Felietony

Środkowy palec

IO Tokio
IO Tokio / fot. MKOl

W znanym przed laty serialu „Kochane kłopoty” jedna z głównych bohaterek Rory Gilmore wraz ze swoim wybrankiem, członkiem studenckiego bractwa, bierze udział w zabawie, w której z okrzykiem „in omnia paratus”, czyli „na wszystko gotowi”, skacze z kilkunastometrowej platformy, zamiast spadochronu używając parasola. Dzięki matematycznym wyliczeniom parasol amortyzuje ich ciężar na tyle, że lądują miękko i bezpiecznie. Zapowiada się, że na 2021 rok też musimy przygotować sobie takie parasole, bo trzeba będzie przygotować się na wszystko.

W okolicach sylwestrowych szaleństw, w zasadzie co roku, życzymy sobie, żeby ten nadchodzący był lepszy od swojego poprzednika. Tym razem akurat nie będzie to trudne, bo dla większości ludzi 2020 był jednym z najgorszych w życiu, głównie z powodu pandemii koronawirusa, która sparaliżowała nasz świat. Choć czy 2021 przyniesie nam aż tak wielką zmianę? 

Na pewno będziemy nadal zmagać się z koronawirusem i wszystkim, co ze sobą niesie. Ograniczenia zbyt szybko nie znikną i nadal będą utrudniać nam egzystencję. Już teraz mówi się, że wszyscy sportowcy, wybierający się na igrzyska do Tokio, będą musieli przejść obowiązkową kwarantannę. W zasadzie zdążyliśmy już do tego przywyknąć, a zamykanie zawodników w „bańkach” nie stanowi żadnego novum, ale akurat w tym przypadku obowiązek kwarantanny może znacząco wpłynąć na wynik zawodów. Np. w kolarstwie.

Wiadomo, że tuż przed igrzyskami odbywa się Tour de France, dla wielu kolarzy impreza co najmniej tak samo ważna jak olimpijski wyścig. Dla niektórych nawet bardziej. I jeżeli kolarze również zostaną objęci obowiązkiem kwarantanny, ale trudno akurat dla nich zrobić wyjątek, to w Tokio może zabraknąć sporej grupy czołowych zawodników. Część zostanie zmuszona do startu w Wielkiej Pętli przez sponsorów, część uzna, że we Francji ma większe szanse na sukces. Tak czy inaczej każda absencja będzie głośno dyskutowana. Na szali będzie stawiany prestiż igrzysk i Touru. Poszkodowany będzie każdy zawodnik pozbawiony szansy startu tu bądź tu. 

Rozumiem potrzebę ochrony Japończyków przed wybuchem ognisk zakażeń wśród sportowców, choć to wydaje mi się nieuniknione. Podobnie zresztą jak wypaczenie wyników w niektórych konkurencjach przez sytuacje, jaką niedawno, na szczęście z happy endem, oglądaliśmy przed konkursem Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie. Tym niemniej jeżeli mamy rozpocząć powrót do normalności, musimy wprowadzać procedury pozwalające uniknąć takich niezręczności jak w przypadku startujących w Tour de France kolarzy.

Pewnie zresztą nie tylko w przypadku igrzysk takie problemy będą się pojawiały. Czy uda się rozegrać wszystkie wiosenne klasyki? Czy poszczególne kraje zluzują restrykcje na tyle, aby można było przeprowadzić w nich wyścigi kolarskie? Jak będą wyglądały przygotowania zawodników do nowego sezonu? Pytania można mnożyć, odpowiedzi na razie próżno szukać. Niby widoki na poprawę są, ale na razie nieco zamglone, jak na porannym treningu w Beskidzie Niskim.

Mam nadzieję, że chociaż część odpowiedzi będzie pozytywnych i nadchodzący sezon będzie bardziej zbliżony do normalności. Patrząc w tył i tak trzeba być zadowolonym, bo sporo udało się zrobić mimo pandemii, a wyścigi dostarczyły wielkich emocji. Jednak wszystko robione było pod specjalnym nadzorem, w warunkach dalekich od tego, do czego się przyzwyczailiśmy. Sam fakt przeprowadzenia Tour de Pologne czy Tour de France trzeba uznać za sukces, ale w przyszłym roku chyba wszyscy chcieliby czegoś więcej. 

W filmie „Dobry Rok” główny bohater, grany przez Russela Crowe’a, Anglik przyjeżdżający do Prowansji odebrać spadek po zmarłym wujku, podczas przejażdżki autem wystawia trenującym kolarzom środkowy palec. Wszystkim kibicom kolarstwa życzę, żeby 2021 nie powtórzył wobec naszej dyscypliny tego gestu.

Popularne

To Top