Świat

Zamów i czekaj – ciągłe problemy branży rowerowej

Miesiąc temu informowaliśmy o tym jak wygląda sytuacja branży rowerowej w Polsce mówiąc wprost, że u progu nowego roku nie jest najciekawsza. Portal Sporza rozmawiał z byłymi kolarzami prowadzącymi sklepy rowerowe w Belgii, gdzie sytuacja jest bardzo podobna do tej jaka ma miejsce w naszym kraju.

Zazwyczaj w styczniu do sklepów spływały dostawy nowych modeli, które producenci z dumą pokazywali podczas jesiennych targów, ale epidemia spowodowała, że prezentacje rowerów odbyły się online, a dostawy do dealerów są bardzo mocno okrojone i nie zaspokajają nawet styczniowego zainteresowania nowymi rowerami.

Braki w towarze uwypuklają ogólny wzrost zainteresowania rowerami, ale mimo tego wciąż widać dwa główne trendy w całej branży, a mianowicie gravele oraz rowery elektryczne. “Baranek”, nieco szersze niż szosowe opony, a przede wszystkim – możliwość ucieczki z często niebezpiecznych asfaltowych dróg powoduje, że gravel jest świetną alternatywą dla tych którzy najzwyczajniej boją się jeździć po ulicach i szosach. Naturalnie strach przed samochodami nie jest jedynym kryterium którym kierują się ci którzy wybierają gravele. Wszak jest to przecież rower, który pozwala nam cieszyć jazdą tak samo jak rowerem szosowym bez względu na jakość i rodzaj nawierzchni po której jedziemy i właśnie jego uniwersalność powoduje chociażby, że powoli gravele wypierają z rynku rowery crossowe.

E-bike natomiast jest coraz bardziej popularny zwłaszcza w większych miastach, bo pozwala porzucić zatłoczoną komunikację miejską (której przecież w dobie pandemii wielu unika), a także pozwala zostawić samochód w garażu, czy na parkingu i znacząco zniwelować koszty w domowym budżecie z kilkuset złotych miesięcznie wydawanych na paliwo do zaledwie kilkudziesięciu groszy tygodniowo wydanych na naładowanie baterii do naszego e-bike’a. Naturalnie cały świat zwraca uwagę też na aspekt ekologiczny użytkowania roweru, ale w momencie, gdy w Polsce ciężko powiedzieć o “świeżym powietrzu” wydaje się, że ten wątek jest raczej mniej istotny niż kryteria ekonomiczne.

Ludo Dierckxens, znany przed laty belgijski kolarz, w rozmowie z portalem Sporza również podkreśla, że ma problem z zapewnieniem klientom w swoim sklepie towaru o który jest sporo zapytań. Jako przykład Dierckxens podaje chociażby nowe 12-rzędowe napędy Shimano, które w “normalnych” warunkach powinny być aktualnie w pełni dostępne, ale “będą później” (w Polsce terminy dostępności to druga połowa marca). W podobnej sytuacji jest inny były kolarz, Niels Albert, który zwraca uwagę na fakt, że zaczął sprzedawać znacznie więcej “podstawowych rowerów”. Albert ma tu na myśli rowery….kosztujące około 1500 euro. W Polsce sprzęt kosztujący blisko 7000 złotych jest relatywnie łatwo dostępny, a problem dotyczy rowerów w cenach 2000-3000 złotych.

Obaj z wymienionych wyżej panów podkreślają, że wciąż najpopularniejsze są rowery górskie, a ich czas dostawy dochodzi nawet do 2 miesięcy. W przypadku, gdy chcemy zamówić konkretny model czas oczekiwania może wynosić nawet rok i to tyczy się nie tylko tego roku, bo niektóre warianty rowerów zamówione latem 2020 mogą dotrzeć do sklepów… latem 2021.

Wydawać by się mogło, że cała branża powinna się cieszyć z tak ogromnego boomu – nic bardziej mylnego. O ile sieci sklepów czy sklepy będące oficjalnym dealerem konkretnej marki powinny sobie poradzić tak w spore kłopoty mogą wpaść małe, lokalne sklepy i serwisy. Niels Albert mówi o tym jak wygląda sytuacja w Belgii, ale bardzo podobnie wygląda to także nad Wisłą:

“Problem jest w braku dostępności podstawowych części – pedałów, łańcuchów czy przerzutek. By wykonywać naprawy rowerów musisz mieć części, a jeśli ich nie masz – klient idzie gdzieś indziej. To właśnie dlatego tak ważne jest składanie sporych zamówień na cały rok. Wcześniej można było otworzyć stronę dystrybutora, wybrać to co nas interesuje, a na drugi dzień dostawa była u nas. Teraz na niektóre dostawy trzeba czekać 16 tygodni lub dłużej i nie zanosi się na to by ta sytuacja uległa szybkiej zmianie.”

Tu pojawia się kłopot powierzchni, bo nie każdy właściciel sklepu posiada odpowiednio dużą przestrzeń magazynową która pozwoli robić duże zamówienia, a jeśli takich nie złożymy to możemy po prostu zostać odcięci od towaru, bo dystrybutor woli rozesłać sprzęt w większej ilości do większych kontrahentów. Günther Schollaert, właściciel innego belgijskiego sklepu, zwraca uwagę, że czas dostawy najpopularniejszych kaset sięga 20, a nawet 30 tygodni. Innym problemem jest kilkudziesięcioprocentowy skok cen rowerów, często już na sprzęt który był nie tylko zamówiony, ale także przedpłacony, a to nie pozostawia dealerom zbytniego pola manewru, bo są niejako zmuszeni do dopłacenia by zachować “ciągłość” (jakkolwiek abstrakcyjnie aktualnie to brzmi) dostaw.

Braki w nowych rowerach powodują wzrost sprzedaży rowerów używanych, a te znowu zazwyczaj wymagają serwisu którego nie można wykonać ze względu na brak części…Trudno dziś przewidywać kiedy sytuacja się unormuje, ale ponownie należy zaapelować do klientów o cierpliwość i zrozumienie w momencie, gdy sprzedawcy nie są skorzy do rozdawania rabatów do jakich przyzwyczailiśmy się w poprzednich latach.

Popularne

To Top