Świat

Strade Bianche: Annemiek Van Vleuten i niesamowita pogoń

Annemiek Van Vleuten (Mitchelton-Scott) wygrała kobiecą edycję Strade Bianche. Aktualna mistrzyni świata po porywającej pogoni dopadła uciekającą samotnie przez niemal 30 kilometrów Mavi Garcię (ALE BTC) i potwierdziła swoją dominację.

Zmagania na “Białych Drogach” były dopiero drugim wyścigiem kobiecego World Touru w tym sezonie i dopiero czwartą imprezą dla Pań od momentu “odmrożenia” kalendarza. Wszystkie trzy wcześniejsze wygrała Annemiek Van Vleuten (Mitchelton-Scott), którą naturalnie oglądaliśmy również na starcie Strade. Holenderka zaliczana była do głównych faworytek, obok Anny van der Breggen (Boels-Dolmans), Marianne Vos (CCC-Liv) czy Katarzyny Niewiadomej (Canyon//SRAM).

Kobiety miały do pokonania 136 kilometrów na dobrze znanej trasie wokół Sieny. Spora jej część poprowadzona była po szutrowych drogach, a finisz usytuowany na słynnym Piazza del Campo w Sienie.

źr. La Flamme Rouge

Tak, jak to zazwyczaj kobiecym ściganiu, sporo działo się od samego startu, ale wszelkie akcje zaczepne paliły na panewce. Wyścig eksplodował na piątym sektorze szutru, gdzie wykrystalizowała się liczącą aż 10 zawodniczek czołówka. Sytuacja była jednak o tyle ciekawa, że wiele faworytek zostało w głównym peletonie. Choć na 50 kilometrów przed metą przewaga dziesiątki wynosiła dwie minuty, nic nie było jeszcze przesądzone.

Z grupki zaatakowała, zupełnie niespodziewanie 40 kilometrów przed metą Mavi Garcia (ALE BTC), która zdołała wypracować gigantyczny, trzyminutowy zapas nad grupą pościgową i ponad pięciu minut nad peletonem. 20 kilometrów przed metą jej sukces wydawał się niezagrożony. Przynajmniej na tamten moment.

Równocześnie, grupa pościgowa stopniała do sześciu zawodniczek: Canuel, Spratt, Paladin, Van Dijk i Thomas. Mimo wytężonej pracy, nie niwelowały one jednak różnicy w znaczący sposób. W międzyczasie realizator pogubił się w różnicach czasowych, przez co odbiór wydarzeń stał się utrudniony. Około 18 kilometrów przed finiszem do grupy pościgowej dołączyła Van Vleuten. W tamtym momencie traciły półtorej minuty.

Z Van Vleuten grupa pościgowa nie chciała współpracować, toteż Holenderka odjechała samotnie i zaczęła ścigać liderkę. Zdołała ją dopędzić 10 kilometrów przed metą. Wspólną jazdę kontynuowały aż do wyłożonego płytami podjazdu na Piazza del Campo. Tam swoją wyższość pokazała Holenderka, potwierdzając swoją dominację na światowych szosach. Druga była Garcia, zaś podium uzupełniła Leah Thomas.

Popularne

To Top