Felietony

Pora na zmianę otoczenia?

Michał Kwiatkowski
Michał Kwiatkowski / fot. facebook.com/kwiato

Sukces Michała Kwiatkowskiego na 18. etapie Tour de France przejdzie do historii polskiego
kolarstwa. Nasz jedynak w tegorocznej Wielkiej Pętli udowodnił, że należy do ścisłej światowej
czołówki i stać go na zwycięstwa właściwie w każdym terenie. A że nie byłoby to możliwe bez
słabości Egana Bernala? Takie jest kolarstwo.

Chociaż “Kwiato” swój sukces w pewnym sensie “dzieli” z Richardem Carapazem, to jego jazda przez
cały wyścig, nie tylko na tym konkretnym etapie, sprawiła, że absolutnie nikt nie ma prawa
powiedzieć, że Polak na ten sukces nie zasłużył. Poświęcał swoje ambicje dla liderów Ineos tyle razy, że najwidoczniej kolarscy bogowie uznali, że i on zasługuje na swój wielki dzień.

Choć okoliczności tej wygranej były raczej nietypowe, bo rzadko zdarza się, by dwóch kolarzy mijało metę w przyjacielskim uścisku, nie walcząc właściwie o zwycięstwo, to jednak tego sukcesu nie
wolno deprecjonować. Sam fakt, że dwójka z Ineos znalazła się w takim miejscu i miała szansę na
takie “rozwiązanie” etapu pokazuje, jak mocni byli tego dnia Kwiatkowski i Carapaz.

Patrząc na słabość Bernala podczas tego Touru wielu fanów domagało się wolnej ręki dla Michała
Kwiatkowskiego. Zaczął się pojawiać nawet hashtag #FreeKwiato, który w przeciwieństwie do
podobnej akcji z Mikelem Landą, doczekał się realizacji. Szefowie grupy Ineos będą mieli po
zakończeniu wyścigu sporo do przemyślenia i jestem bardzo ciekawy, jak potoczą się dalsze losy
ekipy. Dla tej drużyny ten wyścig to klęska.

Przed startem Wielkiej Pętli stawiałem na Bernala i wierzyłem, że to on wygra ten wyścig.
Argumentowałem to faktem, że Ineos, jak mało która ekipa, potrafi wygrywać. Brutalnie
kontrolować peleton, rozdawać karty i dyktować tempo na poszczególnych etapach. W tym roku
zupełnie tego nie wdziałem. Zostali zmiażdżeni nie tylko przez Primoza Roglicia, ale przede wszystkim
przez całej Jumbo-Visma. Ta grupa pokazała niebywałą siłę i w najtrudniejszych momentach nie
zostawiła złudzeń, kto rządzi, a kto tylko podnosi rękę podczas głosowania.

Przed nami jednak jeszcze dwa Wielkie Toury i jestem pewny, że Team Ineos nie powiedział jeszcze
ostatniego słowa. No ale co dalej z Kwiatkowskim? Polak na tym wyścigu pokazał dwie bardzo ważne
i pożądane cechy. Po pierwsze, kiedy było trzeba, zaginał się dla swojego lidera, lojalnie prowadził go
w momencie kryzysu i dociągnął go do mety, choć był wyraźnie mocniejszy. Gdyby nie to, że jechał
przed Bernalem i nie mógł widzieć łez Kolumbijczyka, to zapewne podałby mu nawet chusteczkę.

Po drugie, udowodnił też, że stać go na wygrywanie, kiedy tylko dostanie taką szansę. Osobiście nie wierzę, że Kwiatkowski jest w stanie wygrać Wielki Tour, ale tygodniowe wyścigi czy najcięższe nawet klasyki jak najbardziej tak. Nie wiem, czy jego rola w Ineos na trzytygodniowych imprezach się zmieni, ale bardzo chciałbym, żeby tak było. Tym razem Polak skorzystał ze słabości Bernala, ale przecież nie zawsze lider jego grupy będzie “umierał”. To pewnie tylko myślenie życzeniowe, natomiast chciałbym widzieć naszego kolarza mającego z założenia większą swobodę i możliwość ataków, kiedy tylko “jest noga”.

Ktoś powie, że w takich grupach jak Ineos wszyscy pracują na jednego lidera. I to prawda. Dlatego może warto zmienić otoczenie? Po takim występie w Tourze Kwiatkowski nie będzie z pewnością narzekał na brak ofert. Brytyjska ekipa płaci świetnie, a przy tym zawsze walczy o najwyższe cele, jednak jeśli nie zapewni “Kwiato” większej liczby okazji do walki o swoje, na jego miejscu szukałbym nowego pracodawcy.

Oczywiście sam Michał wie najlepiej, czego oczekuje i jakie wymagania stawia sobie, ale i swojemu pracodawcy. Jako kibic mogę tylko czekać na takie dni jak 17 września 2020. Wolałbym po prostu, żeby przydarzały się częściej. A czy jest to możliwe w Team Ineos? Śmiem wątpić.

Popularne

To Top