Świat

Kariera Damiano Caruso, czyli opowieść bez zwycięstw

Damiano Caruso czeka na zwycięstwo od ponad siedmiu lat. W tym czasie stawał na podium wyścigów tygodniowych, zaliczał dobre występy w wielkich tourach, ale na drodze do wygranych zawsze coś stawało. Czasem minimalnie lepsi rywale, a czasem zobowiązania wobec kolegów z zespołu. Teraz w końcu wygrał – ranking najlepszych zawodników bez zwycięstw.

Włoski kolarz znalazł się na szczycie notowania przygotowanego przez Cycling Visualizatons, w którym przedstawiono kolarzy z największą liczbą miejsc w TOP10 od ich ostatniego zwycięstwa. Dla Caruso ten pamiętny dzień to 24 marca 2013 roku i piąty etap wyścigu Coppi e Bartali.

Wtedy, ostatniego dnia rywalizacji, zawodnik Cannondale Pro Cycling Team nie liczył się już w klasyfikacji generalnej, więc mógł zabrać się do ucieczki dnia. Ściganie zostało przez organizatorów skrócone do 125 kilometrów z powodu zimnej i deszczowej pogody. Cunego oderwał od ucieczki wraz z Alessandro Mazzim podczas pierwszego podjazdu na Montecchio, a podczas drugiej pętli – zostawił towarzysza. Na metę wjechał z 13-sekundową przewagą.

Niedawno minęło 7 lat od tamtego zwycięstwa. Przez ten czas Caruso zmieniał drużyny, stał się jednym z najbardziej doświadczonych i cenionych kolarzy w peletonie, ale na liście jego zwycięstw wciąż jest tylko tamten triumf z 2013 roku. Jak wyliczyło Cycling Visualization, od tego czasu Caruso 14 razy był na podium, 22 razy zajmował 4 lub 5 miejsce, a w TOP10 był w sumie aż 97 razy. O jego zdolności do kolekcjonowanie miejsc w czołówce doskonale świadczy wyciąg z miejsc na Tour des Fjords w 2016 roku. Na kolejnych etapach był odpowiednio: 4, 8, 4, 6 i 7. W klasyfikacji generalnej 5.

Tylko drugi

Włochowi kilka dobrych okazji na zwycięstwo przeszło koło nosa. Pamiętacie niespodziewane zwycięstwo Simona Spilaka w Tour de Suisse z 2017 roku? To właśnie Caruso był wtedy drugi. Po czwartym etapie objął prowadzenie i przez dwa dni jechał w koszulce lidera. Później stracił ją na rzecz Domenico Pozzovivo (inny kolarz, który w ostatnich latach często jest w czołówce, ale wygrywa jak na lekarstwo), ale kolejnego dnia prześcignął rodaka w klasyfikacji generalnej. Co z tego jednak, skoro etap wygrał Simon Spilak i to on niespodziewanie został liderem. Caruso próbował jeszcze odrobić straty w kończącej wyścig czasówce, gdy przegrał tylko ze specjalistami w tej konkurencji – Rohanem Dennisem i Stefanem Küngiem, ale w całym wyścigu musiał zadowolić się drugim miejscem.

A może pamiętacie, gdy cieszyliśmy się ze zwycięstwa Michała Kwiatkowskiego w Tirreno-Adriatico w 2018 roku? Tak, tam także Caruso był drugi. Scenariusz był podobny. Przez chwilę był liderem, ale ostatecznie to Polak pojechał w drugiej części wyścigu i cieszył się ze zwycięstwa. – Damiano zrobił krok naprzód jako zawodnik celujący w klasyfikacje generalne. To był dla nas dobry wyścig. Widzieliśmy, że Damiano dorasta jako zawodnik i myślę, że zdobył trochę pewności siebie podczas tego tygodnia – mówił wówczas dyrektor sportowy Max Sciandri.

Kilka dni później Caruso miał być liderem BMC Racing w Kraju Basków. Richie Porte po problemach zdrowotnych dopiero dochodził do dobrej formy, więc to Włoch miał walczyć o miejsce w klasyfikacji generalnej. Nadzieje prysły już pierwszego dnia, gdy uderzył w zaparkowany samochód i upadł.

