Felietony

Geniusz i szaleństwo

“Człowiek rodzi się aktorem, tak jak rodzi się księciem. Nie gra się po to, żeby zarabiać na życie. Gra się po to, żeby kłamać, żeby siebie okłamywać, żeby można było być tym, kim nie można być, ponieważ ma się dosyć bycia tym, kim się jest” – tak w swoim słynnym monologu w sztuce “Geniusz i szaleństwo” mówił wielki brytyjski aktor Edmund Kean. Kolarskim geniuszem też trzeba się urodzić, choć tutaj, w przeciwieństwie do aktorstwa, zdecydowanie trzeba być sobą. W 100%.

Kiedy do mety czwartego etapu Tour de Pologne zostało około 51 kilometrów, ucieczka została zlikwidowana a na czele została dość szeroka grupka faworytów, zastanawiałem się, czy ostatni podjazd na Gliczarowie będzie decydujący, czy też wszystko rozstrzygnie się dopiero na ostatnich kilometrach w Bukowinie. Jednak jak mówił przed wyścigiem Dariusz Baranowski, to kolarze piszą scenariusze. I swój pomysł przedstawił wszystkim Remco Evenepoel, który po prostu odjechał wszystkim i w pięknym stylu wygrał etap, zapewniając sobie także wygraną w całym wyścigu.

Przyznaję, posypując głowę popiołem, że początkowo nie wierzyłem, że dojedzie. Za nim była mocna grupa kolarzy, którzy już wcześniej pokazali, że nie przyjechali do Polski na wycieczkę krajoznawczą. Młody Belg jednak nie oglądał się za siebie i nie czekał na innych. Napisał swój scenariusz do tego filmu, siebie obsadził w głównej roli, innym przydzielił tylko drugoplanowe kreacje i “nakręcił” go tak, jak chciał. Kino akcji (i to jakiej!) zwieńczył wzruszającą sceną, w której uniósł w górę numer Fabio Jakobsena, bohatera tragicznego tego wyścigu. Czegoś takiego nie powstydziłby się sam wspomniany na początku Kean.

Jestem przekonany, że to nie ostatnie tak efektowne zwycięstwo Evenepoela, bo choć on sam nie lubi porównań do Eddiego Merckxa, to trudno od nich uciec. Jego wielki poprzednik powiedział co prawda jakiś czas temu, że Remco musi zjeść jeszcze sporo kanapek, by stać się naprawdę wielkim, ale wygląda na to, że młody Belg je podwójne porcje, choć z cienkiego, wieloziarnistego pieczywa i bardzo szybko stanie się jedną z największych gwiazd w całym peletonie.

Na pewno jednak nie jedyną, bo ostatnie tygodnie to z pewnością czas Wouta van Aerta, który też pokazał, że przy kolarskim stole nie siedzi tylko po to, by ktoś starszy pozwolił mu potasować, ale zamierza sam rozdawać karty. Efektowne wygrane i wielka forma pokazują, że on też szybko zasłużył sobie na miano gwiazdy. A nie zapominajmy też o innym geniuszu z Beneluksu. Mathieu van der Poel może jest chwilowo w cieniu swoich sąsiadów, ale na pewno nie zostanie tam na długo.

Każdy z tej trójki ma niesamowity talent, który poparty ciężką pracą zaprowadzi ich na szczyt. Każdy z nich jest też niezwykle świadomy swojego potencjału, ale i celu, jaki jest przed nim. Słuchając wypowiedzi Evenepoela można odnieść wrażenie, że znał pytania wcześniej i przygotował sobie odpowiedzi. Nie chcę żadnego z nich nazywać geniuszem, ale na pewno talent w połączeniu z tą świadomością może ich zaprowadzić do poziomu, na który wjeżdżali tylko kolarscy geniusze.

Każdy geniusz, ma też w sobie trochę szaleństwa. Nie takiego, jak grupa EF Pro Cycling, zatrudniająca kobietę w hotelu to otwierania drzwi, żeby kolarze nie dotykali klamek. Bardziej takiego, jakie pokazał właśnie Evenepoel, decydując się na atak 50 kilometrów przed metą, jadąc sam przeciwko wszystkim. I właśnie takie coś najbardziej kochają kibice.

Obecny sezon, z wielu powodów, również należy uznać za szalony. Koronawirus, pandemia, przewrócenie kalendarza do góry nogami i walka o kontrakty. Nic tu nie jest normalne. Na szczęście, w całym tym szaleństwie, jest też miejsce na odrobinę geniuszu. Za sprawą takich ludzi, jak Remco Evenepoel.

(fot. Szymon Gruchalski / tourdepologne.pl)

Popularne

To Top