Świat

Dylan Groenewegen otrzymywał pogróżki. Potrzebował policyjnej ochrony

Dylan Groenewegen
Dylan Groenewegen / fot. Szymon Gruchalski

Dylan Groenewegen (Jumbo-Visma) zdradził, że po wypadku, do którego doprowadził na trasie pierwszego etapu ubiegłorocznej edycji Tour de Pologne otrzymywał pogróżki. Sprawa była na tyle poważna, że przez kilka dni jego domu pilnowała policja.

Sprinter, który z kraksy wyszedł ze złamanym obojczykiem, ale i poważnym śladem w psychice jest aktualnie zawieszony przez Międzynarodową Unię Kolarską. Do ścigania powróci w maju, w mniej znaczących wyścigach, a w tym sezonie prawdopodobnie nie zobaczymy go w żadnym Grand Tourze. Takie ostrożne wprowadzenie ma na celu ograniczenie ciążącej na nim presji i powolną, ponowną adaptację do “wyścigowych” warunków.

Groenewegen rzadko wypowiadał się dotąd na temat tego, jak wyglądały pierwsze tygodnie po wypadku. W rozmowie z Raymondem Kerckhoffem z “Wielerflits” zdradził jednak, że były one bardzo trudne. Przede wszystkim ze względu na fakt, że otrzymywał bardzo liczne pogróżki.

“To były tak konkretne i poważne groźby, że zdecydowaliśmy się wezwać policję. Przez kolejne tygodnie pilnowała naszego domu, a my rzadko go opuszczaliśmy. Kiedy już wychodziłem, to z policyjną obstawą” – mówił. To jednak nie wszystko, bowiem zawodnik ujawnił, że otrzymał między innymi odręcznie napisany list, a w nim… pętlę na szyję.

“Według listu mieliśmy powiesić na niej nasze dziecko (Groenewegen został niedawno ojcem – przyp.red.). To był przełomowy moment. Zrozumiałem, że tak to wyglądać nie może” – opisywał. Jak mówił, cała sytuacja stawała się nie do zniesienia, a stres wywoływała nawet próba wyprzedzania na drodze.

Popularne

To Top