Felietony

“Storia di un grande amore”

Giro d'Italia
Giro d'Italia

Nie, to nie będzie tekst o turyńskim Juventusie ani o stadionowych przyśpiewkach. Choć pora nietypowa, to właśnie zaczyna się Giro d’Italia 2020. Wyścig w erze pandemii, czyli w nieco innej oprawie niż zazwyczaj, ale nadal cudowny i zachwycający bardziej, niż inne Wielkie Toury. Przynajmniej mnie.

Dyskusja na temat tego, czy lepszy jest Tour de France czy Giro d’Italia toczy się wśród fanów kolarstwa od dawna. Wielka Pętla cieszy się większym prestiżem, dla ludzi nieśledzących kolarskich zmagań na co dzień jest bardziej znana i obiektywnie, budzi większe poruszenie na całym świecie. To o ten skalp walczą najzacieklej wszystkie ekipy. Tylko w zasadzie co z tego?

Mnie, ale nie tylko, Giro kupiło już dawno. Śledzę Tour de France z zapartym tchem, przygryzam nerwowo paznokcie, kiedy zaczynają się Alpy, otwieram szampana (no, może nie zawsze), kiedy peleton wjeżdża na Pola Elizejskie. To jednak nic w porównaniu z emocjami, które daje wyścig Dookoła Włoch. Szukam odpowiedniego porównania i myślę, że to trochę tak, jak w obecnej Serie A. Z jednej strony mistrzem jest grającym cyniczny, wyrachowany futbol Juventus, ale któż nie zakochał się w ultraofensywnej Atalancie?

Tak właśnie jest moim zdaniem z Giro i TdF. Francja to taktyka, mądrość, szachy. Włochy to jednak bardziej szaleństwo, magia, romantyczne kolarstwo i duży ładunek emocji. I ja na ten emocje stawiam. Może tempo nie jest tak mocne, może składy słabsze. Nieważne. Najlepszym wokalistą nie jest ten, który śpiewa najczyściej, ale ten, który wkłada w to najwięcej serca. Dlatego Marek Dyjak sprzedaje więcej płyt niż mój nauczyciel muzyki.

Giro to najpiękniejszy wyścig świata, z którym w moim prywatnym rankingu może konkurować tylko Flandryjska Piękność. W tym roku, choć w jesiennej aurze, to jednak z pewnością nie straci nic ze swojego blasku. A może nawet zyska, głównie dlatego, że znów mamy nadzieję, że zobaczymy na podium klasyfikacji generalnej Rafała Majkę. Popularny Zgred przygotowywał się do tego startu bardzo starannie i wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że we Włoszech będzie grał jedną z głównych ról.

Z reguły jestem ostrożny jeśli chodzi o typowanie, bo kolarstwo jest jednak nieprzewidywalne, a poza tym Bora nie jest najmocniejszym teamem w peletonie. Tym niemniej bardzo mocno liczę, że to w końcu będzie TO Giro. To, w którym ponownie zobaczymy Majkę na podium Wielkiego Touru. Polak ma już cztery miejsca w TOP 10 w tej imprezie, ale wymarzonej „3” jeszcze nie.

Zarówno podczas Tour de Pologne jak i na Tirreno-Adriático Rafał Majka pokazywał, że forma rośnie i ten sezon, choć został brutalnie przerwany przez koronawirusa, może jeszcze być piękny. Nie było go na Tour de France, gdzie słoweńskie charty rozszarpały peleton, nie było go na mistrzostwach świata, gdzie przeklęte centymetry dzieliły nas od ekstazy, a Michała Kwiatkowskiego od medalu. Będzie za to na Giro i to właśnie tam ma po raz kolejny przypomnieć wszystkim, że kiedyś zachwycał się nim Alberto Contador, a komentatorzy Eurosportu wraz z dziesiątkami tysięcy fanów przed telewizorami, „pchali” go pod kolejne podjazdy. I mam nadzieję, że przypomni, bo to cały czas jest kolarz bardzo wysokiej klasy.

Ostatnio sporo, przy okazji startów Kasi Niewiadomej i Michała Kwiatkowskiego na MŚ w Imoli, mówiło się o rzekomo niepotrzebnym dmuchaniu balonika. Przyznaje, że nie do końca to rozumiem. Amerykanie zawsze mówią, że jadą po wygraną, po medal, po to, by pokazać, że są najlepsi. Nie pamiętam żadnego wielkiego mistrza, który mówiłby, że zamierza wystartować i zająć 14. lokatę. Pokora jest bardzo ważna, ale jeśli nie zawieszamy sobie wysoko poprzeczki, nigdy nie wskoczymy wysoko. Rafał Majka jest kolarzem, którego stać na podium Giro d’Italia. Oczywiście, może się okazać, że będzie od tego podium daleki i za trzy tygodnie będziemy wyklinać, na czym świat stoi. Tylko co to zmieni? Jaki sens miałoby kibicowanie bez wiary w sukces?

Włoscy tifosi, szaleńczo zakochani w futbolu, mówią o kobietach, że są „piękne jak bramka strzelona w doliczonym czasie gry”. Tak ja też widzę Giro i mam nadzieję, że w tym roku tego decydującego gola strzeli Rafał Majka. I do historii o wielkiej miłości do tego wyścigu dopisze kolejne strony.

Popularne

To Top