Felietony

„Więcej jest show, niż pięknych idei”

Primoż Roglić
Primoż Roglić / fot. Jumbo-Visma

Kiedy w pierwszej części kultowego filmu „Psy” Franz Maurer strzelał do swojego najlepszego przyjaciela Ola, wyjaśnił mu, że robi to w imię zasad, przy okazji określając go epitetem, występującym dość często w polski rapie. W amerykańskim zresztą też. Owe zasady są bardzo ważne w każdym elemencie naszego życia, w kolarstwie też. Choć tutaj akurat nie wszystkim przyświecają te same, a część starych, dominujących w peletonie przez lata, zdaje się odchodzić do lamusa.

Chociaż nikt do nikogo nie strzelał, ani nie pojawiły się też żadne ciężkie epitety, to jednak w naszym niewielkim kolarskim światku w zeszłym tygodniu rozpętała się burza na temat, parafrazując pamiętny wykład Aleksandra Kwaśniewskiego, kolarskiego savoir-vivre’u. Zaczęło się od tego, kto i jak może cieszyć się ze zwycięstw, a komu jeszcze nie wypada. To było jednak tylko preludium, bo później nastąpiła erupcja emocji i rozpoczęła się dyskusja już nie tylko o tym, kto może się cieszyć, ale komu w ogóle wypada wygrywać i w jakich okolicznościach.

I już tutaj w zasadzie powinienem sprostować to, co napisałem zaledwie akapit wyżej. Wspomniałem, że nie było epitetów znanych z filmów Władysława Pasikowskiego i twórczości DonGuralEsko, ale to było pewne niedopowiedzenie, bowiem pod adresem Primoża Roglicia padło słowo, mogące równie dobrze oznaczać męskie przyrodzenie, piłkarskiego sędziego albo mężczyznę, do którego nasza sympatia jest bardzo ograniczona i któremu z premedytacją nie wysyłamy imieninowych życzeń. I to raczej ten ostatni przypadek dotyczył Słoweńca.

Kolarski Twitter podzielił się na dwa obozy. Pierwszy uważał, że Roglić wygrał zasłużenie, nie miał obowiązku czekania na kogokolwiek i nie złamał żadnych, nawet tych niepisanych zasad. Druga z kolei, tęskniąca za czasami romantycznego kolarstwa, w którym kodeks postępowań obowiązywał wszystkich, twierdziła, że taka wygrana nie przystoi wielkiemu mistrzowi, a przecież Słoweniec do takiego miana aspiruje. Co prawda Szwajcar Gino Mader, którego Roglić wyprzedził 25 metrów przed metą siódmego etapu Paryż-Nicea stwierdził, że kiedy emocje już opadły nie miał wobec niego żadnych pretensji, to jednak emocji fanów to nie uspokoiło.

Argumentem pierwszej grupy było przede wszystkim to, że Słoweniec po prostu zrobił swoje. Był mocniejszy, wyprzedził rywala w sportowej walce i wygrał. I tutaj trudno się z tym nie zgodzić, tak jak z argumentem, że kolarz ma zobowiązania wobec swojej grupy, sponsorów, trenerów itp. Tyle, że jak twierdzili przedstawiciele grupy romantycznej, czasem warto być dżentelmenem, ustępując może nieco słabszemu, ale za to walecznemu zawodnikowi. Kilka razy przypomniano słynny gest Alejandro Valverde, który przed metą na Mount Ventoux czekał na ciężko pracującego cały etap Sylwestra Szmyda, by ten mógł osiągnąć swój życiowy sukces. Dla Hiszpana byłaby to jedna z wielu wygranych, dla Polaka jedyna.

Nie wiem, czy Mader będzie miał drugą podobną okazję, pewnie tak, to utalentowany i waleczny zawodnik, życzę mu wielu zwycięstw. On sam zresztą wydawał się mimo wszystko zadowolony, bo w końcu pokazał się na tle najlepszych kolarzy świata. Nie dziwi mnie też, że nie miał żalu do Roglicia. Żaden sportowiec nie domaga się „prawa łaski”, co oczywiście nie oznacza, że jeśli by takowego dostąpił, to by je odrzucił. Dlatego ja osobiście nie uznałem, że słowa Szwajcara wytrącają z ręki wszystkie argumenty grupie pomstującej na słoweńskiego asa.

Kiedy w kolejnych dniach Roglicia spotkał straszliwy pech, w efekcie którego Słoweniec przegrał wyścig, zaczęto mówić o tym, że dopadła go karma. I emocje znów rozkołysały twitterowe dyskusje. I ogólnie to dobrze, bo jednak lepiej jeśli fani piszą coś ponad „Majka pchamy”, „Allez Kwiato” czy „Dawaj Kaśka”. Przyznaje, że lubię polemiki, cieszy mnie, jak coś się dzieje i jak wybuchają nawet małe konflikty. Pewnie nigdy nie będziemy tak rozemocjonowani jak Włosi czy Hiszpanie, ale jednak takie „smaczki” w mediach społecznościowych i niejednoznaczny odbiór zawodników czy wyścigów jest co do zasady czymś pozytywnym. Gdyby wszyscy mieli to samo zdanie, byłoby po prostu przeraźliwie nudno. 

Co mnie jednak zaniepokoiło, to dziwna wyższość pewnej części twitterowego grona. Cieszyłem się z szermierek słownych czy z przerzucania się argumentami, ale już mniej z tekstów typu „nie wyobrażam sobie, że można myśleć inaczej” czy też sprowadzania argumentów przeciwników do „Janusza, którego wcześniej słuchała tylko Grażyna”. Brak wyobraźni i umniejszanie czyjegoś zdania tylko dlatego, że różni się od mojego/naszego jest domeną raczej polityki niż sportu. I wolałbym, żeby tak zostało. 

Ja jestem zwolennikiem kolarstwa romantycznego, podobało mi się, jak w peletonie obowiązywały pewne zasady. Przywołany przez mojego redakcyjnego kolegę i imiennika Mario Cipollini wyjeżdżał na czoło peletonu i krzyczał „Basta”, co kończyło wszelkie ataki i oddawało pole sprinterom. Teraz jest to nie do pomyślenia. Wiele romantycznych zasad odchodzi już do lamusa, część niby jeszcze funkcjonuje, ale też jest raczej w odwrocie. Ktoś powie, że kolarstwo ewoluuje, więcej jest show, niż pięknych idei. Ma to i dobre i złe strony. Mogę się z tym nie zgadzać, ale niewiele to zmieni. Pewnie nie będzie już powrotu do czasów „Super Mario” i okrzyki „Basta” nic nie dadzą, o ile znajdzie się w ogóle ktoś, kto się na to zdecyduje, bo od czasów Fabiana Cancellary nie widzę na tyle mocnej postaci w peletonie. 

Czy to jednak oznacza, że jeśli ktoś złamie te „niepisane” zasady to nie można mu tego wypomnieć? 

Wracając na koniec do zachowania Roglicia, daleko mi do piętnowania go. Nie umawiał się na nic z Maderem, wygrał, bo był zwyczajnie lepszy. Mógł oczywiście zachować się inaczej, podjechać do swojego młodszego rywala, ale ostatecznie dać mu pierwszemu minąć linię mety, pokazując w ten sposób, że szanuje jego wysiłek. Zyskałby tym szacunek dużej grupy kibiców, mój też. Nie zrobił tego, nie musiał, nie widzę powodów, by wieszać na nim psy. Ani wyzywać go od ch… 

Rozumiem jednak, że ktoś oczekiwał od niego innego zachowania i się zawiódł. I nie mam z tym problemu.

Popularne

To Top