Świat

Tom Dumoulin, czyli rzecz o depresji w kolarstwie

Tom Dumoulin
Tom Dumoulin / fot. Jumbo-Visma

Kolarski świat był w szoku, gdy Tom Dumoulin ogłosił w sobotę zawieszenie zawodowej kariery. Jeden z czołowych zawodników ostatnich lat przestał odczuwać radość z profesjonalnych startów i rywalizacji. Jak sam stwierdził, męcząca stała się dla niego presja, z którą się zmagał. Sytuacja Holendra przypomina nam o niezwykle istotnym problemie, który wciąż jest w sporcie bagatelizowany – o problemach z psychiką, depresją.

Dlatego to tak ważne, że Dumoulin postanowił podzielić się tą informacją. Choć sportowcy tacy jak Holender posiadają umiejętności, których pozazdrościć może każdy z nas, nie zapominajmy, że to przecież zwykli ludzie, którzy zmagają się z różnymi życiowymi rozterkami.

Problem Dumoulina

Czy jest sens nadal się ścigać? – takie pytanie postawił przed sobą Tom Dumoulin. W udostępnionym przez Jumbo-Visma filmie Holender opisuje swoją obecną sytuację i swoje przemyślenia. Kolarz nie czerpał już radości ze startów z najlepszymi i stracił motywację do dalszych startów. Męczyła go ciążąca na nim presja. Choć umiejętności Holendrowi nie brakuje, pojawiły się u niego problemy na tle psychicznym. Jak sam mówi, nie ma pojęcia, kiedy wróci. Może to być krótka przerwa, może – znacznie dłuższa. Dumoulin potrzebuje trochę czasu dla siebie, by móc przemyśleć pewne sprawy. W oświadczeniu wyraża wdzięczność za wsparcie swojej drużynie.

Wsparcie do Dumoulina płynie od innych kolarzy, między innymi od Marcela Kittela, który ma nadzieję, że Dumoulin znajdzie odpowiedzi na nurtujące go kwestie. Kittel to przypadek wyjątkowy, gdyż Niemiec między innymi z powodu depresji i zmęczenia zakończył profesjonalną karierę. Powiedział, że nie wie, jak czują się ludzie w stanie depresji, ale odczuwał wrażenie, że coraz bardziej do tego stanu się zbliża. Jego problemy rozpoczęły się w 2015 roku, gdy zmagał się z poważną chorobą i uważa ten rok za najtrudniejszy w swojej karierze. Niemiec, podobnie jak Dumoulin, podjął decyzje o przerwaniu kariery w maju 2019 roku, a do wyścigów już nigdy nie wrócił.

Kłopoty Cavendisha

O swojej depresji opowiadał Mark Cavendish. Stwierdzono ją u niego w 2018 roku, gdy walczył z wirusem Epsteina-Barr. Brytyjczyk przeżywał naprawdę ciężki okres, mógł jednak liczyć na stałą pomoc innych. Czuł bezradność, obawy czy i kiedy wróci do rywalizacji. Ostatecznie jego przerwa od wyścigów trwała pół roku. U Yoanna Offredo depresję wywołał brak ścigania, spowodowany poważnymi obrażeniami po wypadku i kontuzją. Nie mógł się pogodzić z faktem, że nie rywalizuje z najlepszymi. Budził się rano ze łzami w oczach. Na łamach wywiadu przeprowadzonego dla L’Equipe wypowiedział wymowne zdanie: “…ścigając się, widzisz tylko kierownicę i masz klapki na oczach…”. Nie zawarł wiele kolarskich przyjaźni i brakowało mu kogoś, komu mógłby się wyżalić ze swoich problemów.

Ogromny szok wśród fanów kolarstwa dotyczył dwóch medalistek Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro  – Jenny Risveds i Kelly Catlin. Historia tej pierwszej miała pozytywny koniec. Kolarka górska Jenny Risveds, mistrzyni olimpijska, od 2016 roku zmagała się z depresją, dwa lata później przerwała karierę. Towarzyszyły temu problemy z dietą, co uniemożliwiało równą walkę z rywalkami. Szwedka nie potrafiła udźwignąć presji, jaka ciążyła na niej po wygranych zawodach w kolarstwie górskim, a w końcu sukcesie na igrzyskach. 

“Ciąży na nas tyle presji. Trzeba dobrze wyglądać, robić fajne rzeczy, wrzucać jej na social media, liczyć lajki, obserwujących, zarabiać dużo pieniędzy.” – opowiadała kolarka w rozmowie dla Redbull TV. Przerwa pozwoliła jej pozbyć się ciężaru z jej pleców. Rissveds z powodzeniem wróciła do ścigania, chwilę po powrocie zdobywając tytuł Mistrzyni Szwecji.

