Polska

Paweł Bernas: “Zaczęło się tak, jak sobie wymarzyłem”

Paweł Bernas

Powrót do rywalizacji zbliża się wielkimi krokami. Drużyny ogłaszają swoje nowe plany startowe, zatem można mieć nadzieję, że wszystko niebawem wreszcie “ruszy”. W tym przedziwnym czasie rozmawialiśmy z jednym z liderów nowej polskiej drużyny Mazowsze Serce Polski – Pawłem Bernasem.

Na wstępnie chciałbym bardzo Ci pogratulować świetniej jazdy na początku tego przerwanego sezonu. Czy czułeś jakąś dodatkową motywację przed tymi startami, chciałeś udowodnić że “Paweł Bernas nadal jest w grze”?

Tak, na pewno, chciałem wejść z przytupem w nowy sezon i udało się. Wygrałem pierwszy wyścig, potem zaliczyłem miejsce na podium. Do tego doszła super jazda całej drużyny i same pozytywne emocje od samego początku tego projektu. Od pierwszych startów, myślę, że tak jak sobie wymarzyłem tak się zaczęło i cała drużyna też może się pod tym podpisać.

Czy mógłbyś nam opowiedzieć parę słów jak wyglądał u Ciebie okres izolacji? Jak wyglądały Twoje treningi, jaka była ich intensywność? Jakie myśli towarzyszyły Ci w tym czasie? Czy był to bardziej odpoczynek, czy jednak solidny okres przygotowawczy?

Wróciłem ósmego marca, rozpoczęła się operacja z izolowaniem społecznym, od razu pojawiły się informacje, że ten sezon będzie zatrzymany przynajmniej do maja, później do czerwca, co za tym idzie marzec zrobiłem sobie luźny, aczkolwiek cały czas jeździłem na rowerze tylko bez jakiegoś konkretnego planu treningowego. Później stwierdziłem, że muszę wrócić do normalnych obciążeń bo nie jest to normalna sytuacja że o tej porze roku odpoczywam. Zacząłem solidniej trenować, nie było z tym żadnego problemu, gdy zdjęto obostrzenia dotyczące jazdy w grupie zacząłem jeździć z Wojtkiem Halejakiem i Czarkiem Benedettim, ale nawet przy treningach solo nie miałem żadnych problemów z motywacją. Korzystałem również z czasu spędzanego w domu, który też nie jest dla mnie codziennością. Mogłem wspierać małżonkę w codziennych obowiązkach.

Co podczas treningów w izolacji było dla Ciebie najtrudniejsze? A co wręcz było miłym udogodnieniem?

Szczerze nie miałem problemów ze znalezieniem motywacji, na pewno problemem mogły być odwołane loty, wiedząc, że sezon jest na horyzoncie, ale obyło się bez sportowej depresji. Co było plusem? Na to odpowiedzieliśmy w pytaniu wyżej – czas spędzany w domu.

Paweł Bernas
Paweł Bernas, fot. Grzegorz Trzpil / Mazowsze Serce Polski

Były jakieś problemy z utrzymaniem rygoru żywieniowego? Rafał Majka wspominał ostatnio, że przytył zaledwie 1,5 kg. Jak to wyglądało u Ciebie?

Ja nie przytyłem, w sumie nawet trochę schudłem, natomiast u mnie waga to odrobinę inny temat niż u Rafała, który jest specjalistą od wielkich Tourów i musi trzymać tę wagę mocno w ryzach, gdyż nawet najmniejsze jej wahania są odczuwalne, u mnie jeden kilogram nie decyduje aż tak bardzo o wynikach jak w jego przypadku, niemniej jednak miałem na uwadze to, żeby się nie roztyć i intensywniejsze treningi od kwietnia pomogły mi to wszystko kontrolować.

Jak wyglądała reakcja zespołu w momencie, gdy wszyscy dowiedzieli się, że sezon jest zawieszony do odwołania?

Nie obyło się bez rozczarowania, ale generalnie jako grupa cały czas się wspieraliśmy. Nasze szefostwo również nie próżnowało w tym czasie: mieliśmy wyścig na torze w Modlinie, większość samochodów naszej floty jest już przygotowane do działania, mieliśmy naszykowane nowe koła, nowy sprzęt, także mimo tej przerwy, grupa cały czas funkcjonowała, zawodnicy też przyjechali zmotywowani i w dobrej formie i myślę, że generalnie dobrze to wszystko znieśliśmy i nawet udało się poczynić jakiś progres.

