Felietony

Polowanie

Jazda rowerem po drogach publicznych kojarzy się w ostatnim czasie jednoznacznie – ze strachem. Wypadek Rity Malinkiewicz, a także zdarzenia takie, jak to, do którego w sobotę doszło na Podhalu sprawiają, że ma się wrażenie, iż rowerzyści nie są pełnoprawnymi uczestnikami ruchu. A przynajmniej – nie są tak traktowani przez kierowców.

Los sprawił, że mieszkam w pobliżu bardzo ruchliwej drogi wojewódzkiej łączącej Nowy Targ i Nowy Sącz. Ostatni długi weekend, niezła pogoda i długo wyczekiwane upały sprawiły, że przemieszczało się nią bardzo wielu rowerzystów, chcących dostać się do Szczawnicy lub nad Jezioro Czorsztyńskie. Dokonanie tej sztuki w jednym kawałku nie było jednak zadaniem łatwym. Powód? Oczywisty – kierowcy.

Wyprzedzanie na zakrętach, spychanie z jezdni, szarże “na trzeciego”, opryskiwanie kolarzy płynem do spryskiwaczy… rowerzyści przypominali zwierzynę łowną, nieustannie atakowaną przez kierowców jak przez gończe psy. Amatorom dwóch kółek (a raczej – śmiałkom, którzy podjęli się wyzwania) pozostawało w duchu modlić się, by żaden z samochodów prowadzonych przez ludzi, którzy prawo jazdy znaleźli w paczce chipsów podczas szaleńczych manewrów nie zahaczył o ich rower.

No cóż, pomyślicie pewnie – Boże Ciało, długi weekend, znana miejscowość turystyczna… duży ruch, to i wariatów za kierownicą więcej. Na bocznych drogach na pewno jest względnie bezpiecznie, a na pewno – o wiele spokojniej. No cóż – nie jest. Rowerzyści w dzisiejszych czasach bezpiecznie nie mogą czuć się absolutnie nigdzie.

Dobrze znam drogę, na której w sobotę kierowca w srebrnym Renault zaatakował jadącą spokojnie parę. Niemal nie zdarza się, by było na niej tłoczno, nie było tak też tamtego dnia. Był za to zamknięty w stalowej puszce chłopak (według doniesień podhalańskich mediów – 18-latek), który z racji gabarytów pojazdu czuł się “panem szosy” i najpierw zepchnął z niej mężczyznę, a potem spowodował upadek kobiety.

Ile podobnych incydentów zdarzyć mogło się w całym kraju w ciągu ostatniego tygodnia? Strzelam, że kilkadziesiąt i jeżeli się pomylę, to wyłącznie tę liczbę zaniżając. To, że nie słyszymy o tym, by którykolwiek z nich zakończył się tragicznie jest wyłącznie zasługą rowerzystów, ich refleksu i zdolności przewidywania na drodze. Co gorsza – nic nie zwiastuje, by sytuacja fanów dwóch kółek uległa poprawie.

Mogło się wydawać, że poważny wypadek Rity Malinkiewicz, który poruszył kraj przed niespełna dwoma tygodniami sprawi, że choć część kierowców zdobędzie się na refleksję. Cóż – po raz kolejny wykazałem się naiwnością. Wciąż my, rowerzyści traktowani jesteśmy jako użytkownicy drogi drugiej kategorii. Wciąż czuć możemy się gorsi, choć w zasadzie – nie powinniśmy. Wciąż czuć będziemy się jak zwierzyna łowna.

Ale co najgorsze – nie ma absolutnie żadnych podstaw by wierzyć, że to kiedyś w Polsce się zmieni.

To Top