Świat

Przerwany sezon. To oni stracili najwięcej

Mads Pedersen
Mads Pedersen / fot. Trek-Segafredo

Przełom kwietnia i maja. Normalnie wymienialibyśmy spostrzeżenia po wiosennych klasykach i czekali na Giro d’Italia. Na razie jednak musimy obejść się smakiem. O jeszcze większym rozgoryczeniu mogą mówić ci, którzy do wiosennej rywalizacji przygotowywali się miesiącami, a zamiast tego siedzą w domu. Oto nasze zestawienie tych, którzy na przerwaniu sezonu stracili najwięcej.

Remco Evenepoel (Deceuninck – Quick Step)

Młody Belg fantastycznie zaczął rok 2020, triumfując w San Juan i Algarve. Zaczęło się nawet mówić, że może sprawić niespodziankę podczas majowego Giro d’Italia. Belg w tym sezonie celował też w Liege-Bastogne-Liege i w igrzyska olimpijskie. We wszystkich mógł odegrać kluczową rolę, ale pandemia koronawirusa zmusiła go do zmiany planów.

W ten sposób bezpowrotnie uciekła mu też szansa, aby pobić 80-letni rekord Fausto Coppiego, który pozostaje najmłodszy zwycięzcą w historii Corsa Rosa. Czy Evenepoel rzeczywiście byłby w stanie zawalczyć o triumf w majowym wyścigu? Tego już się nie dowiemy, a Belgowi, który musi odpocząć od ścigania, pozostało… podjeżdżać podMuur-Kapelmuur… 50 razy.

Jakob Fuglsang (Astana Pro Team)

Sezon rozpoczął się dla niego nie najlepiej, bo podejrzeniem o kontakty z Michele Ferrarim. Później jednak Duńczyk pokazał się na szosie i zaprezentował się z doskonałej strony. Vuelta a Andalucia należała do niego – wygrał cały wyścig i klasyfikację punktową, dokładając dwa zwycięstwa etapowe. Był o krok od trzeciego, ale na kończącej imprezę indywidualnej jeździe na czas był o ułamek sekundy wolniejszy od Dylana Teunsa.

Fuglsang już przed rokiem imponował formą w wiosennych klasykach, ale start w Tour de France skończył się dla niego niepowodzeniem. Teraz miał inny plan. W maju miał być liderem Astany na Giro d’Italia, a w lipcu pomagać Miguelowi Angelowi Lopezowi we Francji. Czy jesienią, gdy prawdopodobnie odbędą się wielkie toury, Duńczyk znowu będzie w dobrej formie?

Peter Sagan (BORA-hansgrohe)

Gdy peleton wróci do ścigania, Sagan będzie czekał na zwycięstwo już od ponad roku. Ostatni raz triumfował na piątym etapie Tour de France. Tak długa przerwa od wygranych nie przydarzyła mu się jeszcze nigdy podczas jego zawodowej kariery.

Wiosna zawsze była ważna w kalendarzu Słowaka, który celował w brukowane klasyki jak Paryż-Roubaix, Ronde van Vlaanderen czy Gent-Wavelgem. Nie inaczej byłoby tym razem, choć Słowak zaskoczył i zapowiedział też start w Giro d’Italia. Na razie te plany musi odłożyć. Jeśli kolarstwo wróci jesienią, to może być mu trudno połączyć starty w Tour de France, Giro i jeszcze w wyścigach klasycznych.

Phillipe Gilbert (Lotto Soudal)

Doświadczony Belg kocha wiosnę. Wygrywał już w Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix, Liege-Bastogne-Liege, Amstel Gold Race i La Fleche Wallonne. Aby jednak była to miłość w pełni spełniona, Gilbert musi jeszcze wygrać w Mediolan – San Remo. A tej wiosny się to nie uda.

Gilbert najpierw miał wystartować w Primaverze, potem stworzyć mocny duet z Johnem Degenkolbem podczas brukowany klasyków, a na koniec raz jeszcze zawalczyć podczas ardeńskiego tryptyku. Nie można skreślać Belga, co pokazało ubiegłoroczne Paryż-Roubaix, ale trzeba pamiętać, że w tym roku skończy już 38 lat, więc szans na wygrane w najważniejszych wyścigach nie zostało mu już tyle co młodszym kolegom. Przekładanie imprez nie jest dla niego korzystne.

