Świat

Oszukiwał i… ma się dobrze. Jarlinson Pantano z dyskwalifikacji może się śmiać

Jarlinson Pantano

Na Jarlinsona Pantano, byłego kolarza m.in. IAM Cycling i Trek-Segafredo nałożono w środę karę czteroletniej dyskwalifikacji. Kolumbijczyk zdążył jednak wcześniej zakończyć karierę, zaangażować się w politykę i niemal zapomnieć, że kiedyś miał coś wspólnego z peletonem.

Pochodzący z Cali zawodnik od momentu wejścia na profesjonalną scenę mógł budzić sympatię. I to nie tylko ze względu na rozbrajający uśmiech, którym mógłby konkurować z Estebanem Chavezem, ale przede wszystkim – znakomitą jazdę w górach. Triumfy na górskich etapach Tour de Suisse czy Tour de France (w 2016 roku, podczas “Wielkiej Pętli” pokonał na finiszu w Culoz Rafała Majkę) pozwoliły mu wyrobić sobie nazwisko i zwiastowały długą oraz piękną przygodę na szosie.

Niestety z czasem jego kariera zaczynała hamować. W 2018 roku wykryto u niego toksoplazmozę, z powodu której zrezygnować musiał z udziału w Vuelta a Espana. Do rywalizacji wrócił dopiero w sezonie 2019 i… wpadł na dopingu. W lutym wykryto w jego organizmie niesławne EPO, co spotkało się z bardzo negatywną reakcją kolarskiego środowiska.

Oczywiśćie, Pantano przysługiwało prawo do zbadania próbki “B”, które mogło udowodnić jego niewinność. On sam zadeklarował jednak, że choć czuje się niewinny, nie zamierza walczyć o swoje dobre imię i w czerwcu… zakończył karierę. “Obrona wiele mnie kosztuje, a co miałem zrobić – już zrobiłem” – mówił.

Choć jego wpadka nie mogła być dobrym przykładem absolutnie dla nikogo, Kolumbijczyk uznał, że spróbuje realizować się w nowej roli. Próbował zostać… politykiem. W lipcu wystartował w wyborach do rady miasta Cali, ale nie wywalczył sobie mandatu.

Zdjęcie

Wobec fiaska tego przedsięwzięcia, 31-latek postanowił pozostać przy rowerach i w styczniu tego roku otworzył w Cali salon jednej z największych rowerowych marek. Jego powstanie tłumaczył misją, zakładającą rozwój kolumbijskiego kolarstwa i wniesienie go na jeszcze wyższy poziom.

Wobec tego, oraz faktu że od momentu przeprowadzenia testu w którym wykryto EPO (luty 2019) minął już ponad rok, Pantano mógł obok informacji UCI o czteroletniej dyskwalifikacji przejść zupełnie obojętnie. Bo też tak naprawdę niewiele stracił – w jej wyniku anulowano wyłącznie rezultaty uzyskane w ubiegłorocznym Paryż-Nicea.

(fot. Trek-Segafredo)

To Top