Felietony

Jak ciężko zostać przyjacielem Bena Fostera?

Ben Foster
Ben Foster

Kilka dni temu jeden z moich przyjaciół relacjonował mi swoją rozmowę kwalifikacyjną. Wśród wielu biznesowo- korporacyjnych pytań w kwestionariuszu, jakie otrzymał do wypełnienia, było jedno, które nie dość, że różniło się od reszty to zwyczajnie uruchomiło wszystkie moje szare komórki. Na tyle mocno,  że postanowiłem się tą czynnością podzielić. Pytanie mianowicie brzmiało: “Kto jest dla ciebie największą inspiracją i dlaczego?”

Układając kwestionariusz służący określeniu predyspozycji danego delikwenta do pracy w korporacji, umieszczenie podobnego zagadnienia zapewne jest przerywnikiem, wytchnieniem w stukaniu w klawiaturę nośnych i ważkich haseł typu “rozwój”, “kwalifikacje” i “szansa”. Stwierdziłem, że i ja spróbuję udzielić  odpowiedzi, choć mając na uwadze ilość komórek biorących udział w poszukiwaniach zawęziłem ich obszar do kolarstwa.

Czy istnieją osoby, które swoim kręceniem jeszcze innych do tego inspirują? Istnieją, co więcej, pierwsze nazwisko przyszło mi do głowy po niecałych trzydziestu sekundach. Najciekawsze, że wcale nie jest to kolarz, bynajmniej nie w rozumieniu zawodowego uprawiania tej dyscypliny. Jest sportowcem, co więcej – doświadczonym zawodnikiem, zbliżającym się już powoli ku końcowi swej długiej kariery.  Panie Tomku Marczyński, Pan wybaczy na te kilkadziesiąt zdań, ale wyjątkowo nie o Panu teraz będzie.

Ben Foster – bo o nim dziś mowa – jest gwiazdą świata YouTube. Nie wschodzącą, a świecącą jasnym blaskiem – liczba subskrybentów sięga czterystu tysięcy, a niektóre filmy przekroczyły milion odtworzeń. Ośmiokrotny reprezentant Anglii w piłce nożnej, w przeszłości zawodnik takich klubów jak Machester United, Birmingham City czy West Bromwich Albion, obecnie broni barw drugoligowego Watfordu. W bramce zespołu spod Londynu umieszcza kamerę i nagrywa w ten sposób boiskowe sytuacje. Kanał nazywa się “Cycling GK” i to pierwsza słowo mówi o nim wszystko.

Tak tak, rower jest pasją naszego bohatera, dodajmy, największą pasją.  Kiedy w ubiegłym roku świat po raz pierwszy został zamknięty pan Ben wymyślił, że opowie o swoim życiu w formie filmików wrzucanych na popularny portal. Tu warto się zatrzymać, bo okazuje się, że jest to zupełnie normalne życie. Oglądając świat jego oczami miałem wrażenie, że on pewnie nigdy nie nazwałby swojej pracy karierą, kto wie, może nawet nie zaprząta nią sobie głowy.  Po prostu taki ma zawód, zakłada rękawice i tak zarabia na chleb.

Nawet gdybym nie był miłośnikiem kolarstwa w stopniu dalece wykraczającym poza zdrowy rozsądek zauważyłbym, że Fosterowe zamiłowanie do kręcenia jest z pewnością mocniejsze niż miłość do futbolu. Są nawet specjalne odcinki w całości poświęcone  rowerom. Śmiem twierdzić, że tak profesjonalnie zmontowany materiał nie tylko fanów sprzętu jest w stanie rozczulić. Widzimy potężnego faceta, który niemal pieszczotliwie wyraża się o swojej SL siódemce, by po chwili chwalić się wielkimi, nowiutkimi, ceramicznymi kółkami przerzutek. Albo sam opowie o ulubionej przekąsce na rower, czy zapyta o to ubiegłorocznego zwycięzcę wielkiego touru.

Gdy łapie gumę postanawia, że po prostu przesiądzie się na bezdętkowe opony, choć przy kolejnej awarii nie przyjmuje już tego tak spokojnie. Objaśnia nam tajniki anatomii, próbując dopasować model okularów do swojej wielkiej głowy. Kiedy indziej prosi by widzowie posłuchali toczących się po szosie opon. Uporczywie poszukuje kawiarni, cappucino czy flat white to jedynie przystawki, najciekawiej się robi gdy naszym oczom ukazują się buły z angielskimi kiełbaskami czy bekonem. I nieustannie opowiada o tym, że skoro spalił kalorie, a jest niedziela, nie odmówi sobie tradycyjnego tego dnia na wyspach obiadu ani piwa. No świr, świr – zawodowiec.

Jak tu nie lubić takiego człowieka? Zapomnijmy, że znana to persona, na moment zostawmy jego piłkarską historię i treść kanału. Co widzimy? Kolarza amatora, który – wiem to, sprawdziłem – swoją autentycznością nawet nieprzekonanych do rowerów zaraża tym sportem.  Bez wywodów na każdy kolarski temat, bez oceniania, niepotrzebnego napinania mięśni. Gdy w jednym odcinku ruszył na przejażdżkę z Tao Geogheganem Hartem miałem wrażenie, że spełnił jakieś swoje wielkie marzenie i spotkał idola, choć tak naprawdę to jego popularność jest pewnie ciągle większa niż młodego Londyńczyka, bądź co bądź zwycięzcy Giro d’Italia.  Jest droga, jest rower, jest pogoda, albo jej nie ma, bo to Anglia, a on jedzie i się śmieje. Z typową dla Anglików wrodzoną otwartością.  Czy to nie jest czasem kwintesencja kolarstwa? Zachwycać się siodełkiem swojego roweru kiedy w ogóle nie jest to nikomu do niczego potrzebne, za to pasja, z jaką to robimy mówi o nas więcej niż byśmy sami o sobie powiedzieli.

Na pytanie o początki swojej miłości do rowerów mówi, że to był przypadek – kontuzja kolana, po której lekarze zalecili mu rower dla rozruszania zastanych stawów i mięśni. Przypadek, który sprawił, że dziś w wywiadach wyraża chęć zostania kolarzem, kiedy już odwiesi buty na kołek a bramkarskie rękawice rzuci w kąt.  Jak sam mówi, rok, może dwa postoi jeszcze między słupkami, po czym zacznie realizować swoje wielkie marzenie. Spakuje rowery do samochodu i ruszy w towarzystwie przyjaciół śladem wielkich tourów i ich najsłynniejszych miejsc. Dwa lata… Muszę tylko zacząć mocniej trenować, żeby nie ciągnąć się za moim nowym idolem na Alpe d’ Huez czy Covatillę. No i muszę się z nim zaprzyjaźnić, ale skoro znam te same trasy w Warwickshire to chyba nie powinienem mieć z tym problemów…

Popularne

To Top