Świat

Powtórzyć Ponferradę – zapowiedź wyścigu ze startu wspólnego o mistrzostwo świata

Michał Kwiatkowski
Michał Kwiatkowski fot. Peletonmagazine / Ponferrada 2014

Owszem, tak, pompuję balonik. Nawet balon, niech będzie. Ale czy jeszcze pojawi się tak wspaniała korelacja wysokiej formy Polaka i niezbyt wymagającej trasy, by Michał Kwiatkowski był wśród głównych pretendentów do zwycięstwa? Możemy jednak być pewni – nie tylko “Kwiato” jest w wysokiej dyspozycji, a o tym z kim i w jakich warunkach przyjdzie mu walczyć o drugą w karierze tęczową koszulkę przeczytacie poniżej.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być we właściwym miejscu. Mamy przecież końcówkę września, a to przecież standardowa pora roku na rozegranie mistrzostw świata. Kto stoi nieco obok światowego kolarstwa mógłby pomyśleć, że skoro już czas na walkę o tęczę to wypadałoby sprawdzić kto tam w niezłej formie był na Vuelcie…

Sprawdzać, owszem, warto, ale wyniki niedawnego Tour de France i o tym kto tam był mocny opowiem za chwilę. Najpierw kilka słów o samej trasie, która wydaje się być….bez wyrazu. Nie ma na niej jednego kluczowego momentu na którym można byłoby oprzeć strategię na rozegranie całego wyścigu. Dwie wspinaczki umiejscowione na trasie wprowadziły co prawda ogromne zamieszanie na wyścigu kobiet, ale myślę, że większe znaczenie miało tempo jakie narzuciły na podjazdach Holenderki niż wspomniane dwie hopki.

Owszem, należy mieć na uwadze, że na całym dystansie liczącym sobie niemal 260 kilometrów do pokonania będzie kilkanaście podjazdów i z każdym kolejnym nogi będą coraz cięższe, a nachylenie jakby większe niż na początku rywalizacji. Zapewne wiele ekip będzie próbowało utrudniać wyścig przez cały dzień, ale głównych akcji powinniśmy spodziewać się mimo wszystko na ostatniej rundzie i na ostatnich podjazdach, bo choćby minimalna przewaga zyskana na wspinaczce pozwoli śmiało myśleć o dowiezieniu zwycięstwa do samej mety. Zjazd prowadzący w kierunku toru F1, jak i ta część trasy która torem wiedzie, nie należą do najtrudniejszych technicznie i wydaje się, że przez około 250 kilometrów będziemy oglądać sporo walki o jak najlepszą pozycję przed ostatnim podjazdem.

Trasa oczywiście pasuje…większości zawodników z listy startowej. Nie ma jednak się co oszukiwać – wśród faworytów jest Michał Kwiatkowski. Czy największym? Pewnie nie, ale Polak pokazał na przestrzeni całego Tour de France, że forma jest wysoka, a gdy tylko pojawiła się okazja do jazdy na własne konto to wykorzystał to znakomicie i nie ma znaczenia w jakich okolicznościach. Jeśli w Imoli ponownie “Kwiato” znalazłby się w towarzystwie jednego czy kilku zawodników także będzie miał spore szanse na finałowe zwycięstwo, a wiemy także, że samotna szarża na ostatnim podjeździe to patent, który Kwiatkowski już kiedyś w walce o mistrzostwo świata wykorzystał….

Głównym faworytem wydaje się jednak być Wout van Aert. Belg był niewątpliwie MVP całego Tour de France, pokazywał się w każdym terenie, nie miało znaczenia czy musi walczyć o zwycięstwo w sprincie czy wspomagać najlepszych wspinaczy w ekipie – za każdym razem van Aert był gdzie być powinien i wydaje się, że tylko kataklizm może sprawić, że zawodnika Jumbo-Visma zabrakłoby w decydującej rozgrywce o tęczową koszulkę. W reprezentacji Belgii oczywiście będzie można także liczyć na Grega van Avermaerta, który niezmiennie jest w wysokiej dyspozycji, ale niestety zazwyczaj nie tak dobrej by finalnie liczyć się w walce o zwycięstwo.

Czarnym koniem niewątpliwie może zostać Marc Hirschi. Szwajcar, podobnie jak van Aert i Kwiatkowski, także był w doskonałej dyspozycji podczas Wielkiej Pętli i był jednym z największym animatorów całego wyścigu notując aż trzy etapowe ‘pudła’ z których wisienką na torcie było zwycięstwo na 12. etapie. Mając na uwadze zmysł Hirschiego do ucieczek to wcale nie zdziwię się jeśli Szwajcar zaatakuje i będzie to jedyny atak którego Belgowie/Włosi/Hiszpanie/jakakolwiek ekipa nie przypilnują.

A skoro wywołałem Włochów to tutaj trzeba będzie patrzeć przynajmniej na dwa nazwiska. Alberto Bettiol ma już na koncie wygrany monument, a na tegorocznej edycji Strade Bianche także pokazał, że potrafi w pagórkowatym terenie powalczyć. Jest także Diego Ulissi, który w ubiegłym tygodniu zdemolował rywali podczas wyścigu w Luksemburgu, ale w Imoli przeciwnicy będą jednak nieco bardziej wymagajacy. W ekipie Italii jest także jeszcze Vincenzo Nibali, ale…no, chyba nie ma co liczyć na to, że raz jeszcze przejdzie numer z atakiem na zjeździe.

Wśród Hiszpanów pewnie wszystkie siły zostaną rzucone na Alejandro Valverde, który mimo 40 lat na karku ukończył Tour de France na 12. miejscu, a wśród jego kolegów z reprezentacji trudno wybrać kogoś kto mógłby sobie poradzić na takiej trasie lepiej niż mistrz świata z Innsbrucku.

Skoro już wspominamy Innsbruck to trzeba wspomnieć o innym bohaterze tamtego wyścigu, czyli Michaelu Woodsie. Kanadyjczyk błysnął formą w Tirreno-Adriatico, a takie krótkie ścianki jak te umiejscowione nieopodal Imoli wydają się być niemal skrojone pod zawodnika jeżdżącego w barwach Education First.

Wśród wielu nazwisk wartych jeszcze wspomnienia najbardziej moją uwagę przykuwa Michael Matthews. Sierpień był dla Australijczyka wyjątkowo udany, bo znalazł się na podium w San Remo oraz zwyciężył w Bretagne Classic, a po niedawnym “nabijaniu” kilometrów w Tirreno-Adriatico także powinien być wśród tych, którzy mogą powalczyć o tytuł przy sprzyjających mu okolicznościach.

Oczywiście trzeba wymienić jeszcze Juliana Alaphilippe’a, Alexeya Lutsenkę, Maxa Schachmanna czy Jakoba Fuglsanga, ale wydaje mi się, że każdy z wspomnianych wcześniej albo jest w lepszej formie albo trasa bardziej im sprzyja. Ale to kolarstwo, nie można niczego wykluczyć. Nawet zwycięstwa Sergio Higuity.

Popularne

To Top