Felietony

Obojętni

CCC Team
CCC Team / fot. Szymon Gruchalski

Koniec sezonu z reguły jest czasem podsumowań, analizy całorocznych dokonań. Teraz nie zawsze ma to sens, bo głównym rozgrywającym przez długi czas był koronawirus i choć ostatecznie nie całkiem storpedował sezon, to i tak szkód narobił co niemiara. Jedną z nich jest między innymi odejście z peletonu firmy CCC, co szczególnie dla fanów w Polsce, jest końcem pewnej epoki.

Pomarańczowi, kiedyś zwani również “cyckami”, co jednak w dzisiejszych czasach jest mimo wszystko dość niebezpiecznym pseudonimem, przez wiele lat stanowili o sile polskiego peletonu. I jako pierwsza w historii z polskich grup weszła do prestiżowego cyklu World Tour. To było wydarzenie wielkie i choć w mojej opinii nie do końca docenione, jednak nikt im już tego nie zabierze. Tak samo jak pierwszej wygranej w tym cyklu czy pierwszego triumfu w jednym z Wielkich Tourów. Fakt, że tych plusów w ciągu ostatnich dwóch lat za wiele nie było, ale kilka się pojawiło.

Nie zamierzam oczywiście podsumowywać ani dwóch lat CCC Team w World Tourze ani też w ogóle dorobku całej grupy. Chciałbym jednak skupić się na jednej, dość ciekawej kwestii. Bazie kibicowskiej, a w zasadzie jej braku.

Przez dwa lata CCC Team było reklamą polskiego kolarstwa. Ekipą rywalizującą z największymi w kolarskim peletonie i ścigającą się jako jedyna na najbardziej prestiżowych wyścigach. Tylko czy przełożyło się to na jakieś zwiększenie popularności Pomarańczowych? Moim zdaniem zupełnie nie. Nawet patrząc na kolarzy amatorów, jeżdżących sobie w trykotach znanych ekip, Bora, Lotto-Soudal czy Sky, a później Ineos, zdecydowanie dominowały.

Wiadomo, to w tych grupach jeżdżą najlepsi polscy kolarze, ale na zdrowy rozum wydawać by się mogło, że najlepsza polska ekipa też doczeka się jakichś fanklubów, grup kibiców stojących przy drogach z flagami, banerami albo pisząca na asfalcie słowa wsparcia dla poszczególnych kolarzy czy całej grupy. Za wiele tego nie było. Może mi to umknęło, a może po prostu CCC nie trafiło do sympatyków kolarstwa.

W mediach społecznościowych sporo było szydery z braku zwycięstw, wypominania, że wciąż nie mają triumfu etapowego w Wielkim Tourze, czy podśmiechujek z Jakub Mareczko, któremu znów nie wyszło. Pewnie wiele z tych rzeczy było zasłużonych, bo wiadomo, jak nie ma za co chwalić, to trudno robić to na siłę. Tyle, że kiedy było za co, też jakoś te pochwały się nie pojawiały. Może to przez niewielką rolę naszych zawodników, a może po prostu przez złe „rozegranie” marketingu w ekipie?

W innych dyscyplinach najlepszy polski zespół walcząc na międzynarodowej arenie cieszy się sympatią niemal wszystkich kibiców w kraju. Patrz Łomża Vive Kielce, kiedyś Skra Bełchatów czy Resovia. W kolarstwie ciężko mówić o jakimś wielkim wsparciu dla CCC Team. Nie wspominam nawet o CCC-Liv bo dominacja Katarzyny Niewiadomej w sercach kibiców jest bezapelacyjna.  Oczywiście nie zamierzam robić z tej grupy kolejnych „niekochanych”, bo jak pokazuje przykład z piłki nożnej, nie jest to najlepsza droga. Nie chcę pisać nawet o niechęci, bo to też nie oddaje istoty zjawiska. Myślę, że najlepszym określenie jest tutaj obojętność.

Bo, przynajmniej w mojej opinii, dla sporej grupy fanów wyniki CCC były po prostu obojętne. Mało kto sprawdzał, na którym miejscu przyjechał Simon Geschke czy Kamil Gradek. Może jeszcze w pierwszym sezonie w WT jakieś emocje budził Greg Van Avermaet, ale nawet mistrz olimpijski jakoś tak wyblakł. A szkoda, bo niewiele gwiazd tego formatu reprezentuje zespoły z naszego kraju. Choć akurat ostatnio zdarza się, że rozwożą jedzenie na wynos.

Dla mnie największą porażką CCC był właśnie brak pozyskania szerokiej rzeszy kibiców, którzy utożsamialiby się z tą grupą, z jej kolarzami. Taka baza kibicowska, z koszulkami, transparentami czy flagami też potrafi reklamować produkt. I na niej można również zarobić. Trochę to wszystko zostało przespane. A szkoda, bo potencjał był spory. Wokół CCC można byłoby zbudować pozytywny klimat, tak potrzebny naszemu kolarstwu. A tak, zostaną nam znowu szarpanki o tor, kłopoty z finansami i Tour de Pologne raz w roku, co jest trochę jak przyjazd bogatych krewnych z Ameryki, bo niby jak przyjadą jest pięknie i kolorowo, ale jak wyjeżdżają, wraca szara rzeczywistość. A mogło być chociaż pomarańczowo.

Popularne

To Top