Świat

Nieustanne problemy. Dlaczego Fabio Aru popadł w przeciętność?

Fabio Aru
Fabio Aru / fot. Bettini photo

Kto niemal dokładnie trzy lata temu wygrał etap Tour de France? Chwila na zastanowienie… Fabio Aru. Włoch był w tamtym wyścigu jedynym kolarzem, który na poważnie rzucił wyzwanie Chrisowi Froome’owi. W niedzielę Aru miał też jeszcze jedną rocznicę. Swojego ostatniego zwycięstwa.

Jako 25-latek miał na swoim koncie wygraną w Vuelta a Espana oraz dwa miejsca na podium klasyfikacji generalnej Giro d’Italia. W każdym z tych wyścigów dołożył zwycięstwa etapowe. Nic więc dziwnego, że Włosi ochrzcili go mianem następcy Vincenzo Nibaliego. Obaj jeździli w Astanie, a młody Aru zapowiadał się na równie znakomitego specjalistę od wielkich tourów. W 2016 roku wpadł w lekki dołek, ale później znowu zaliczał się do najlepszych. W koszulce mistrza Włoch zanotował bardzo udany Tour de France.

To był ten wyścig, podczas którego Chris Froome nie jechał zbyt aktywnie, mając w planach start w Vuelta a Espana. Na każdym etapie towarzyszyła mu armia pomocników, w skład której wchodzili m.in. Geraint Thomas, Mikel Landa i Michał Kwiatkowski. Tak silnemu Teamowi Sky tylko Fabio Aru rzucił wyzwanie.

To właśnie Aru zaatakował w końcówce wspinaczki na La Planche des Belles Filles. Z charakterystycznym wyrazem twarzy uciekł rywalom i wygrał etap, przyjeżdżając na metę 20 sekund przed Froomem. Brytyjczyk został co prawda nowym liderem wyścigu, ale Aru był blisko – 14 sekund za obrońcą tytułu.

To właśnie Aru zaatakował na 9. etapie, gdy jadący tuż przed nim Froome… podniósł rękę, aby zasygnalizować problem z rowerem. Chwilę później Włoch wraz z innymi zaczekał i lider nie musiał odrabiać strat, ale kiedy kilka chwil później obaj jechali obok siebie, Froome szturchnął kolarza Astany. Później tłumaczył, że to było przypadkowe zachwianie, a nie próba reprymendy. Aru za to zapewniał, że atakując, nie zauważył, iż Froome podnosi rękę.

I to właśnie Aru cztery dni później przejął żółtą koszulkę. Podczas decydującej wspinaczki do Peyragudes. Co prawda Romain Bardet zdołał go wyprzedzić, ale na tle Włocha Froome wyglądał jakby pedałował w miejscu. Aru stracił żółty trykot po dwóch dniach, gdy został z tyłu peletonu, który podzielił się na ostatnich metrach. Jedna z teorii mówiła, że plan Aleksandra Winokurowa zakładał, aby Aru stracił akurat tyle, aby Team Sky przejął na siebie koszulkę, a zarazem ciężar pracy na decydujących etapach. Strata okazała się jednak większa (24 sekundy) niż Winokurow rzekomo zakładał. Cały wyścig Aru ukończył wtedy na piątym miejscu. Kto się wtedy spodziewał, że będzie to jego ostatnie miejsce w TOP 10 wielkiego touru?

Problem nr 1: Zmiana teamu

Prawdopodobnie pomoże nam osiągnąć przełomowe rezultaty – mówił w połowie października 2017 roku menadżer UAE Team Emirates Carlo Saronni, radośnie ogłaszając pozyskanie Aru. Jego team wyrastał wtedy na poważnego gracza w peletonie, bo ściągnął także Dana Martina (również miał za sobą udany Tour) i Aleksandra Kristoffa. To jednak Aru miał być największą gwiazdą.

Transfer Włocha był dużym wydarzeniem. Mówiło się o nim już od kilku miesięcy, ale umowa została sfinalizowana dopiero jesienią. Aru zmieniał zespół pierwszy raz w profesjonalnej karierze. Wcześniej spędził sześć sezonów w Astanie. Zmiana zespołu zawsze wiąże się z pewnym ryzkiem – nowi dyrektorzy sportowi, nowi koledzy z grupy, czasami zmiany w kalendarzu startów. Aru w swoim pierwszym sezonie po zmianie barw miał skupić się na Giro d’Italia. Przygotowania wyglądały jednak inaczej niż w poprzednich latach, gdy także celował w swój narodowy wyścig, a później w Vueltę. W 2014 roku przed startem rywalizacji o maglia rosa miał za sobą 13 dni startowych, a w 2015 – 15. W obu przypadkach kończył Giro na podium. Tymczasem w 2018 roku zdecydował się wystąpić w Abu Dhabi Tour, Tirreno – Adriatico, Volta Ciclista a Catalunya i Tour of The Alps – łącznie dało to 23 dni startowe. Oczywiście trudno wyrokować, że większe natężenie startów było błędem. Już wtedy jednak było widać, że Aru nie jest w najlepszej dyspozycji. Giro tylko to potwierdziło.