Kiedy pomyślałeś sobie, że być może z tego sezonu da się jeszcze coś uratować? Nie oszukujmy się – w kwietniu wielu ludzi mówiło, że dokończenie w jakimkolwiek stopniu sezonu graniczy wręcz z cudem.

Szczerze? Nie dopuszczałem do siebie takiej myśli. Było to potrzebne, aby zachować motywację do działania. Może chwile zwątpienia się pojawiały, aczkolwiek tak jak mówię, z tyłu głowy cały czas miałem myśli aby się do tej drugiej części sezonu przygotować, gdyż będzie to krótki czas ale bardzo intensywny, już bez czasu na przerwę i odpoczynek.

Pewnie znasz już większy zarys Twojego kalendarza, na jakich wyścigach będzie można Cię zobaczyć? I który wyścig jest celem numer jeden? Pewnie myślisz również realnie o Tour de Pologne?

No tak, z tego co czytałem jestem pewniakiem w kadrze na Tour de Pologne (śmiech). Aczkolwiek już nie takie pewne rzeczy nie dochodziły czasami do skutku, więc staram się nie myśleć w kategoriach, że na pewno tam pojadę, choć jest to cel na tą pierwszą część sezonu. Przed Tour de Pologne mam w planie Wyścig Dookoła Mazowsza i Sibiu Cycling Tour, natomiast jeśli nie znajdę się w kadrze na wyścig Czesława Langa to w tym czasie jest Tour of Szekerland, później Tour Bitwa Warszawska 1920, czyli wyścig bardzo ważny dla naszej drużyny, bo organizowany przez naszego prezesa Dariusza Banaszka. Gdybym pojechał Tour de Pologne, to byłbym spokojny o swoją formę na imprezę na Mazowszu.

W zeszłym roku miałeś okazję zadebiutować w Wielkim Tourze. Start w którym wyścigu jest Twoim największym marzeniem?

Nie wiem, nie mam takiego wyścigu, wiadomo Tour de France jest owiane taką magią, natomiast moim największym kolarskim marzeniem jest stale jeździć przynajmniej w drużynie drugiej dywizji, która ma prawo startu w tych największych wyścigach z kalendarza, a wtedy mógłbym na bieżąco podchodzić do tego w których wyścigach chciałbym startować.

Czy jako drużyna spoglądacie w kierunku licencji Pro Teams? Znacie jakieś bardziej długofalowe plany rozwoju?

Na pewno prezes ma taki plan, żeby w przyszłości ścigać się na poziomie Pro Continental z główną drużyną, chcielibyśmy również stworzyć na Mazowszu całe kompleksowe zaplecze dla szkolenia młodych adeptów kolarstwa. Nie mówię że wszystko będzie sygnowane jako nasz team, natomiast ma to być projekt zakładający współpracę między klubami, klubikami od najmniejszych organizacji, aby ta drabinka dojścia do zawodowej drużyny była jak najbardziej ułatwiona. Kiedy to się stanie, czy będzie to za rok, za dwa czy za trzy – trudno powiedzieć. Wiadomo, każdy chciałby aby to się stało jak najszybciej, jednak trzeba wszystko robić z głową. O szczegóły trzeba pytać naszego prezesa. Ja mogę tylko trzymać kciuki aby to się udało, gdyż od samego początku wszystko bardzo dobrze wygląda.

Paweł Bernas i Dariusz Banaszek, fot. Grzegorz Trzpil / Mazowsze Serce Polski

Kojarzę kilku piłkarzy, którzy mówią, że nie lubią oglądać piłki nożnej w telewizji, jak jest u Ciebie, w trakcie pandemii można było zobaczyć wiele archiwalnych wyścigów, czy lubisz oglądać kolarstwo w telewizji?

Tak, lubię, brakuje mi go do popołudniowej kawki, podczas odpoczynku, bardzo sobie to cenię. Aczkolwiek nie traktuję tego jako priorytet, gdy mam w domu jakieś inne rzeczy to zrobienia, to jednak skupiam się na tym, żeby nie zaniedbywać obowiązków domowych kosztem transmisji, gdyż będąc zawodowym kolarzem moje życie prywatne już bardzo się koło tego sportu kręci. Nie będę stawiał oglądania kolarstwa ponad moje obowiązki domowe, natomiast, gdy tylko mam czas to na pewno chętniej włączę kolarstwo niż jakiś inny program w telewizji. 

