Świat

Marzenia i szczytny cel. O trudnych początkach oraz planach Qhubeka-Assos

Do ostatniego wyścigu w kolarskim sezonie przyszłość południowoafrykańskiego NTT Pro Cycling była niepewna. Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że przygoda tego zespołu w World Tourze będzie trwać nadal, pod zmienioną nazwą. I choć wielu kolarzy zdążyło już podpisać umowy z nowymi drużynami, Qhubeka-Assos wcale nie zamierza pozostawać w tyle. Pod wieloma względami jest to zespół wyjątkowy, dla którego wyścigi to nie wszystko – to również ogromny wkład w pomoc i promocję kolarstwa w najbiedniejszym i najsłabiej rozwiniętym regionie świata.

Byliśmy nikim

Doug Ryder to człowiek, któremu Qhubeka-Assos zawdzięcza przede wszystkim miejsce, w jakim obecnie się znajduje. W 1996 roku Doug wystartował w wyścigu ze startu wspólnego na Igrzyskach Olimpijskich. Już wtedy marzył, aby stworzyć afrykański zespół, który będzie się liczył w światowym peletonie. 11 lat później to marzenie narodziło się.  Nie było jednak łatwo. Afryka to przecież kontynent, który w tamtym okresie nie istniał na kolarskiej mapie. W dostępnym na YouTube dokumentalnym filmie ‘PEAK’, opisującym historię zespołu, Doug opowiada o problemach z zatrudnieniem kolarzy.

“Byliśmy nikim. Ludzie nie wiedzieli, gdzie leży RPA. Gdy do zespołu przychodził Gerard Ciolek, mówiono, że to koniec jego kariery. – wspomina szef ekipy. Pomimo niezwykle trudnej misji, Ryder miał jeden cel – być pierwszym zespołem z Afryki, który wystartuje w prestiżowym Tour de France. Ludzie mówili mu, że jest szalony. On jednak swój cel osiągnął, co zapoczątkowało piękna przygodę.

Kolarska chluba Afryki

Zespół tchnął nową, niespotykaną wcześniej energię dla afrykańskiego kolarstwa. W 2013 roku stali się pierwszym zespołem w historii swojego kontynentu, który otrzymał licencję Pro Continental. W tym samym roku ich kolarz, wspomniany już Gerard Ciolek, odniósł zwycięstwo w jednym z pięciu najważniejszych monumentów – Milano-San Remo. W wyścigu wystartował Songezo Jim. Stał się on pierwszym czarnoskórym obywatelem RPA, który wziął udział w europejskim wyścigu tej rangi. Dwa lata później zespół ponownie zapisał się na kartach historii – otrzymali dziką kartę na Tour de France. Podczas tego wyścigu Stephen Cummings odniósł historyczne zwycięstwo w Wielkim Tourze dla drużyny, co więcej, miało to miejsce w dzień Nelsona Mandeli. Daniel Teklehaimanot przez cztery dni zakładał koszulkę w grochy. Erytrejczyk został pierwszym Afrykańczykiem w historii kolarstwa, który miał zaszczyt zakładać koszulkę dla najlepszego górala wyścigu dookoła Francji.

Od 2016 roku, jako Dimension Data, byli już drużyną rangi World Tour. Mark Cavendish, który uwierzył w ten projekt i – pomimo niepewnej sytuacji ze sponsorem – dołączył do zespołu przed sezonem, zwyciężył 3 etapy w pierwszym tygodniu Tour de France i założył żółtą koszulkę lidera. Czwarty triumf na siódmym etapie dołożył Stephen Cummings. W tym roku nazwę zmieniono na NTT, a kolarze pokazali się z bardzo aktywnej strony podczas Giro d’Italia. I choć Domenico Pozzovivo w decydujących momentach nie zwieńczył pięknej pracy swojej drużyny, ich bohaterem został ktoś inny – Ben o’Connor zwyciężył na górskim 17. etapie. Świetny ostatni tydzień Australijczyka dał mu przepustkę do podpisania umowy z AG2R-Citroen. 

‘Spóźniony’ nie oznacza ‘gorszy’

Większość ekip worldtourowych skompletowała już swoje składy na nadchodzący sezon. Qhubeka dopiero ten proces rozpoczyna. Nie oznacza to jednak, że są na straconej pozycji. Według dyrektora sportowego zespołu Larsa Michaelsena, są w kontakcie z około setką kolarzy w kwestii podpisania ewentualnej umowy. Drużyna z RPA zachowała w zespole Domenico Pozzovivo czy też mistrza Europy Giacomo Nizzolo. Pierwszymi wzmocnieniami zostali Kilian Frankiny, Dimitri Claeys oraz Simon Clarke. Dla tego ostatniego – jak sam CLarke to nazwał – jest to okazja na swego rodzaju ‘powrót do domu’, jako że ojciec kolarza pochodzi właśnie z Południowej Afryki. Według doniesień redakcyjnego kolegi Karola Dziambora, z Qhubeką umowę negocjuje między innymi Łukasz Wisniowski, czyli jeden z czterech kolarzy CCC, którzy nie znaleźli jeszcze nowego pracodawcy na przyszły sezon.

Cycling changes lives. Qhubeka to coś więcej niż wyścigi

Otwarta dłoń – symboliczny gest, jaki po etapowych zwycięstwach pokazują kolarze ekipy z RPA. Na dłoni widnieje bowiem logo fundacji Qhubeka, która z zespołem współpracuje od lat, a od przyszłego sezonu drużyna będzie miała nazwę Qhubeka-Assos. Jest to piękny projekt, który poza zwycięstwami w peletonie ma jeden bardzo ważny, szczytny cel. Fundacja rozdaje rowery tym najbardziej potrzebującym – aby pomóc dzieciom dojechać do szkoły, ich rodzicom do pracy, aby ułatwić dotarcie do szpitali. W najbiedniejszych regionach Afryki rower może naprawdę odmienić czyjeś życie. Cycling changes lives – taka jest myśl przewodnia drużyny. Od przyszłego roku, z pomocą finansową szwajcarskiej firmy odzieżowej Assos, Qhubeka ma kontynuować swój projekt promocji kolarstwa oraz pomocy tym, którzy jej najbardziej potrzebują.

Nigdy się nie poddawaj

Zespół założony przez Douga Rydera to coś więcej niż tylko kolarstwo. To przede wszystkim piękna historia, która będzie miała swoją kontynuację. Ekipa z południowej Afryki otworzyła furtkę dla nieznanych wcześniej kolarzy z nieznanego wcześniej dla kolarstwa regionu. Przetrwała trudne chwile, gdzie w 2018 w kraksach uczestniczył Cavendish, z problemami zdrowotnymi zmagał się Louis Meintjes, a drużyna była według rankingów najsłabszą w najwyższej dywizji. Podnieśli się jednak z dołka i pozostają w World Tourze. A temu wszystkiemu towarzyszy szczytny cel. Qhubeka-Assos pokazuje, że jeśli bardzo czegoś chcesz, nic nie stoi na przeszkodzie do spełniania swoich marzeń. Nigdy się nie poddawaj, bo dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Wnioski z tej historii może wyciągać nie tylko świat kolarstwa, ale i każdy z nas.

Popularne

To Top