W ojczyźnie Aru prezentował się solidnie, ale bez błysku. Tymczasem wyścig był bardzo ofensywny. Najpierw szalał Simon Yates. Brytyjczyk na 15. etapie zaskoczył wielu komentatorów, gdy zaatakował, aby powiększyć swoją i tak okazałą przewagę przed jazdą indywidualną na czas. Wtedy Aru nie było już nawet w głównej grupie. Został zgubiony na ponad 30 kilometrów przed końcem etapu. Gdy podczas transmisji telewizyjnej pokazano, jak na lekkiej kadencji pedałuje w kierunku szczytu Passo Sant Antonio, Aru tylko machnął ręką na kamerzystę, aby zajął się kimś innym.

Było bardzo ciężko fizycznie i psychicznie. Dziękuję kolegom, że cały dzień byli obok mnie. Obecnie jestem bezsilny, nie potrafię utrzymać koła, ale nie mam zamiaru się wycofywać. Postaram się wykorzystać dzień przerwy jak najlepiej – mówił po zakończeniu etapu Aru, który stracił tamtego dnia ponad 19 minut i spadł na 22. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Dzień przerwy rzeczywiście wpłynął na niego dobrze i w czasówce Aru początkowo był szósty z czasem niewiele gorszym od Froome’a. Sędziowie uznali jednak, że Włoch jechał za motorem policyjnym i ukarali go dodatkowymi 20 sekundami. Trzy dni później Aru wycofał się z wyścigu, zjeżdżając do samochodu podczas pierwszej premii górskiej. Mógł tylko się przyglądać, jak Froome dokonuje niemożliwego. Kilka miesięcy później ukończył Vueltę dopiero w trzeciej dziesiątce.

Problem nr 2: Kłopoty zdrowotne

Rok później Aru nie pojawił się na Giro. Sezon zaczął od rozczarowujących występów w Volta ao Algarve i Paryż-Nicea. W marcu okazało się, że przyczyną jego słabszych występów może być zwężenie tętnicy biodrowej w lewej nodze, które uniemożliwiało odpowiedni dopływ krwi podczas intensywnego wysiłku. Dlatego w decydujących momentach Aru brakowało mocy.

– Nie byłem sobą. Pomimo ogromnego wysiłku, nie byłem w stanie osiągnąć mojego normalnego poziomu. 10 miejsce było jak zwycięstwo, ale przecież ja nie jeżdżą po to, aby być 10 – mówił Włoch.  

Operacja miała sprawić, że Aru wróci do dawnej formy. Problem okazał się jednak bardziej złożony. Pierwszym poważnym sprawdzianem był Tour de France, w którym Włoch był czternasty. Zapewniał, że taki wynik to nie powód do wstydu, zwłaszcza wobec ostatnich problemów. Zadeklarował również, że chce wrócić na dawny poziom. Na razie jednak się to nie udało. Po Tour de France w sezonie 2019 Aru wystartował tylko w Vuelcie. Wycofał się po 12. etapie, gdy był dopiero 54. w klasyfikacji generalnej. Później lekarze stwierdzili, że powodem jego słabej dyspozycji była infekcja wirusowa. Swój drugi sezon w Team Emirates Aru praktycznie w całości stracił przez kontuzje.

Problem nr 3: Pogacar

Podczas tamtej Vuelty wydarzyło się jednak coś jeszcze. Na 9. etapie doCortals d’Encamp Włoch stracił ponad pół godziny do zwycięzcy, którym okazał się Tadej Pogacar.

Aru miał doświadczenie z młodszymi kolegami, którzy w trakcie Vuelty zaznaczają swoją obecność. W 2017 roku przerabiał to samo z Miguelem Angelem Lopezem. Gdy Kolumbijczyk odnosił swoje pierwsze etapowe zwycięstwa na wielkim tourze, Aru – któremu Lopez miał pomagać – notował straty, które przyczyniły się do tego, że ostatecznie wypadł z pierwszej dziesiątki.

Pogacar nadspodziewanie szybko wyrósł na lidera UAE Team Emirates, a podczas Vuelty zachwycał wraz ze swoim rodakiem Primozem Rogliciem. W niedawnych mistrzostwach Słowenii potwierdził świetną dyspozycję i dziś to on, a nie Aru jest największą gwiazdą zespołu. Włoch ma pojechać na Tour de France, ale liderem będzie tam Pogacar. Władze teamu otwarcie mówią, przyszłość kolarstwa może należeć właśnie do Słoweńca. W Vuelcie Pogacara zabraknie, ale i tak nie ma pewności, że w teamowej hierarchii Aru będzie wyżej niż David de la Cruz albo Davide Formolo.

Tymczasem 30-letniemu już Włochowi kończy się kontrakt. Trzy lata temu zmieniał grupę jako gwiazda. Dziś trudno spodziewać się, aby ktoś powierzył mu miano lidera zespołu. Dlatego przed Aru być może najważniejsze miesiące w karierze. Albo pokaże, że może jeszcze rywalizować z najlepszymi, albo zostanie skazany na przeciętność.

– Gdy będziemy znowu rywalizować, chcę pokazać, ile jestem warty. Nie mam konkretnego celu. Chcę wrócić do rywalizacji z najmocniejszymi, dać emocje moim fanom i – może – wrócić do wygrywania – zapowiedział w maju w rozmowie ze Sky Sport. Szkoda byłoby nie zobaczyć znowu charakterystycznego grymasu na twarzy Włocha, gdy walczy o najwyższe cele.

Popularne

To Top