Felietony

Band Of Brothers?

Rafał Majka
Rafał Majka / Vuelta Espana 2019 - 74th Edition - 15th stage Tineo - Santuario del Acebo 154,4 km - 08/09/2019 -Rafal Majka (POL - Bora - Hansgrohe) - photo Luis Angel Gomez/BettiniPhoto©2019

To piękne hasło wykorzystywane przez drużynę Bora-hansgrohe działa na wyobraźnię. Na moją na pewno. Symbolizuje jedność, braterstwo, lojalność przekraczającą granice. Tylko czy kiedy zamkniemy oczy wyobraźni, a otworzymy te zwyczajne i popatrzymy na jazdę Bory, to czy faktycznie zobaczymy zawodników potrafiących skoczyć za sobą w ogień?

Ostatnio krytykowałem Team Ineos, ale jest jedna rzecz, która mi się tam podoba. Jak Egan Bernal słabł, Michał Kwiatkowski holował go przez dziesiątki kilometrów, mając przecież świadomość beznadziei całe sytuacji. Brytyjska ekipa, przy wszystkich swoich wadach, jest moim zdaniem niezłym przykładem zdyscyplinowania i lojalności. Pamiętam oczywiście „przepychanki” Bradleya Wigginsa i Christophera Froome’a, ale to raczej wyjątki.

Czy w zespole Bory któryś z kolarzy umierałby za Rafała Majkę? Bo to Polak jest liderem tej ekipy na Giro d’Italia. A może nie jest, patrząc na jazdę Patricka Konrada? Zresztą nie tylko jego. Kiedy na jednym z etapów na rantach peleton zaczął się dzielić i część grupy została z tyłu, na czele pojawił się Maciej Bodnar pracujący na rzecz Petera Sagana. Tyle, że z tyłu został Majka, który musiał wysłać na czoło goniącej grupy Pawła Poljańskiego i przez chwilę oglądaliśmy pojedynek dwóch polskich pomocników. Fakt, że jechali w tych samych barwach sprawiał, że zamiast zachwytu budził on jednak zdziwienie, żeby nie powiedzieć uśmiech zażenowania.

Oczywiście Bodnar dostał sygnał, że Majka został i zjechał z prowadzenia, ale skoro przez jakiś czas jechał na czele, to znaczy, że ktoś mu takie zadanie przydzielił. A, że „Bodi” jak mało kto potrafi pociągnąć, to mogło się to skończyć bardzo źle. Wyraźnie zabrakło tutaj komunikacji, ale wydaje mi się, że nie tylko tego. W Borze „Zgred” od zawsze musi się z czymś borykać i trudno wszystko zwalać na przypadek. A to Peter Sagan mu nie pomagał, a to Konrad urwał bonifikatę, a to przez przypadek jego właśni koledzy próbowali go zgubić.

Patrząc z boku mam wrażenie, że „Banda Braci” to niewiele więcej poza hasłem. Oczywiście nie zarzucam żadnemu z kolarzy, że nie chce pracować na rzecz kolegów. Mam tylko wrażenie, że brakuje tam osoby, która potrafiłaby nad tym wszystkim zapanować. Patrząc na to, jak funkcjonuje „Team Sagan”, jak skupieni wokół Słowaka zawodnicy poświęcają się dla niego, jak są znakomicie zgrani i zawsze wiedzą, co mają robić, zastanawiam się, dlaczego nie przekłada się to na całą grupę? Dlaczego „Team Majka” czasem składa się tylko z Pawła Poljańskiego?

Teraz, o ile Giro w ogóle dojedzie do końca, Rafał Majka ma realne szanse na kolejne w swojej karierze podium Wielkiego Touru. Czeka na to długo, ale jak mało kto zasłużył, żeby powtórzyć ten sukces. Jego talent i pracowitość absolutnie go do tego predestynują. Mam nadzieję, że przy pomocy swoich kolegów z ekipy, uda mu się to osiągnąć. Trudno jednak wyzbyć się obaw, że w decydującym momencie może mu czegoś zabraknąć. A bardziej kogoś.

Konrad wyraźnie gra „drugie skrzypce”. Zapewne takie ma zadania. Tylko czy w decydującym momencie, kiedy trzeba będzie przestać grać swoją partię i „potrzymać nuty” lidera, będzie potrafił skupić się na tym zadaniu? Oby rozwiał moje wątpliwości, kiedy przyjdzie na to czas.

Jak zwykle, sporo pytań, odpowiedzi niewiele. Najgorsze jest to, że coraz bardziej prawdopodobne wydaje się, że Majka nawet nie będzie miał kiedy powiedzieć „Sprawdzam”, bo koronawirusowa rzeczywistość coraz mocniej zaczyna przypominać o tym, że sporo różni się od tej normalnej. Nie potrafię powiedzieć, czy Giro dojedzie do końca. Obawiam się o to niemal tak samo, jak o lojalność braci z Bory.

Popularne

To Top