszystko ułożyło się po myśli holenderskiej grupy. Jak opisywał Niermann, Jumbo-Visma chciało zmusić UAE Team Emirates do wyboru między Pogacarem a McNultym. Roglić zgonie z planem jechał czujnie z przodu i zdołał uciec na zjeździe. Co więcej, wraz z nim odjechało dwóch kolegów z zespołu, a grupę i tak napędzali kolarze Movistaru i Astany. Pogacara pilnował za to Vingegaard, a McNulty szybko okazał się niezdolny do rywalizacji o końcowe zwycięstwo.

– “Oczywiście było to ryzyko i liczyliśmy się z tym, że McNulty może wygrać. Primożowi jednak taki plan również odpowiadał, dlatego chcieliśmy to rozegrać właśnie w taki sposób. Z perspektywy czasu było to taktyczne mistrzostwo. Czasem po prostu trzeba zaryzykować” – mówił Niermann.

Roglić dojechał na metę wraz z Davidem Gaudu i mógł cieszyć się ze zwycięstwa w całym wyścigu. Drugie miejsce w generalce zajął Vingegaard, w sobotę do końca pilnujący Pogacara do ostatnich metrów. – “Jonas był drugą opcją, gdyby Primoż nie mógł zaatakować. Po tym, co pokazywał na treningach i na Coppi e Bartali, wiedzieliśmy, że jest bardzo dobry. Po tym co zaprezentował w sobotę, jesteśmy z niego bardzo zadowoleni – stwierdził Niermann. Jego zespół zgarnął w Kraju Basków pełną pulę – zajął dwa pierwsze miejsca w klasyfikacji generalnej, wygrał klasyfikacje punktową, górską (obie Roglić) i młodzieżową (Vingegaard), a także drużynową.

Sprawdzian w Kraju Basków był pierwszym bezpośrednim pojedynkiem Roglicia i Pogacara w tym roku. Warto zauważyć jednak, że ich kalendarz w pierwszym kwartale znacznie się różnił. Kolarz Jumbo-Visma startował dopiero drugi raz w tym sezonie (po Paryż – Nicea), a teraz liczy na dobrą formę podczas ardeńskich klasyków. Pogacar mógł być ciut bardziej zmęczony, bo ma za to siedem dni wyścigowych więcej (21 do 14), a start w Hiszpanii poprzedził zwycięstwami w UAE Tour i Tirreno-Adriatico oraz siódmym miejscem w Strade Bianche. Dla obu z nich celem jest przygotowanie jak najlepszej formy na Tour de France, gdzie Pogacar będzie chciał obronić tytuł, a Roglić zrewanżować się rodakowi za ubiegłoroczne niepowodzenie.

To Top