Felietony

Tak dobrze, że lepiej już nie będzie?

Tour de France
Tour de France / fot. ASO

W Polsce co jakiś czas wybucha moda na jakąś dyscyplinę sportu, kiedy tylko nasz reprezentant zacznie osiągać w niej sukcesy. Tak było z Adamem Małyszem, Robertem Kubicą, Justyną Kowalczyk czy w mniejszej skali, ale w nieco bardziej niszowych dyscyplinach, z Leszkiem Blanikiem, Renatą Mauer czy Oktawią Nowacką. Teraz “szał” dotyka występów alpejki Maryny Gąsienicy-Daniel, która przebojem wdziera się do światowej czołówki. Te sukcesy wpływały, albo mogły wpłynąć, na rozwój popularności dyscyplin, które uprawiają wymienieni sportowcy. Ale nie tylko!

Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego Polski Związek Kolarski nie korzysta z rowerowej pasji Roberta Kubicy. Jedyny w historii polski kierowca w Formule 1 to nie tylko wielki pasjonat motoryzacji, ale też zapalony fan kolarstwa, które zresztą chętnie uprawia i na którym bardzo dobrze się zna. Jego wiedza, ale i umiejętności, naprawdę wykraczają poza sprawdzanie wyników z Tour de France i niedzielną przejażdżkę po parku. A jego popularność bije na głowę naszych kolarzy, nawet Michała Kwiatkowskiego czy Rafała Majkę. Dlaczego zatem nikt go nigdy w żaden sposób nie wykorzystał do promocji kolarstwa?

Może w grę wchodziły pieniądze, ale nie wierzę, że nie znalazłby się sposób, żeby Kubica w jakiś niewielki sposób pomógł polskiemu kolarstwu. Zaproszenie go na jakiś wyścig, przejażdżka z naszymi gwiazdami albo chociaż krótki filmik z jego jazdy na rowerze wrzucony gdzieś w mediach społecznościowych związku albo którejś grup byłoby czymś ekstra, wisienką czy też truskawką na torcie. Owszem, nie brakuje jego wypowiedzi w kolarskich portalach, ale to jednak zupełnie nie jest związane z działalnością włodarzy naszej ukochanej dyscypliny.

Kubica zresztą to niejedyny przykład. Wspomniana na początku Maryna Gąsienica-Daniel również jest kibicem kolarstwa, co zresztą widać po jej mediach społecznościowych. Czy komuś w PZKol zapaliła się lampka, że na jej sukcesie mogłoby zyskać nie tylko narciarstwo alpejskie? Nie wiem, może wybiegam za daleko, ale jej obecność podczas wyścigu dla dzieciaków czy amatorów na pewno pomogłaby w promocji takiego wydarzenia. A może dałoby się zrobić coś więcej?

Kolarstwo lubi chociaż Anita Włodarczyk, swoich sił na rowerze próbowała nasza nieco już zapomniana olimpijka Zuzanna Smykała, sporo jeździ medalistka olimpijska Natalia Czerwonka. Oczywiście, ktoś powie, że te nazwiska wcale nie są głośniejsza od Majki czy Kwiatkowskiego. I po części będzie mieć rację, ale też warto zwrócić uwagę, że są popularne w innych kręgach niż kolarskie środowisko. I na pewno pomogłyby przyciągnąć nowych ludzi do tej dyscypliny.

Takich przykładów jest zresztą więcej i choć pewnie nie każdy byłby sensowny do wykorzystania, nawet z tych przytoczonych przeze mnie, to jednak warto byłoby się zastanowić nad takim podejście do promocji. Wspomniane rugby promował kiedyś Paweł Fajdek, mecze warszawskiej Legii promowane są dość często przez zawodników i zawodniczki z innych dyscyplin, podobnie jak żużlowego Falubazu Zielona Góra. Każdy taki element to coś pozytywnego, dokładającego cegiełkę budującą dyscyplinę. W kolarstwie tego nie widzę, choć może źle patrzę. A może ta dyscyplina nie wymaga promocji w naszym kraju, bo jest tak dobrze, że lepiej już nie będzie?

Popularne

To Top