Obecna sytuacja gospodarcza, mocno obnażyła problemy związane z funkcjonowaniem grup kolarskich, co Twoim zdaniem warto byłoby zmienić w obecnym modelu biznesowym funkcjonującym w naszym ukochanym sporcie?

Bardzo dużo można zmienić, chociaż obecna sytuacja obnażyła problemy nie tylko kolarstwa, ale wielu dziedzin życia, bardzo dużo mówiło się o tym, aby drużyny miały również prawa do wpływów z transmisji, gdyż teraz widzimy jak wielki okazał się to problem gdy tych transmisji po prostu nie ma i pojawiły się ogromne dziury. Natomiast moim zdaniem największym problemem kolarstwa jest przywiązanie do konkretnego sponsora, drużyna jest przywiązana do sponsora, a nie sponsor jest dokładany do drużyny, która już istnieje.

W piłce nożnej to jest super, że kluby istnieją, sponsorzy się zmieniają, ale z klubem można się utożsamiać na poziomie regionalnym, czy gdzieś tam stricte sportowym, w kolarstwie niestety tego nie ma, tutaj może być jedna drużyna prowadzona przez jednego menadżera od 20 lat, zmieniać kilkukrotnie nazwę i kibice niekoniecznie muszą kojarzyć, że przykładowo dawne Banesto z lat dziewięćdziesiątych aktualnie jest Movistarem. Myślę, że gdyby drużyny osadzić w jakiś miastach, czy regionach, tak jak przykładowo nasza i sponsorów dobierać do tej drużyny, to na przestrzeni lat, takie projekty zyskały by dużo silniejszą pozycję i dużo łatwiej byłoby walczyć o ratowanie w kryzysowych sytuacjach, gdy mieliby za sobą fanów stricte z okolicy, taka tożsamość regionalna bardzo pomogłaby w trudnych momentach.

Pytanie Trek czy Giant byłoby zupełnie bez sensu, wszyscy rozumiemy jak wyglądają zobowiązania wobec sponsorów. Zapytamy inaczej, jak wygląda proces adaptacji zawodnika do nowego sprzętu? Co sprawia zazwyczaj najwięcej trudności?

Teoretycznie mi najwięcej trudności sprawia pytanie o to jaki rozmiar ramy potrzebuję. Ciężko jest przełożyć swoje wymiary, bazując tylko na rozpisce geometrii ze strony producenta. Generalnie kluczem do tego sukcesu jest pozycja, aby dobrze ją odwzorować z jednego roweru na drugi. Ale również każdy rower ma jakieś swoje właściwości i inaczej się prowadzi Giant, inaczej Trek, a jeszcze inaczej Merdia, choć to niuanse. To nie Formuła 1, gdzie między jednym, a drugim bolidem mamy przepaść. Dużo większe znaczenie ma to zdecydowanie przy jeździe indywidualnej na czas niż podczas wyścigów ze startu wspólnego. Kluczem do sukcesu dla mnie będzie zawsze pozycja i wjeżdzenie się w ten rower. Ale nie pamiętam, żebym miał jakieś większe problemy ze zmianą sprzętu.

Na koniec pytanie od lokalnych kibiców. Gdzie najbardziej lubisz jeździć na śląsku? Ulubiona pętla, ulubione miejsca i podjazdy?

Z moich rodzinnych Gliwic najbardziej lubię wyjeżdżać w kierunku Góry Świętej Anny. Najciekawszy teren znajduje się mniej więcej od Ujazdu do samego wzgórza, ostatnimi czasy zaczynam też odkrywać więcej terenów między Kędzierzynem, a Raciborzem, tam też jest dużo fajnych ścieżek i mały ruch, na pewno jest to też ciekawy kierunek. Generalnie na Śląsku polecam zwiedzać Beskidy, szczególnie okolice Istebnej, czy Koniakowej. Tam jest naprawdę masa wąskich bocznych dróżek osiedlowych w wydaniu górskim, można spędzić miło czas na treningu przy małym ruchu i dużym spokoju na drodze. Polecam również okolice Żywca, Bielska. Mamy gdzie jeździć, teren jest naprawdę zróżnicowany.

To już wszystko na dziś, dziękujemy bardzo za rozmowę, nam pozostaje trzymać kciuki za Pawła i wszystkich naszych kolarzy w zbliżającym się zrestartowanym sezonie. Będzie krótko, ale intensywnie.

To Top