Felietony

“Zebra” – marzenia, czy zdrowy rozsądek?

Paweł Poljański
Vuelta Espana 2019 - 74th Edition -9th stage Andorra la Vella - Cortals díEncamp 94,4 km - 01/09/2019 - Pawel Poljanski (POL - Bora - Hansgrohe) - photo Dario Belingheri/BettiniPhoto©2019

Kilka tygodni temu kolarski świat kraju nad Wisłą zamarł po wiadomości o końcu zawodowej kariery jednego z lepszych pewnie pomocników w peletonie – Pawła Poljańskiego. Niby codzienność, ot co, kolarz kończy karierę. Czy aby jednak na pewno? Czy odejście w wieku 30 lat, mając przed sobą dobrych kilka lat ścigania, naprawdę jest zwyczajną sytuacją?

Śledzę jego facebookowy profil w zebrę, ostatnio królowały na nim jedynie zdjęcia z urlopu i nic nie zapowiadało najgorszego. Kiedy Rafał Majka ogłaszał transfer do UAE Team Emirates w gronie podobnych do mnie kolarskich “freaków” pozwoliłem sobie na komentarz w stylu “tylko czekać, aż pociągnie za sobą i Poljańskiego”. Czas pokazał, jak bardzo się myliłem.

Abstrahując od kolarskiego świata, choć pozostając przy ogólnie rozumianym sporcie – zakończenie zawodowej kariery w jej, wydawałoby się, najlepszym momencie jest niedorzeczne. Wiem, ciężko porównywać kolarstwo z piłką nożną, siatkówką, tenisem czy choćby wyścigami samochodowymi. Wręcz nie wypada zestawiać finansowego poziomu wszystkich wymienionych dyscyplin (który to, na marginesie powiem, jest dla mnie odwrotnie proporcjonalny do wkładanego w dany sport wysiłku). Zdaję sobie również sprawę z tego, że szaleje wirus, który odcisnął swoje piętno na sporcie w ogóle, kolarstwa niestety nie omijając. I aż do momentu wywiadu pana Pawła z Adamem Proboszem brnąłbym w swoich poszukiwaniach wyjaśnienia całej tej sytuacji w te irracjonalne teorie o koronawirusie, połączonym z brakiem ofert czy spadkiem formy. Podczas gdy cała prawda w ogóle nie jest tajemną wiedzą, żeby nie powiedzieć, że jest spójna w swej logice, przejrzysta i zwyczajnie warta uwagi.

Wśród wspomnień z kariery, większych i mniejszych sukcesów pana Pawła padają słowa o finansowym aspekcie kolarstwa. Tak naprawdę to on jest jednym z głównych powodów odejścia. Parafrazując słowa kolarza z Wejherowa kontrakt, jaki na niego czekał w innej worldtourowej grupie był jedynie częścią (trzeba zaznaczyć – niezbyt wielką) zasad zatrudnienia w ekipie Bory. Dokładając do tego wspomniany w kolejnych zdaniach rozbrat z rodziną oraz wysiłek wkładany w wyścigi i przygotowania mamy powody, które ciężko ignorować.

Nie mogę nie zatrzymać się na moment  przy tej skądinąd przemyślanej argumentacji. Powie ktoś, że zawodowy kolarz musi być pasjonatem tego sportu, skupionym jedynie na karierze, w dodatku pewnie niespecjalnie przygotowanym do życia po niej. Musi? Naprawdę nie ma innej drogi? Otóż jest, a wywiad, który obejrzałem tylko mnie w tym przekonaniu utwierdza. Na sofie siedzi mężczyzna w sile wieku, wspomina lata spędzone na rowerze z perspektywy zwycięzcy, choć w jego palmarès próżno szukać oszałamiających sukcesów. Kilka sekund później zupełnie szczerze mówi, że tak naprawdę kolarstwo było jego zawodem, sposobem na życie nastolatka, który marzył by ścigać się z najlepszymi (i przecież to osiągnął), za to nie było wielką pasją, nie było codziennym zaciąganiem klapek na oczy i patrzeniem tylko w stronę kolejnych startów.

W świecie romantycznego kolarstwa, w który ciągle wierzę, do niedawna podejście „Zebry” byłoby pogwałceniem wszelkich akceptowanych przeze zasad. Rzecz w tym, że marzenia każdego z nas są przecież różne, inne dla Pawła Poljańskiego, inne dla robota wchodzącego właśnie w zawodowy peleton o nazwisku Evenepoel a już zupełnie inne dla niepoprawnego w zamiłowaniu do tego sportu autora. Paweł jeździł z najlepszymi, ścigał się na wysokim poziomie ze swoimi idolami, pomagał Contadorowi, Saganowi, przede wszystkim swojemu przyjacielowi Majce (jak sam mówi dla niego mógł jechać na 120% swoich możliwości), zaś na ostatnim Giro nawet Ackermannowi. Dziś marzy mu się budowanie domów.

Śmiem twierdzić, że jest do tego co najmniej tak przygotowany jak do funkcji pomocnika najlepszych na wielkich tourach. Remco Evenepoel marzy, by zgniatać przeciwników, miażdżyć wszystkich, którzy zechcą się z nim mocować. A ja? Ja po prostu bym pojeździł na rowerze któregoś z nich, albo może z którymś z nich przekręcił kilkadziesiąt kilometrów… Każdy ma swój plan.

Warto jednak zastanowić się, czy decyzja Pawła Paljańskiego o porzuceniu kolarstwa na rzecz innej pasji, bycia z rodziną, spędzania w domu zdecydowanie więcej czasu niż dotychczasowe tygodnie łapane gdzieś pomiędzy kolejnymi zgrupowaniami a wyścigami jest aby gonitwą za marzeniami? Czy może jest to rozsądne podejście sportowca, który sporo obserwuje, dużo wie, ma plan na siebie i chce go wprowadzać w życie tu i teraz? Jak sam przyznaje, idzie młode pokolenie kolarzy, niezwykle mocne i stawiające ogromne wyzwania przed tymi, którzy już swoje w nogach w zawodowym peletonie wyjechali. Wspomniany Remco to tylko jeden z nich, cała gromada jemu podobnych tylko czeka, by przejąć panowanie.

Mądrość życiowa bijąca z niemal każdego zdania naszego kolarza jest dla mnie niezaprzeczalna, żałuję, że tak w sumie niewielu mamy sportowców myślących o swoim „życiu po życiu”. I choć będzie mi brakować wojownika o twarzy dziecka wiem, że jeszcze nieraz usłyszymy o jego pozasportowych osiągnięciach.

Popularne

To Top