Świat

Pokonać pandemię – zapowiedź Strade Bianche 2020

Strade Bianche
Strade Bianche / fot. RCS Sports

San Remo, Flandria, Roubaix, Liege i Lombardia – wydaje się, że kwintet kolarskich monumentów został wiele lat temu zabetonowany i niemal każdy kto próbuje coś w tej układance zmienić może zostać uznany za heretyka. W ostatnich latach jednak nikt nie ma tak wielu powodów na to by do grona “monumentalnych” dołączyć, jak właśnie włoski klasyk rozgrywany na “białych drogach”. Do listy argumentów skłaniających ku temu, że Strade Bianche ma pełne prawo stać na równi z wyżej wymienionymi wyścigami dochodzi kolejny – w Toskanii odbędzie się pierwszy wyścig w kalendarzu World Tour po przerwie spowodowanej pandemią.

W tym ze wszech miar szalonym sezonie Strade Bianche dostarczył nam już nie lada emocji mimo tego, że jeszcze się nie odbył. Zanim na Starym Kontynencie rozszalał się koronawirus w lutym ekscytowaliśmy się możliwym startem Mathieu van der Poela na toskańskich szutrach, a Peter Sagan ogłosił, że włoski klasyk będzie jego pierwszym europejskim startem w sezonie 2020. Im bliżej było samego ścigania tym problemy (i emocje, niekoniecznie te sportowe) zaczęły się piętrzyć, a zamiast zerkać na prognozę pogody w nadziei na to, że szutry zamienią się w błoto sprawdzaliśmy jak wygląda wykres zachorowań na COVID-19 na Półwyspie Apenińskim. Finalnie 5 marca RCS Sport ogłosiło, że pierwotny termin wyścigu jest nie do utrzymania i zadecydowano o przeniesieniu rywalizacji na (jakkolwiek to brzmi w dobie pandemii) lepsze czasy. Na kilka długich miesięcy musieliśmy zaznajomić się z pojęciami takimi jak “wypłaszczenie krzywej” czy “reżim sanitarny”, ale już jutro na tapet wrócą Monte Sante Maria czy Piazza del Campo.

Tegoroczna edycja będzie czternastą, ale w tej dość krótkiej historii wyścig zdążył zyskać swoich bohaterów takich jak trzykrotny triumfator Fabian Cancellara czy Michał Kwiatkowski, który dwukrotnie jako pierwszy pokonał linię mety w Sienie i zapewne będzie chciał wyrównać wyczyn “Spartakusa”. W pamięci oczywiście zostają także obrazki walczącego ze skurczami Wouta van Aerta czy umorusanego błotem Tiesja Benoota, a kto po obejrzeniu gonitwy po toskańskich wzgórzach nie wpadł na pomysł zaplanowania tam urlopu niech pierwszy rzuci kamieniem.

Trasa Strade Bianche 2020

Na dystansie 184 kilometrów upchnięto ponad 60 kilometrów szutrowych “białych dróg” podzielonych na 11 sektorów, czyli dokładnie to co czyni Strade Bianche wyścigiem wyjątkowym. Nieasfaltowe odcinki są rozłożone na całej trasie nie dając praktycznie ani chwili wytchnienia, a jeśli dołożymy do tego fakt, że niemal bez przerwy trasa wiedzie albo w górę albo w dół to daje nam jasny obraz tego, że wcale nie trzeba maratońskiego kilometrażu rodem z Mediolan-San Remo by wyścig był wymagający.

Wydarzenia które mogą być kluczowe dla losów wyścigu powinny zacząć się nieco ponad 50 kilometrów przed metą. Sektor Monte Sante Maria ma 11,5km długości i jest jednym z najbardziej technicznych na trasie, a po kilkunastu kilometrach następuje zaledwie ośmiusetmetrowy odcinek Vico d’Arbia o średnim nachyleniu przekraczającym 7% i powinien on zostać wykorzystany do rozerwania grupy faworytów.

Kolejną sekwencją która powinna mieć wpływ na sytuację na trasie jest kombinacja ostatnich dwóch sektorów szutru. Colle Pinzuto ma niecałe 2,5km długości, a droga miejscami wznosi się o 15%. Jeśli tam nie uda się zaatakować to kolejna okazja pojawi się już kilka kilometrów później, bo na sektorze La Tolfe nachylenie skacze nawet do 18%. Ze szczytu do mety zostanie już zaledwie 12 kilometrów i by zameldować się na Piazza del Campo do podjechania zostanie Via Santa Caterina, a kto pierwszy wyjedzie z ostatniego zakrętu będzie miał największe szanse na to, by na prawdopodobnie pustym placu cieszyć się ze zwycięstwa.

