Felietony

Szarlotka z kolarzami

Kolarstwo torowe
Kolarstwo torowe / fot. PZKol

Chociaż kolarska Liga Mistrzów kojarzy się nam głównie z Tour de Pologne, to jednak od przyszłego roku może się to zmienić. UCI planuje bowiem wprowadzić cykl zawodów w kolarstwie torowym, właśnie na kształt piłkarskiej Champions League. I mnie ten pomysł bardzo się podoba.

Kolarstwo szosowe, najbardziej popularne ze wszystkich odmian, ma jedną zasadniczą wadę dla ludzi, którzy nie do końca rozumieją jego niuanse. Każdy etap trwa kilka godzin, a większą część czasu można poświęcić na oglądanie zameczków nad Loarą/Tybrem/Sanem. To niestety odstrasza część „niedzielnych” kibiców, którzy chcą od czasu do czasu pooglądać sport, ale zależy im na krótkiej, dynamicznej rozgrywce.

I tutaj, moim zdaniem, idealnie wpasowuje się kolarstwo torowe. Krótkie, efektowne konkurencje, w większości czytelne zasady rywalizacji, emocje w zasadzie non stop. Nie wiedzieć czemu, w wielu krajach jest o dyscyplina niesłusznie pomijana. A szkoda, bo kto choć raz na żywo zobaczył, jak to wygląda, zawsze chętnie wraca na welodrom albo przed telewizor.

Dlatego taka torowa Liga Mistrzów, skupiająca tylko najlepszych i bardzo mocno „kumulująca” emocje, może być idealnym sposobem na przyciągnięcie do kolarstwa nowych widzów, a przede wszystkim nowych sponsorów. To drugie może być nawet ważniejsze, bo jak wiadomo idą, a w zasadzie już przyszły i coraz bardziej się „goszczą”, ciężkie czasy. Każda złotówka, dolar, funt, które pojawią się w kolarstwie, będą bardzo cenne.

Po pierwszej fali koronawirusa obawiałem się bankructw w peletonie i wśród organizatorów wyścigów. Na razie nie jest tak źle. Co prawda nie zobaczymy już CCC Team, nie wiadomo jak potoczą się losy NTT, kilka ekip musiał zacisnąć pasa, ale ogólnie nie można mówić o wielkich ubytkach. Polskich kibiców to wszystko mocno „uderzy”, ale w skali całego kolarskiego świata, jak na razie nie ma tragedii.

To nie znaczy, że po dodatkowe pieniądze nie warto się schylić. Wręcz przeciwnie, to absolutnie obowiązek. Dlatego bardzo podoba mi się pomysł torowej Ligi Mistrzów. To coś nowego, kreatywnego i mającego szansę powodzenia. Jeżeli oczywiście pandemia nie będzie torpedować tych zawodów tak, jak chociażby zbliżających się mistrzostw Europy, to zapowiada się naprawdę fajne ściganie. Jeżeli odpowiednio zostaną dobrane miejsce, gdzie przyjdzie rywalizować kolarzom, trybuny powinny być pełne, a liczba telewidzów przed ekranami dorównująca transmisjom z największych wyścigów. Może to nazbyt optymistyczna wizja, ale wokół kolarstwa torowego naprawdę da się zrobić show.

W założeniu całość ma trwać około dwóch godziny, być rozgrywanych przez kilka tygodni na przełomie roku i skupiać najlepszych kolarzy świata. Może porównania do piłkarskiej Ligi Mistrzów nie są do końca adekwatne, ale już do lekkoatletycznej Złotej Ligi jak najbardziej. Takie cykle w różnych dyscyplinach cieszą się sporą popularnością i nie widzę powodu, dla którego tutaj miałoby być inaczej.

Nawet jeśli jednak ta impreza, mówiąc kolokwialnie, nie „zażre”, to i tak będę uważał, że warto było spróbować. O sponsorów i kibiców trzeba walczyć, a każda nowa inicjatywa jest oznaką, podejmowania prób. Myślę, że nawet w Polsce, jeśli kiedyś w naszym kolarskim środowisku zapanuje normalność, moglibyśmy pokusić się o organizację takich zawodów. Mamy świetnych kolarzy, bardzo ładny tor w Pruszkowie i sukcesy, wokół których można zacząć budować popularność dyscypliny. A co za tym idzie, przyciągnąć do niej środki od nowych sponsorów.

Przez kilka lat niedzielny rosół kojarzył się w Polsce ze skokami Adama Małysza. Może za dwa-trzy lata sobotnie popołudnia i powiedzmy jeszcze ciepła szarlotka jedzona na podwieczorek będą kojarzyć się z Mateuszem Rudykiem albo Justyną Kaczkowską?

Popularne

To Top