Przypadek Kelly Catlin zakończył się niestety tragicznie. Trzykrotna torowa Mistrzyni Świata z reprezentacją USA i niezwykle utalentowana zawodniczka, targnęła na swoje życie niedługo po strasznym wypadku, jakiego doznała na rowerze. Miała 23 lata.

Presja i depresja

Depresja wśród kolarzy jest tematem tabu, a niewielu chce się tą informacją podzielić. Offredo nazwał to robieniem “dobrej miny do złej gry”. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, zdajemy sobie sprawę, jak nieprzyjemny i trudny jest to dla niektórych temat. Wypowiedzi Dumoulina, Kittela czy innych dają jednak ważne sygnały, że nie jest się osamotnionym z takimi problemami i że istnieją rozwiązania, które pomagają z nimi walczyć.

Jak ważne są takie wypowiedzi, pokazuje przykład byłego kolarza Phila Gaimona, który swoją walkę z depresją opisał na Twitterze, niedługo po samobójstwie Kelly Catlin. Ludzie zgłaszali się do niego z podziękowaniami, że dostali inspirację do walki, że Phil takim gestem był w stanie im pomóc. Osoby z takimi problemami często zamykają się w sobie i to niezwykle ważne, by wśród bliskich czy wśród swoich idoli znaleźć słowa wsparcia.

Temat skłania do refleksji obserwatorów kolarstwa. Coraz więcej znanych postaci z tego środowiska opisuje swoje gorsze chwile. Zapewne o wiele więcej osób nie ma odwagi, by opowiedzieć o swoich problemach. Co powoduje zatem, że przypadki depresji wśród kolarzy są tak liczne? Istnieją pewne niepokojące dla kolarstwa czynniki, które powodują, że ten sport może być bardziej narażony od innych na wystąpienie problemów psychicznych wśród zawodników. Mało który sportowiec jest tak często narażany na ból i presję, jak właśnie kolarz.

Praktycznie każdy z kolarzy, który opisywał swoje problemy, wspominał o presji, jaka na nim ciążyła. Po dobrych wynikach jest chęć ich powtórzenia, poprawienia, coraz lepszych rezultatów domagają się kibice. Sezon kolarski jest długi i wyczerpujący i nieosiągalnym jest prezentować najwyższą formę przez cały rok. Wygrywasz jeden wyścig, ale kalendarz jest tak napięty, że zaraz rozpoczyna się drugi, trzeci i następny. Wygrałeś raz, ale w kolejnych startach walczysz z czystą kartą, z innymi rywalami, z innymi przeciwnościami. To oczywiste, że nie każde zmagania pójdą po myśli zawodnika, ale mogą powodować one duży zawód u niego jak i u fanów, co jeszcze bardziej wpływa negatywnie na stres kolarza.

Moment zastanowienia

Sądzę, iż w życiu każdego z nas może nadejść moment, w którym rozmyślamy nad słusznością naszego zawodu, pewnych naszych decyzji. Czy nasza praca sprawia nam radość? Czy jest czymś, z czym chcemy wiązać swoją przyszłość? Czy w pewnym momencie nie straciliśmy motywacji do dalszych działań? Podobnie jak my, takie pytania mogą sobie stawiać profesjonalni kolarze. Jak poradzić sobie z utratą formy, czy jest sens nadal hartować organizm, jak wrócić do kolarskiej elity? Z wypowiedzi zawodników jak Offredo czy Taylor Phinney wiemy, że towarzyszy temu płacz, nieprzespane noce. Człowiek jest rozbity, czas ucieka, a kariera sportowca nie jest długa.

Porażki kształtują każdego sportowca. Motywują go do jeszcze cięższej pracy, by w końcu osiągnąć swój cel i znaleźć się na szczycie. Trudno jest wejść na ten szczyt, ale jeszcze trudniej na nim utrzymać. Co dzieje się w głowie zawodnika, który wszedł do czołówki, zaczął wygrywać i nagle inni mu odskoczyli? Czy nie ma to odwrotnego skutku i wręcz demotywuje sportowca? Nie potrafię stwierdzić czy miało to odzwierciedlenie w przypadku Dumoulina, natomiast można zauważyć pewne podobieństwa do opisanej przeze mnie sytuacji. Ostatni rok był dla Holendra jednym z trudniejszych, a jego jazda rozczarowała wielu kibiców. W hierarchii kolarzy Jumbo-Visma spadał coraz niżej. W decydujących momentach wielkiego touru nie miał sił na pomoc swojemu liderowi Primozowi Rogliciowi, mimo że wcześniej uważano to za rzecz niemal oczywistą. Dumoulin mógł stracić motywację również z powodu ostatnio osiąganych rezultatów.