Pomijając tamten wyścig, rok 2018 był dobry dla Caruso, który był też w czołówce Criterium du Dauphine i Deutschland Tour. Sumiennie zbierał miejsca w TOP10, zdobywał cenne dla zespołu punkty w rankingu UCI, a w Tour de France dwa razy był w pierwszej piątce. W Wielkiej Pętli miał pomagać Porte, ale ten przedwcześnie zakończył wyścig na brukach Roubaix.

Pomocnik

Właśnie podczas sezonu 2018 Vincenzo Nibali osobiście namawiał Caruso, aby ten dołączył do niego w Bahrain Merida. Kolarz z Mesyny miał w planach walkę o zwycięstwo w Giro d’Italia i taki pomocnik jak Caruso był mu bardzo potrzebny. Obaj pochodzą z Sycylii. Kiedy poznali się w Liquigasie, Nibali był już wschodzącą gwiazdą. Caruso, wówczas mistrza Włoch do lat 23, także uznawano za duży talent, ale kolarz z Raguzy szybko stał się pomocnikiem mocniejszych kolegów. Najpierw Nibaliego i Ivana Basso, a potem wspomnianego Richiego Porte.

– Zawsze jeździłem w silnych zespołach z mocnymi liderami. Może był taki moment, w którym – gdybym dostał szansę – osiągnąłbym więcej – mówił w ubiegłym roku. Przyznawał jednak, że nie zawsze wierzył we własne możliwości i z czasem mógł stracić instynkt zwycięzcy.

Nie zawsze było tak, że Włoch jechał na wielkim tour pomagać mocniejszemu koledze. W 2014 był 9. w Vuelcie. Rok później, od razu po przenosinach do BMC, dostał wolną rękę na Giro. Nie jednak był nigdy liderem silnego zespołu, który miał pracować tylko na niego. – Wygrywanie wielkich tourów po prostu nie leży w moich możliwościach – przyznawał kilka miesięcy temu.

Maksymalnie stać go było na miejsce w okolicach TOP10 trzytygodniówki. To dobra lokata, ale o tyle niewdzięczna, że zajmując je przez cały wyścig, kolarzom dużo trudniej jest zaatakować i odjechać po etapowe zwycięstwo, bo często ich strata nie jest jeszcze tak duża, aby liderzy swobodnie ich odpuszczali. Pozostaje im więc cierpliwie ciułać miejsca w TOP10.

To mógł być ten dzień. A nawet dwa

W pierwszej dziesiątce Giro Włoch mógł być także w 2019. Sam uważa, że był wówczas w odpowiedniej formie. Wówczas jednak jego zadaniem było pomaganie Nibaliemu, więc o miejscu w klasyfikacji generalnej nie myślał. Miał jednak dwie świetne okazje na zwycięstwo etapowe.

Pamiętacie wygraną Cesare Benedettiego w Pinerolo? Na pewno pamiętacie. A wiecie kto wjechał na metę z opuszczoną głową, tuż za cieszącym się mieszkańcem Gliwic? Tak jest. Damiano Cunego. Przegrał wówczas finisz z mieszkańcem Gliwic i ponownie przypadło mu dopiero drugie miejsce.

Kilka dni później, na 16. etapie, Caruso uciekał wraz z Giulio Ciccone i Janem Hirtem. Do mety pozostawało jeszcze 30 kilometrów, ale do szczytu największe wyzwania dnia – Passo del Mortiroli –brakowało tylko 1500 metrów. To też mógł być dzień Caruso. Ale właśnie wtedy Włoch musiał odłożyć na bok marzenia o pierwszym etapowym zwycięstwie w grand tourze. Nibali zgubił Primoza Roglica i próbował odczepić także lidera wyścigu Richarda Carapaza. Caruso miał zaczekać na zjeździe, a później pomóc swojemu liderowi jak najszybciej dojechać do mety.

– Byłem pewny, że to może się wydarzyć, więc psychologicznie przygotowałem się na taką ewentualność. To część tej pracy – mówił później Caruso. Do mety dojechał 9. – Damiano wykonał świetną pracę – chwalił go później Nibali. Caruso opowiadał: Łatwo mówić „brawo” zawodnikom, którzy wygrywają, ale prawdziwy kibic rozumie, że to co zrobiłem, było bardzo trudne. Kolarstwo to nie tylko historie zwycięstw. Są też inne ciekawe opowieści.

* Wszystkie cytaty pochodzą z artykułów Cycling News.

To Top