Felietony

Edycja zastępcza czy szczególna?

Tour de Pologne

Tour de Pologne coraz bliżej i coraz mniej pozostaje niewiadomych związanych z wyścigiem. Znamy już termin, trasę, niemal komplet obostrzeń i pierwsze nazwiska, które pojawią się na trasie. Wciąż jednak nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jaki to będzie wyścig.

Deklaracja doświadczonego Bena Hermansa, który zapowiedział, że nie zamierza wystartować w Tour de France, określając imprezę jako “edycję zastępczą”, wywołała spore poruszenie. Takie wątpliwości będą pojawiać się zresztą nie tylko przy okazji Wielkiej Pętli, ale niemal przy każdym dużym wyścigu, który w tym roku uda się rozegrać. Czy tak samo będzie z naszym narodowym Tourem?

Czesław Lang i jego ekipa zostali zmuszeni do skrócenia imprezy do pięciu etapów i rezygnacji z niektórych miast, przede wszystkim z długo wyczekiwanej przez kibiców Warszawy. Zamiast tego postawili na sprawdzonych partnerów, wydłużając przy okazji kilka etapów do prawie 200 kilometrów, co powinno też uatrakcyjnić sam wyścig.

Z powodu pandemii wyścig został niemal całkowicie pozbawiony oprawy, która towarzyszyła mu od wielu lat i była bardzo ważną częścią imprezy, dla niektórych nawet najważniejszą. Koniec z miasteczkami kibiców, bliskością kolarzy i wesołymi scenami na starcie i mecie każdego z etapów. Nie do końca też wiadomo, jak całość będzie wyglądać od strony medialnej, na pewno obecność i aktywność dziennikarzy zostanie ograniczona do minimum.

Tego wszystkiego zabraknie, ale jak zapewniają organizatorzy, no i co widać po wstępnej liście startowej, na pewno nie będzie brakowało sportowych emocji. Do Polski przyjedzie wielu niezwykle mocnych kolarzy, paradoksalnie może się okazać, że będzie to jedna z najmocniej obsadzonych edycji w historii. Z racji tego, że Tour de Pologne będzie pierwszą “etapówką” w kalendarzu UCI World Tour, forma zawodników będzie zagadką, co może przynieść niespodzianki i wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Od strony sportowej, jeżeli oczywiście nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, czeka nas najpewniej bardzo ciekawe widowisko.

Na pewno nie będzie to edycja taka jak wszystkie, ale czy zastępcza? Tak daleko bym nie szedł. Rozumiem rozczarowanie wszystkich, którzy chcieliby pełnego powrotu do normalności i podrygiwaniu na mecie w rytm puszczanej z głośników muzyki, ale to na razie niemożliwe i dobrze, że organizatorzy Tour de Pologne nie szukali dróg na skróty, mydląc oczy zmniejszeniem stref czy zachowywaniem dystansu albo zakładaniem maseczek w miasteczkach na starcie czy mecie. Czasem trzeba podejmować odpowiedzialne decyzje i nie chować się za półśrodkami. W moim odczuciu tak było tutaj.

Zwyciężył sport, bo tak trzeba to nazwać. Wyścig się odbędzie, zawodnicy przyjadą zmotywowani i głodni ścigania, na trasie pojawią się gwiazdy, rywalizacja będzie jak zawsze, bez jeżdżenia gdzieś w domu przed telewizorem i sztucznych emocji. Co prawda będzie to “zbite” w pięciu etapach, ale cały sezon jest skondensowany i trzeba się z tym pogodzić. Może za rok uda się już normalnie przeprowadzić taką imprezę, a wtedy na pewno wróci cała otoczka. I wszyscy będą zadowoleni.

“Przepadam za tym, kiedy siedzisz przy mnie, patrzę na twe obojczyki tak mi sierpień minie”. Tak nawijał w kawałku “Wiatr” Taco Hemingway. Ja mam nadzieję, że kibicom kolarstwa w Polsce sierpień, a przynajmniej jego początek, minie nie tylko na oglądaniu obojczyków naszych ukochanych, ale też śledzeniu wyścigu, na który tak długo przyszło czekać. A potem kolejnych, bo przecież sezon ruszy, miejmy nadzieję na dobre i dobrego ścigania będzie więcej niż kryminałów Remigiusza Mroza.

Popularne

To Top