Felietony

Lincz

Pierwszy etap Tour de Pologne 2020 zakończył się dramatycznym finiszem i fatalnym wypadkiem Fabio Jakobsena. Sprawca jest znany. Dylan Groenewegen został natychmiast zlinczowany, wyrok został wydany jeszcze przed procesem. Padło sporo mocnych słów. Tylko czy nie za mocnych?

Absolutnie nie zamierzam bronić Groenewegena. Jego zachowanie było nacechowane absolutnym brakiem wyobraźni i choć jestem przekonany, że nie chciał zrobić krzywdy rywalowi, to nawet w takim momencie jak ostry finisz musiał mieć z tyłu głowy świadomość dużego ryzyka i możliwości, że stanie się coś złego. I stało się, niemal najgorsze. To co zrobił Holender było idiotyczne i niedopuszczalne. Tylko czy używanie takich słów jak bandytyzm jest na miejscu?

Jak zwykle w takich sytuacjach pojawia się mnóstwo domorosłych ekspertów, którzy błyskawicznie postanowili, że kolarz powinien nie tylko zostać zdyskwalifikowany, ale też wsadzony do więzienia. Najlepiej na długo. To można było przewidzieć. Bardziej zaskakujące, przynajmniej dla mnie, było, że ludzie od lat związani z kolarstwem zlinczowali Groenewegena.

I znów, nie chcę go bronić, uważam, że powinien dostać dożywotnią dyskwalifikację, bo jego brak wyobraźni pokazuje, że zwyczajnie głowa nie nadąża za nogami. Tylko co innego wykluczyć kogoś z profesjonalnego uprawiania sportu, a co innego wsadzić za kratki. Pomijając to, że pod kątem prawnym, przynajmniej w Polsce, nie ma takiej możliwości.

Trzeba pamiętać, że wszystko działo się podczas sportowej rywalizacji. Sprinterzy ryzykują za każdym razem. Każdym. Pędząc 70-80 km/h koło wkoło zawsze istnieje szansa upadku i pociągnięcia za sobą rywali. Walka łokciem też nie jest czymś zupełnie obcym i nieznanym. Groenewegen zdecydowanie przesadził, ale warto sobie zadać pytanie, czy nigdy wcześniej nie widzieliśmy czegoś podobnego? Pamiętacie Marka Renshawa uderzającego kaskiem rywali, przy czyszczeniu pola dla Manxmana?

Lincz, jaki dokonał się na Holendrze, jest przerażający. Nikt nie zadał sobie pytania, co on musi przeżywać? Już leżąc na asfalcie ze złamanym obojczykiem widział przecież, co się stało. Jakie są konsekwencje jego zachowania. Myślę, że wtedy nawet zgodziłby się na karę więzienia, byle tylko uratować życie Fabio.

Wiem, że każde takie zachowanie należy karać. Tutaj winny jest łatwy do wskazania. Tak jak napisałem, adekwatna do tego co zrobił będzie nawet dożywotnia dyskwalifikacja. Obaj do końca życia nie zapomną tego, co się wydarzyło w Polsce i raczej nie będą odwiedzać Katowic w każde wakacje. Tylko niech karaniem zajmie się UCI i inne odpowiednie organy. Nie Twitter czy Facebook.

Rozumiem, że widząc tak tragiczny wypadek wielu straciło głowę i w emocjach dało się ponieść. Tylko pamiętajmy o tym, że za swoje słowa też bierzemy odpowiedzialność. Bandyci napadają na ludzi z bronią, nie jeżdżą na rowerze. Nie chciałbym cytować wszystkich inwektyw, jakie padły pod adresem Groenewegena. Ktoś słusznie apelował, żeby nie udostępniać widea z wypadku, bo przecież mogą oglądać to bliscy Jakobsena. Trochę analogicznie, rodzina kolarza Jumbo-Visma też pewnie na media społecznościowe zagląda ze łzami w oczach. I może dobrze, że nie zna polskiego.

Wyścig nie zaczął się dobrze. Wcześniej martwiłem się o zarażenia koronawirusem, ale nie sądziłem, że tak dramatyczne wydarzenia odciągną myśli kibiców od pandemii. Jednym z obrazków, które najbardziej zapamiętam z tego wyścigu będzie widok zafrasowanego Czesława Langa na mecie drugiego etapu i wyraźną ulgę, kiedy kolarze spokojnie przejechali linię mety. Nie wiem, czy dyrektor Tour de Pologne w pierwszej chwili w ogóle zanotował, kto został zwycięzcą. To był moment, w którym wygrał cały wyścig. Dopiero w drugiej kolejności mistrz świata Mads Pedersen.

Duńczyk po etapie powiedział zresztą, że jeśli zaczniemy rozpamiętywać takie rzeczy, kolarstwo przestanie być takie samo. A wszyscy chyba wolelibyśmy, żeby za bardzo się nie zmieniało.

(fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne)

Popularne

To Top