Felietony

Piękność zostanie „jesieniarą”

UAE Tour

Podczas, gdy u nas w kraju trwa debata nad tym, czy jeździć w maseczkach czy jednak nie, UCI debatuje nad kalendarzem wyścigów, storpedowanym przez pandemię koronawirusa. Ma go ogłosić 5 maja, choć biorąc pod uwagę rozwój choroby, nie byłbym przekonany, że będzie to ostateczna wersja. Mam jednak nadzieję, że włodarzom światowej federacji uda się zgrać wszystko tak, żeby kolarskie święta, choć obdarte trochę z magii, mimo wszystko się odbyły.

Wiemy już na pewno, że prawie nic nie odbędzie się zgodnie z planem. Wyścigi, które do tej pory się nie odbyły, będą przekładane na jesień, gdzie i tak już było dość ciasno. We Flandrii prawdopodobnie spotkamy się w październiku. Piękność będzie musiała na chwilę zostać „jesieniarą”, choć wiadomo, że w wiosennych szatach prezentuje się najlepiej. Podobny los czeka pewnie również i inne klasyki.

Wielkie Toury zostaną skrócone, pytanie o to, jak bardzo. Prymarność Tour de France sprawia, że we Francji najprawdopodobniej te cięcia będą najmniejsze, choć z drugiej strony Wielka Pętla idzie na pierwszy ogień i niestety może, mówiąc obrazowo, podobnie jak i inni pionierzy zginąć od strzału w plecy. Trudno przewidzieć, czy nad Sekwaną uda się do września opanować pandemię na tyle, by zapewnić uczestnikom bezpieczeństwo, choć to pytanie będziemy sobie zadawać pewnie do samego końca sezonu. Albo i dłużej.

Vuelta i Giro odbędą się w skróconej wersji, zapewne podobny los spotka między innymi Tour de Pologne. Pewnie te kilka etapów nie sprawi nagle, że te wyścigi będą nudne, może nawet wręcz przeciwnie, ale gdzieś z tyłu głowy każdy będzie miał myśl, że ten przeklęty koronawirus rozłożył sport na łopatki, a i później nas punktuje, wyrywając nam jeszcze pojedyncze skrawki.

Zastanawiałem się, czy biorąc pod uwagę, że pewnie część wyścigów jednodniowych będzie musiało odbywać się w środku tygodnia, tracąc na oglądalności i atrakcyjności, nie należy ich po prostu odwołać, ale rozumiem, że dla organizatorów, kolarzy, właścicieli ekip, byłby to duży cios. Głównie finansowy. Dlatego lepiej wjechać na Mur de Huy niż nie.

Kolarze zresztą dość zgodnie deklarują, że chcą jak najszybciej wrócić do ścigania. Każdy chce zarabiać, wykonywać swoją pracę, ale przede wszystkim znów poczuć tę normalność, której chyba każdemu brakuje. Nawet jeśli będzie to oznaczać metę na pustym welodromie w Roubaix w czwartkowe popołudnie. Nowa normalność, miejmy nadzieję, jednoroczna.

W popularnym przed laty serialu „Kochane Kłopoty” („Gilmore Girls” – tłumaczenie jak to w naszym kraju, bardzo kreatywne) młodsza z głównych bohaterek Rory spotyka się z chłopakiem należącym do uniwersyteckiego bractwa, którego zawołaniem jest łacińska sentencja „In omnia paratus”. Na wszystko gotowi. Z tym zdaniem na ustach skaczą między innymi z platformy z rozłożonymi parasolami, działającymi w pewnym momencie jak spadochron. Wszystko jest jednak tak obliczone, że niebezpieczne z pozoru zachowanie staje się oczywiście przyjemnym doświadczeniem.

Zarówno przed kolarzami, jak i kibicami, sezon przypominający nieco tę scenę. Musimy być przygotowani na wszystko, bo czekają nas skoki z platformy z parasolami zamiast spadochronów. Jeżeli wszystko się ułoży, wylądujemy jak Rory z uśmiechem na ustach. Mam nadzieję, że to jedyny możliwy scenariusz, bo inaczej zostanie nam tylko oglądanie seriali w długie, jesienne wieczory. A to jak wiadomo, nieszczególnie pomaga utrzymać dobrą formę. I tę fizyczną i psychiczną.

To Top