Świat

Nowy-stary cykl

Peleton Paryż-Nicea
Peleton Paryż-Nicea / fot. ASO

UCI cały czas głowi się nad tym, jak promować kolarstwo, wprowadzić je na nowe rynki i przyciągnąć do niego większą liczbę kibiców, oraz, a może przede wszystkim, sponsorów. Zastanawiam się jednak czy w dobie szukania nowych rozwiązań nie warto jednak schylić się po jedno, które już kiedyś funkcjonowało?

Podczas jednej z twitterowych dyskusji przypomniałem sobie, kiedy jako młody chłopak, dopiero wkraczający w świat kolarstwa, śledziłem występy Zbigniewa Sprucha. Polski sprinter, dobrze jeżdżący też w klasykach, w swoich najlepszych latach walczył z najlepszymi w Pucharze Świata. Tak, jakiś czas temu również i kolarstwo miał swój Puchar Świata. 

Struktura wyścigów wyglądała wtedy zupełnie inaczej, nie było cyklu UCI WorldTour, ale był Puchar Świata, składający się z kilkunastu wyścigów jednodniowych. Zawierał wszystkie znaczące klasyki, ale i imprezy typu Grand Prix Zurychu. Zresztą pamiętną dla polskich kibiców, ponieważ to właśnie tam swój życiowy sukces odniósł Grzegorz Gwiazdowski, wygrywając w 1999 roku. Ja co prawda tę akurat edycję przegapiłem, przez występ na gminnych dożynkach, w których zresztą “gwiazdą” wieczoru był zespół Gronicki (pamiętam jak dziś!), ale nadrobiłem w powtórce, a wszystkie inne starałem się śledzić na żywo w telewizji.

Cykl był prosty, jego zasady też, ale prestiżu na pewno nie brakowało. No i zainteresowania kibiców, bo co widać na przykładzie skoków narciarskich, organizowanie takich nieco mniejszych rywalizacji w sezonie cieszy się dużą popularnością. Turniej Czterech Skoczni, Raw Air czy biegowe Tour de Ski od początku budzą wśród kibiców spore emocje i generują spore przychody. Dlaczego w kolarstwie miałoby być inaczej?

Jestem niemal pewien, że taki cykl przyjąłby się w kalendarzu, szczególnie, że te wyścigi i tak się odbywają, a najlepsze grupy mają w nich zapewniony udział. UCI wybrałoby na przykład dziesięć takich imprez, ustaliło czytelny regulamin i czekało na efekty. Można byłoby znaleźć sponsora tytularnego, który objąłby nad czymś takim patronat, utworzyć dwie – trzy dodatkowe klasyfikacje, je też odpowiednio obrandować i wstrzyknąć nieco więcej emocji do tej dyscypliny.

Kolarze od stycznia do listopada jeżdżą po całym świecie, czasem do miejsc absurdalnych, zupełnie obcych, sztucznie wkomponowanych w kalendarz. Oczywiście głównie z przyczyn finansowych, no może trochę też meteorologicznych. Skoro już tak musi być, to tym bardziej warto znaleźć jakąś ciekawą alternatywę dla kilkudniowych wyścigów po pustyni. Może właśnie jeden, solidny dzień w ramach Pucharu Świata?

Ja do tego cyklu miałem bardzo duży sentyment, a jednocześnie zupełnie nie kolidowało mi to z oczekiwaniem na Mediolan – San-Remo czy Flandrię jako taką. Te wyścigi są marką samą w sobie, ale już takie imprezy jak wspomniany Zurych bardzo mocno zyskiwały będąc częścią Pucharu Świata. Na pewno podobnie byłoby i teraz, niekoniecznie w Szwajcarii. 

Może nawet w Polsce udałoby się zorganizować taki jednodniowy wyścig? Nie mamy tradycji wielkich klasyków, ale ze zdolnościami organizacyjnymi ekipy odpowiadającej za Tour de Pologne można by pokusić się o zbudowanie takiej imprezy od nowa. Może niekoniecznie w Katowicach, ale pięknych miejsc przecież nie brakuje. Kraków czy Warszawa a może Dolny Śląsk?

Kryzys spowodowany pandemią sprawił, że ze sportu, w tym z kolarstwa, wypłynęło sporo pieniędzy, co widać po budżetach grup, czy ich upadkach. Moim zdaniem trzeba szukać pomysłów, żeby w bliższej czy dalszej perspektywie ściągnąć je z powrotem. A dlaczego nie poprzez cykl przypominający dawny Puchar Świata? 

Jestem przekonany, że widzów by tylko przybyło. Nawet koncert sympatycznych góralek z Bukowinie Tatrzańskiej zszedłby na drugi plan.

Popularne

To Top