Maximilian Schachmann (BORA-hansgrohe)

Jeden z najlepszych kolarzy na początku tego sezonu. W Algarve przegrał z Evenepoelem, ale w Paryż-Nicea nie znalazł pogromcy, broniąc się przed rewelacyjnym Tiesjem Benootem.

Po takim rozpoczęciu sezon Schachmann mógł z optymizmem patrzeć na kolejne starty. Wiosną Niemiec miał wystartować w ardeńskich klasykach, a potem w Giro d’Italia. W ten sposób chciał przygotować się do igrzysk olimpijskich. W Tokio wystartuje jednak najwcześniej w przyszłym roku. Teraz więc skupia się na starcie w Tour de France. – Nie spędzam czasu zastanawianiu się, co by było gdyby. Chcę jak najlepiej wykorzystać ten czas – mówił niedawno w rozmowie z Cycling News.

Mads Pedersen (Trek Segafredo)

Sensacyjny mistrz świata z poprzedniego sezonu na razie nie może odnaleźć się w koszulce mistrza świata. Duńczyk był ostatni w Santos Tour Down Under, w pierwszych belgijskich klasykach przyjeżdżał daleko, a Paryż-Nicea nie ukończył. Jeśli gdzieś tęczowy trykot miał zaistnieć, to na brukach, gdzie Pedersen potrafi jeździć.

Duńczyk traci też szansę, aby nacieszyć się jazdą jako mistrz świata. W bardzo pesymistycznym scenariuszu nie zdąży już w niej nawet wystartować. Kolejne mistrzostwa mają odbyć się w drugiej połowie września i nie wiadomo, czy Pedersen zdoła wystartować wcześniej w innym wyścigu.

Greg van Avermaet (CCC Team)

Był liderem Tour de France, wygrywał Paryż-Roubaix, Gent-Wavelgem i igrzyska olimpijskie. Wszystko w brawach BMC Racing. Jako zawodnik CCC Team nie przypomina tamtego kolarza. Szansą na przełamanie miała być wiosna i kolejna kampania klasyków.

Tymczasem van Avermaet zamiast rządzić na prawdziwych brukach, musiał zadowolić się zwycięstwem w wirtualnym Wyścigu Dookoła Flandrii, a przy tym nasłuchiwać wieści o problemach głównego sponsora jego teamu.

Jasper Stuyven (Trek Segafredo)

Kolega Pedersena z zespołu rozpoczął ten sezon zdecydowanie lepiej od Duńczyka. Wygrał w Omloop Het Nieuwsblad i był piąty w Kuurne-Bruksela-Kuurne, co było dobrym prognostykiem przed najważniejszymi brukowanymi klasykami.

W przeszłości Stuyven był już czwarty i piąty w Paryż-Roubaix, ukończył też w pierwszej dziesiątce Gent-Wavelgem i Ronde van Vlaanderen. Nadal jednak nie jest zaliczany do największych faworytów tym wyścigach. Wiosna mogła to zmienić.

Nairo Quintana (Akrea Samsic)

On wrócił! Kolumbijczyk, który ostatnie lata w Movistarze miał słabsze, zmienił ekipę i w koszulce Arkei Samsic znowu zachwyca. Tour de La Provence czy Tour des Alpes Maritimes et du Var nie są może najważniejszymi wyścigami w kalendarzu, ale Quintana wygrał w obu z nich, prezentując bardzo dobrą formę. Wystarczy przypomnieć jego wspinaczkę na Mont Ventoux. W Paryż-Nicea uplasował się poza podium, ale jechał nieźle i wygrał jeden z etapów. Stracił na deszczowym i wietrznym odcinku drugim oraz podczas jazdy indywidualnej na czas.

Quintana ma pełne prawo żałować, że sezon został przerwany. Jego przypadek jest jednak nieco inny niż wcześniej wymienionych kolarzy. Wydaje się bowiem, że najważniejsze zdążył osiągnąć – pokazał, że przeprowadzka dobrze mu zrobiła i jest na drodze do odbudowy. Nie można jeszcze skreślać Kolumbijczyka.

To Top