Felietony

“Ile dałbym by zapomnieć cię”

Strade Bianche

Nie, to nie będzie tekst o zespole  Jeden Osiem L ani o ich największym, albo jedynym, przeboju. Nie będzie też o złamanym sercu czy nieszczęśliwej miłości. Raczej o tym, jak szybko uda się zapomnieć o pandemii koronawirusa i w pełni cieszyć się z kolarskich emocji, które w zasadzie czekają już za progiem.

Początek sierpnia i start cyklu World Tour to jak bardzo mocno przedwczesny prezent mikołajkowy. Długie miesiące czekania na start najważniejszych wyścigów już niemal za nami i lada dzień znowu będziemy zachwycać się rywalizacją najlepszych kolarzy świata. Ba, w zasadzie już możemy emocjonować się startami w Burgos i nawet Burgas, gdzie zresztą szaleją Polacy, ale to tylko przystawki do dania głównego.

Po rozgrywanym 1 sierpnia Strade Bianche czekają nas wielkie emocje związane z pierwszą postpandemiczną etapówką, czyli Tour de Pologne. Tak się ładnie złożyło, że wielkie ściganie w zasadzie wraca w Polsce i czeka nas jeden z najmocniej obsadzonych w historii naszego narodowego touru wyścigów, z całą plejadą gwiazd i czołówką polskich kolarzy. Ktoś powie, że to tylko pięć dni, ale za to jakich!

Można sarkać, że podjazdy nie takie jak w Alpach czy Pirenejach, że bez „czasówki”, że „świątynia sprintu” źle przystrojona, ale jestem niemal pewien, że mimo tego czekają nas wielkie sportowe emocje. Choć niestety przeżywane inaczej niż zwykle.

Tym, co zastanawia mnie najbardziej jest czas, jaki będziemy wszyscy potrzebować, by w pełni skupić się na sportowej rywalizacji, nie mając z tyłu głowy czekania na pierwszy przypadek koronawirusa w peletonie, czy też sprawdzania, ilu zawodników musiało zrezygnować z powodu podejrzeń zakażenia.

Mam nadzieję, że tych zakażeń nie będzie, albo pojawią się tylko jednostkowe przypadki w trakcie całego cyklu World Tour, ale przewidzieć się tego nie da. Czy to wszystko zepsuje nam emocje? Czy uda się jakoś zepchnąć czarne myśli w kąt i cieszyć się powrotu kolarzy? Nie wiem, jak zwykle zresztą, stawiając pytania, nie mam na nie gotowej odpowiedzi.

Możliwe, że część z nas już zapomniała o obostrzeniach i panującym zagrożeniu, skupiając się na czerpaniu radości z tego, że normalność powoli wraca. Jestem jednak przekonany, że nie można mówić tutaj o większości. Informacje o kolejnych zakażeniach wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem, a kolejni wyleczeni bądź zarażeni sportowcy pojawiają się na czołówkach gazet czy portali informacyjnych.

Bardzo chciałbym, żeby jak najszybciej na pierwszy plan wysunęły się sportowe emocje, a pandemiczne wieści zostały tylko niemiłym wspomnieniem. Wiem, że nie szybko to nastąpi, ale z drugiej strony liczę na to, że emocje podczas nadchodzących wyścigów przysłonią tę gorszą stronę naszej „nowej rzeczywistości”. Absolutnie nie wspaniałej.

Jeżeli rywalizacja rozkręci się na dobre, będzie na pewno o to łatwiej. Sport to doskonała odskocznia do świata, w którym wszystko odbywa się na znanych od lat regułach. W celach bezpieczeństwa nosi się kaski, nie maseczki, a oderwanie się od grupy nie kojarzy się z dystansem społecznym tylko z próbą walki o zwycięstwo.

Chciałbym zapomnieć już o tym wszystkim. I jestem przekonany, że łatwiej będzie, słuchając okrzyków „dawaj, dawaj” na trasie Tour de Pologne, niż głosu wokalistów Jeden Osiem L.

Popularne

To Top