Faworyci Strade Bianche 2020

W zasadzie można byłoby wrzucić do szklanej misy nazwiska wszystkich startujących i losowo wybrać dziesięć nazwisk do wymienienia zawodników mogących zawalczyć o zwycięstwo w pierwszym wyścigu rangi WorldTour po przerwie spowodowanej pandemią. Można także spróbować ze szklanej kuli wywróżyć kto może być w czołówce, bo wielu zawodników ostatni raz ścigało się jeszcze wtedy, gdy w sporej części Europy leżał śnieg. Darujmy sobie jednak wróżby i zerknijmy na listę startową.

Mając na uwadze kilka pierwszych dni wyścigowych można założyć, że w wysokiej formie będą zawodnicy Deceuninck-Quick Step oraz Bora-hansgrohe. W tym ekipach na pierwszy plan wysuwają się zdecydowanie dwa nazwiska – Julian Alaphilippe oraz Peter Sagan. Francuz w ubiegłym roku w samej końcówce rywalizacji wyprzedził Jakoba Fuglsanga (Astana), a widząc jak jadą jego koledzy w Vuelta a Burgos można zakładać, że i bohater Tour de France 2019 będzie w świetnej dyspozycji. Trzykrotny mistrz świata mimo ośmiu startów w Strade Bianche wciąż nie ma na koncie sukcesu, a najbliżej zwycięstwa był w 2014 roku, kiedy to w pamiętnej dla polskich kibiców edycji musiał uznać wyższość Michała Kwiatkowskiego.

Polak także nie jest bez szans w sobotniej rywalizacji. Mimo iż dwukrotny triumfator Strade Bianche nie otrzymał “jedynki” w ekipie Ineos to wydaje się dość oczywiste, że to on będzie liderem brytyjskiej grupy, a walka będzie się toczyć nie tylko o wygraną, ale także o zapisanie się na kartach historii i dołączenie do Fabiana Cancellary, który jako jedyny dotychczas zdołał zwyciężyć trzykrotnie w Sienie.

Naturalnie sporo uwagi będzie przyciągać rywalizacja dwóch znakomitych przełajowców, czyli Mathieu van der Poela (Alpecin-Fenix) i Wouta Van Aerta (Jumbo-Visma). Belg w debiucie przed rokiem zajął fantastyczne trzecie miejsce i będzie trzeba na niego uważać także i w sobotę, a że Holender zaskakuje praktycznie w każdym terenie to można również zakładać, że na “białych drogach” będzie liczył się w walce o czołowe lokaty.

Poza trzymaniem kciuków za Michała Kwiatkowskiego polscy kibice zapewne uważnie będą spoglądać na jazdę kolarzy CCC Team, a tam oczywistym liderem na włoski klasyk będzie Greg van Avermaet. Belg był już dwukrotnie blisko sukcesu – w 2015 i 2017 roku, kiedy to przegrał odpowiednio z Zdenkiem Stybarem (na sympatycznego Czecha również będzie trzeba uważać) i z Michałem Kwiatkowskim. Groźny oczywiście będzie również Philippe Gilbert (Lotto-Soudal), który poznał już smak zwycięstwa w Sienie – triumfował w Strade Bianche w 2011 roku. Jeśli już o Belgach mowa to oczywiście do grona faworytów należy także zwycięzca z 2018 roku – Tiesj Benoot (Sunweb).

Padło już 10 nazwisk, a wśród nich ani jednego Włocha. Nie oznacza to jednak, że kibice z Italii nie mają na kogo liczyć, bo na starcie stanie Vincenzo Nibali (Trek-Segafredo). “Rekin z Mesyny” co prawda nie ma na koncie żadnego oszałamiającego wyniku w tym wyścigu (dwukrotnie 15. miejsce), ale na pewno jest to zawodnik, który zawsze może znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Innym kolarzem z Włoch mogącym namieszać w czołówce jest Alberto Bettiol (EF Pro), choć wydaje się, że patrząc całościowo na skład amerykańskiej ekipy ważniejszym zawodnikiem będzie Michael Woods. Mając w pamięci występki Gianniego Moscona (Ineos) trudno mu kibicować, ale przyznać trzeba, że również i jego obecność wśród grupy faworytów w końcówce nie powinna dziwić.

Z nazwisk mniej oczywistych należałoby wymienić m. in. Maximiliana Schachmanna (Bora-hansgrohe), Boba Jungelsa (Deceuninck-Quick Step), Alexeya Lutsenkę (Astana), Dylana Teunsa, Mateja Mohorica (Bahrain-McLaren), Simona Clarke’a (EF Pro), Michaela Valgrena (NTT), Tadeja Pogacara oraz Rui Costę (UAE Team Emirates).

Popularne

To Top