Świat

Katarzyna Solus-Miśkowicz: Wszyscy mieliśmy nadzieję, że sezon ruszy

Katarzyna Solus-Miśkowicz wystartuje w czwartkowym wyścigu Elity podczas Pucharu Świata w Nowym Mieście na Morawach. Polska zawodniczka drugi sezon z rzędu kontynuuje karierę w oparciu o sponsoring indywidualny.

Solusz-Miśkowicz po zdobyciu brązowego medalu mistrzostw Polski może pozytywnie oceniać powrót do zmagań po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Jak sama jednak przyznaje, na występ w Pucharze Świata w Nowym Mieście na Morawach nie stawia sobie konkretnych celów. Tym bardziej, że startować będzie z końca stawki. O punkty potrzebne do lepszego rozstawienia było jej bowiem trudno, bo pod uwagę brany jest ranking z marca. Tymczasem Polka w poprzednim roku startowała dopiero od czerwca. Wcześniej leczyła kontuzję. – „Obecnie wszystko w porządku i na ten moment – odpukać – nic mi nie dokucza. Oby tak pozostało” – odpowiada, spytana o stan zdrowia. – „W Pucharze Świata stanę na starcie każdego wyścigu, chcąc dać z siebie wszystko. A na co pozwoli noga i szczęście w danym dniu, to się okaże.”

Przed sezonem 2019 Solusz-Miśkowicz pożegnała się z Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team i zaczęła jeździć na własne konto, organizując swój własny team. – „Zmiany w życiu są nieuniknione. Oczywiście nie jest nam łatwo, ale to jest dobry czas, nawet pomimo trudności, z którymi się borykamy. Oceniam więc, że był to jedyny słuszny ruch. W tym roku także możemy liczyć na pomoc wielu osób i łatwiej się nam funkcjonuje. Mamy sponsorów, zwłaszcza firmę Trek, która wyposaża mnie w niezbędne produkty,  w tym najlepsze rowery” – wyjaśnia.

Istotną rolę w teamie odgrywa mąż zawodniczki Mariusz Miśkowicz, który w przeszłości prowadził m.in.  Irinę Kalentievą. – “Ze względu na pracę moją i męża sport nie jest całym naszym życiem, a dodatkiem, pasją. Zachowanie równowagi między życiem sportowym a rodzinnym nie jest więc aż takie trudne” – mówi z uśmiechem Kasia.

Sprawdzianem dla samodzielnego kontynuowania kariery były ostatnie miesiące, gdy z powodu epidemii koronawirusa cały sezon stanął pod znakiem zapytania. Solus-Miśkowicz przyznaje jednak, że pod niektórymi względami był to całkiem udany czas. – “Okazało się, że można robić rzeczy, na które człowiek wcześniej nie miał czasu. Tak naprawdę to do tej pory nie wiem, jak udało mi się dobrze przetrenować ten okres. Myślę, że to dzięki temu, że wszyscy mieliśmy nadzieję, że ten sezon ruszy jesienią i tak też się stało. Teraz, słysząc o możliwym powrocie restrykcji i niepewnej przyszłości znowu jednak zaczynam się mocno zastanawiać, co planować na przyszłość” – kończy Solus-Miśkowicz.

Popularne

To Top