Felietony

Medialny falstart – podsumowanie Wyścigu Dookoła Mazowsza 2020

Nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że to polski wyścig otwiera sezon kolarski. Ze względu na obowiązujący klimat, prawdopodobnie nigdy się tego nie doczekamy. W tym roku jednak mieliśmy świetną szansę, aby pokazać się z dobrej strony całej Europie. No cóż, 63. edycja Dookoła Mazowsza tej szansy nie wykorzystała.

Równe cztery miesięcy przerwy od ścigania – ostatnia tak długa przerwa miała miejsce prawdopodobnie w pierwszej połowie ubiegłego wieku. Pierwotnie sezon wznowić miały zmagania w Rumunii, później okazało się, że to Portugalia rozpocznie ściganie, ale za kilka dni, organizacja pierwszego wyścigu po pandemii spadła na Turcję. Na początku lipca okazało się ostatecznie, że to 63. edycja Dookoła Mazowsza będzie pierwszym, postpandemicznym wyścigiem kolarskim.

Niestety, tegoroczna odsłona nie różniła się od innych – organizator nie poczynił widocznych kroków w kierunku tego, aby zainteresowanie wyścigiem było większe. Słaba promocja w mediach, brak transmisji na żywo, brak relacji tekstowych na portalach społecznościowych. Pierwszy wyścig kolarski po pandemii odbywał się pod Warszawą, a żadna z ekip, ani organizator nie była w stanie zadbać o to, żeby co 10 minut wrzucić aktualizację sytuacji na trasie? O zwycięzcy 4. etapu dowiedzieliśmy się jakieś 30 min po wjeździe na metę. W dzisiejszych czasach to lekki absurd.

Twitter to platforma, na której śledzić można wyścigi kolarskie, które nie mają transmisji telewizyjnej. Standardem jest, że zarówno organizator jak i osoby odpowiedzialne w teamach za social media, prowadzą relację tekstową, tak jest w całej Europie. Tego zabrakło. Wystarczy wspomnieć, że najbardziej rzetelne informacje przesyłała izraelska ekipa Israel Cycling Academy.

Nie jest tajemnicą, że transmisja telewizyjna to wydatek, na którą większość organizatorów nie stać. W tym roku jednak była wyjątkowa okazja, aby za taką relację pobrać opłaty. Nie przekonamy się, ile osób kupiłoby za przykładowo 10zł dostęp do transmisji, ale wiele wskazuje na to, że wiele. Zainteresowanie zagranicznych kibiców było spore. Lepszej okazji, żeby się przekonać nie będzie.

Wyszło bardzo średnio. Kogo to wina? Każdego po trochu, każdy umyje od tego ręce. Organizator “nie dał rady”, drużyny “nie były przygotowane”, a media “nie miały możliwości”. Warto jednak mieć świadomość, że w ten sposób będziemy stać w miejscu, a kto stoi w miejscu – ten się cofa.

(fot. Aleksandra Andrzejewska / Mazovia Team)

To Top