Kluczem psychologia

Kluczowa staje się więc rola psychologa sportowego. Z jego usług korzysta się w coraz większej liczbie dyscyplin. Nie ma tu czego się wstydzić, co podkreślali między innymi Kittel czy Taylor Phinney – zajęcia z psychologiem nie świadczą o tym, że jesteś słabszy. Świadomość pracy nad problemami psychicznymi stale rośnie w gronie fachowców, sztabów, trenerów czy w końcu samych zawodników. Problem ten nadal bagatelizowany jest jednak wśród kibiców. Wielu sądzi, że, zarabiając takie pieniądze, nie można być nieszczęśliwym. Pieniądze to przecież nie wszystko.

Oczywiście istnieją przypadki, w których niektórzy na pierwszym miejscu stawiają zarobki. Trudno się temu dziwić. Dla wielu profesjonalny sport to jak wygrany los na loterii, jak szansa na oderwanie się od trudnego życia w różnych zakątkach świata i rozpoczęcie go jakby od nowa. Zarobki sportowca, w tym kolarza, zapewnić mogą dobrobyt dla niego i jego rodziny na całe życie. W przypadku większości zawodowców sport wiąże się jednak z życiową pasją, z nierozerwalną miłością, bez której człowiek poszukuje brakującej cząstki samego siebie. Zwłaszcza taka dyscyplina jak kolarstwo powinna być dla sportowca tą pasją. Musisz to kochać, by móc stanąć na szczycie. To w końcu jedna z najtrudniejszych dyscyplin. Jazda na wyścigach to nieporównywalny wysiłek do naszych wakacyjnych przejażdżek czy treningów.

Tylko najlepsi są w stanie przejechać trzytygodniowy maraton po najwyższych pasmach górskich Europy. Ten test wytrzymałości wskazuje nam na najlepszych w stawce. Jako kibice, z trasy czy sprzed telewizora, zachwycamy się walką zawodników podczas tych maratonów. Największe emocje towarzyszą tym najtrudniejszym etapom, gdy kolarze rywalizują ze sobą na stromiznach. Dostarczają nam oni rozrywki, sami bardzo przy tym cierpiąc. Jedni, którymi się zachwycamy, walczą o zwycięstwo, inni, o których niekiedy zapominamy, walczą, by zmieścić się w limicie i ukończyć wyścig. Każdy z nich zmaga się z ogromnym wysiłkiem. 

O tym ogromnym, nieludzkim wręcz wysiłku przypominać może nam udostępnione kilka lat temu zdjęcie Pawła Poljańskiego. Zdjęcie nóg, odwodnionych i odbarwionych z powodu morderczych etapów na Tour de France. Mogło ono być wręcz szokujące. Z czytanej przeze mnie autobiografii koszykarza Raya Allena zapamiętałem jeden ważny cytat: “uprawiaj sport dopóki jesteś w stanie to robić bez korzystania ze środków przeciwbólowych”. Kolarstwo wiąże się z nieodłącznym bólem, natomiast jeśli jest on za duży, a co gorsza, nie daje zadowalających efektów, może warto zrobić sobie przerwę, tak jak czyni to Dumoulin? Oczywiście są tacy jak wspomniany wcześniej Offredo, dla których ból ten jest jak zastrzyk dodatkowej energii, należy jednak pamiętać, że każdy organizm reaguje inaczej.

Dlatego tak ważne jest, by wierzyć w swoje możliwości i by jazda na rowerze przede wszystkim sprawiała radość. Gdy brakuje przynajmniej jednego z tych czynników, pojawiają się problemy, wątpliwości. Gdy sportowiec zacznie rozmyślać nad swoimi słabościami, organizm zaczyna źle reagować. Sportowiec musi stale się motywować, by jego mocne strony zatarły te słabsze. My, jako kibice, musimy zrozumieć jednak, że czasem tej motywacji i radości może sportowcowi brakować. Nie ma w tym nic złego, a zamiast takiego zawodnika krytykować, powinniśmy w tej trudnej sytuacji okazywać mu wsparcie. Martwią mnie słowa krytyki, jakie zdążyłem przeczytać w komentarzach na różnych portalach odnośnie decyzji Dumoulina, zarzucające mu lenistwo spowodowane bezpieczeństwem finansowym, stosowanie zabronionych środków czy inne, zupełnie odrealnione teorie spiskowe. Moment słabości może przyjść w życiu każdego z nas i wtedy takiego wsparcia od innych będziemy oczekiwać najbardziej.

Holendrowi należy życzyć przede wszystkim zdrowia i by ten czas fizycznego i psychicznego odpoczynku zadziałał na niego pozytywnie, abyśmy jak najszybciej mogli ponownie śledzić jego zmagania na światowej arenie. Kolarze są odporni na wiele cierpień, ale nie są odporni na niepokoje i lęki.

Wojciech Bielaczyc

Popularne

To Top