Felietony

Pierwsza dywizja? A na co to komu?

Christoph i Philip Roodhoft
Christoph i Philip Roodhoft / fot. Alpecin Cycling

W ciągu zaledwie kilku lat bracia Philip i Christoph Roodhooft stworzyli drużynę, która mimo posiadania licencji “zaledwie” drugiej dywizji swoim stylem jazdy i wynikami przyćmiewa wiele ekip najwyższego szczebla. Zbudowali ją w dodatku wokół prawdopodobnie najlepszego obecnie kolarza świata.

Alpecin-Fenix, bo o niej mowa to ekipa, która z wszystkich zawodowych formacji znajduje się obecnie w prawdopodobnie najlepszym położeniu. Owszem, występuje jako Pro Team, lecz świetny rok 2020 i pierwsze miejsce w rankingu zespołów tego szczebla sprawiły, że przysługuje jej prawo występu w każdym wyścigu rangi World Tour.

Co warto podkreślić: prawo, nie obowiązek. W przeciwieństwie do ekip najwyższej dywizji, które muszą obsadzać wszystkie imprezy topowej rangi, grupa Roodhooftów ma w tej kwestii pełną dowolność. Nie będzie widziała interesu w występie w Tour de Romandie? Nie ma sprawy, po prostu zrezygnuje. Włodarze uznają, iż nie ma po co jechać w październiku na Tour of Guangxi? OK, zwyczajnie nie musi. Niech męczą się inni.

Taki, z pozoru błahy przywilej daje niebagatelne korzyści. Po pierwsze – drużyna, mówiąc wprost – nie musi się ścigać tam, gdzie nie chce, a po drugie – może być dzięki temu zbudowana wokół kolarzy o bardziej jednolitej charakterystyce i wykorzystywać ich atuty tam, gdzie będzie tego w stu procentach potrzebować. Grono ekip World Teams? W tej chwili Alpecin-Fenix się to po prostu nie opłaca.

Ten, dość sprytny model funkcjonowania ekipy jest przez duet braci realizowany z dużą konsekwencją i, co ważniejsze, skutecznością. Już w sezonie 2020 zajęła ona w rankingu UCI 12. miejsce – wyższe, niż aż osiem drużyn wyższego szczebla, odnosząc przy tym aż 16 wygranych. Otwarcie 2021 roku wygląda równie imponująco – cztery wygrane, w tym spektakularny triumf Mathieu van der Poela w Strade Bianche, który wspominany będzie jeszcze długo.

Właśnie, Mathieu. Choć bez wątpienia jest najjaśniejszą z gwiazd Alpecin-Fenix, z pewnością nie tylko on decyduje o obrazie drużyny. Jego niezwykła moc to jednak nie tylko gwarant sukcesów, ale i potężne koło zamachowe dla całej ekipy, dające rozpoznawalność, a co za tym idzie – zainteresowanie sponsorów. Zainteresowanie, które może się jeszcze nakręcić, bo 26-latek wcale nie powiedział ostatniego słowa. Zapowiada walkę o triumf w jednym z północnych klasyków, etap Tour de France i złoto igrzysk olimpijskich. Deser? Może odbywające się w Belgii mistrzostwa świata.

Belgijska drużyna jawi się w tym momencie jako zespół niemal idealny. Ma silnego lidera, którego jednak są w stanie zastąpić inni zawodnicy, cieszy się bardzo mocną pozycją, czerpiąc z tego tytułu (jak już wyżej napisałem) wyłącznie korzyści, a przy tym wciąż się rozpędza, stawiając sobie nowe, ambitne cele. A pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu była stosunkowo niedużą formacją (BKCP – Powerplus) skupioną na rywalizacji przełajowej…

Popularne

To Top