Felietony

„Coś być musi, do cholery, za zakrętem”

Peleton Paryż-Nicea

Chyba nie ma w tej chwili kibica kolarstwa, który nie odliczałby dni do pierwszego wyścigu. Wciąż nie wiemy co prawda, kiedy zawodnicy wrócą do ścigania, ale nadzieja, że nastąpi to jeszcze tego lata, cały czas jest. Tylko co wtedy?

Przyznaję, że nie zazdroszczę organizatorom pierwszego wyścigu po zakończeniu koronawirusowych restrykcji. Z jednej strony zainteresowanie kibiców może być rekordowe, z drugiej ciężar odpowiedzialności będzie jeszcze większy. Z perspektywy fana oczywiście najważniejsze są sportowe emocje, rywalizacja, zwycięstwa i porażki. Żeby nam to zapewnić, sztab ludzi poświęca kawał swojego życia. A w tym sezonie będzie to wymagało szczególnych poświęceń.

Zapewnienie bezpieczeństwa kolarzom i ekipom to nie lada wyzwanie i chyba z góry skazane na porażkę. Nie da się całkowicie wyeliminować zagrożenia, a jeśli tylko pojawi się chociaż jeden przypadek koronawirusa, będzie to oznaczało praktycznie koniec imprezy. I szereg pytań o to, czy dało się tego uniknąć, czy wszystkie zasady zostały zachowane i czy gdzieś nie popełniono błędu. A nawet jeśli nie wydarzy się to w trakcie wyścigu, tylko kilka dni później, to niepewność gdzie nastąpiło zarażenie i tak pozostanie.

I co w takim wypadku? Czy nastąpi zakończenie sezonu i powrót do rywalizacji na trenażerach, czy jednak próbujemy pociągnąć to dalej licząc, że na kolejnych wyścigach uda się uniknąć koronawirusa. Przyznaje, że nie chciałbym być osobą, która musi podjąć taką decyzję. A ktoś z pewnością stanie przed takim dylematem.

Niewiadomą pozostaje także decyzja ekip i poszczególnych kolarzy o tym, czy w ogóle startować. Większość pewnie będzie chciała wrócić na rower jak najszybciej, ale co z tymi, którzy podejmą inną decyzję w obawie o swoje zdrowie i życie? Karać ich? Dyskwalifikować? Udawać, że nic się nie stało i pozwolić wystartować, kiedy sami uznają, że jest już bezpiecznie?

Obserwując sytuację na naszym podwórku należy się też obawiać o liczbę ekip, które w ogóle wrócą do rywalizacji. Problemy finansowe mogą bowiem zmusić kilka z nich do wycofania się ze startów. To będzie kolejny kłopot dla organizatorów, bo nie wiadomo, czy w takim wypadku przyznawać „dzikie karty” żeby uzupełnić luki, czy rozgrywać wyścigi z mniejszą liczbą kolarzy. Jeśli będzie to dotyczyć 2-3 ekip, problem nie będzie aż tak duży. No ale gdyby zabrakło 5-6 drużyn z czołówki, to czy te imprezy nie będą nazbyt kadłubowe?

Nie można też zapominać o tym, że kolarze praktycznie nie mają możliwości normalnego treningu, przez co wyniki w tym sezonie mogą być trochę wypaczone. To oczywiście nie jest aż tak duży problem, bo fuksy i zaskoczenia są w zasadzie stałym elementem sportowej rywalizacji i czasem nadają jej uroku, ale warto o tym pamiętać, piętnując w internecie któregoś ze swoich ulubieńców.

Damian Wleklak, były reprezentant Polski w piłce ręcznej, wysunął tezę, że sport zmierza w kierunku półamatorskim. To dość odważny pogląd, ale kto wie, czy ta nieco kasadryczna przepowiednia się nie spełni, przynajmniej w krótkim, pokoronawirusowym okresie. A czy wtedy nadal będzie wzbudzać wśród kibiców takie emocje?

Kolarstwo, podobnie jak i cały sport, znalazło się na sporym zakręcie. Nie da się przewidzieć, w jakim stanie z niego wyjdzie, a właściwie wyjedzie. Jednak, jak śpiewał Przemysław Gintrowski, „Coś być musi, do cholery, za zakrętem”. I miejmy nadzieję, że to „coś optymistycznego”, zostając w muzycznych klimatach.

To Top